RSS
środa, 05 października 2016
GWG czyli Jesienna Grzechutkowa Wyprzedaż Garażowa

Witajcie Kochani!

 

Za oknem szaro, buro i ponuro. Nie chce się z domu wychodzić. Najchętniej człowiek by zaszył się pod kołderką z ciepłą herbatką i fajna książką. No właśnie - książką. Właśnie dla takich człowieków mama przygotowała niespodziankę. Wzięła się w sobie, zaczęła zdjęcia robić naszych książek i wystawiać je na moim Allegro.

 

GWG jesienne GWGjesienne GWG jesienne GWG

 

 

I wiecie co, jak wyprzedaż to wyprzedaż. Książki na moim Allegro są już po złotówce. Na razie jest ich niewiele, ale mama obiecała sukcesywnie dokładać następne. Trochę tego ma, dajmy jej czas. Na pewno da radę.

 

 jesienne GWG jesienne GWG

jesienne GWG jesienne GWG

 

Już dzisiaj Kochani zapraszam na moje Allegro (http://charytatywni.allegro.pl/listing?sellerId=15602590). Może już teraz znajdziecie coś dla siebie. A jak nie...to zaglądajcie co jakiś czas - książek będzie przybywać.

 

jesienne GWG

 

 

pozdrawiam

Grześ

Tagi: allegro
06:31, ja-olsztyn32
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 02 października 2016
Razem Rozkodujmy Afazję

Witajcie Kochani!

Dziś chciałbym Wam opowiedzieć o ogólnopolskiej, a może nawet światowej akcji.....nie nie, żadnej takiej politycznej. Gdzie mi tam do polityki, ja o własnym podwórku. Zatem od początku.

Facebook łączy ludzi o podobnych poglądach i zainteresowaniach, tym razem połączył Rodziców dzieci afatycznych w walce o dobre ich pociech. Rodzice ci bowiem stworzyli w Sieci stronę Razem Rozkodujmy Afazję (https://web.facebook.com/RazemRozkodujmyAfazje/). Na owej stronie przeczytać możemy

 

Razem Rozkodujmy Afazję

 

Jesteśmy grupą rodziców - których dzieci pomimo prawidłowego słuchu fizycznego i co najmniej normy intelektualnej - mają trudności z nabywaniem i rozumieniem mowy. Dysfunkcję naszych dzieci specjaliści określają „niedokształcenie mowy o typie afazji”, „afazja rozwojowa”, „dysfazja”, „zaburzenia mowy pochodzenia korowego”, „alalia”, „SLI”. Już na etapie określenia nazwy tego zaburzenia mowy między specjalistami dochodzi do rozbieżności i kontrowersji - co rodzicom i dzieciom przysparza wielu problemów w uzyskaniu dostępu do rzetelnych informacji i szybkim znalezieniu pomocy. Nasza inicjatywa ma na celu „szerzenie informacji o tym, czym jest afazja rozwojowa, jakie są jej objawy oraz jakie towarzyszą jej trudności”. Zależy nam także na ujednoliceniu nazewnictwa związanego z tym zaburzeniem mowy, co znacznie ułatwi komunikację w relacji: „specjalista-specjalista” oraz „specjalista-rodzic”. Chcemy wprowadzić takie rozwiązania prawne, które umożliwią naszym Małym Afatykom uzyskanie najskuteczniejszej i najszybszej pomocy w radzeniu sobie z własnymi deficytami poprzez szybką i właściwą terapię. Pragniemy swoim dzieciom umożliwić jak najlepszy start w życie, tak aby rozwinąć ich mocne strony i drzemiący w nich potencjał. Jeśli problem nie jest Ci obojętny i nie chcesz stać bezczynnie – dołącz! Razem Rozkodujmy Afazję!


Kochani! Każdy afatyk jest inny (podobnie jak każdy człowiek jest inny), ale mamy kilka cech wspólnych - mamy kłopoty z mową (szeroko pojętą), ale jednocześnie chcemy mówić i bardzo się denerwujemy gdy nas świat nie rozumie. Najczęściej rozumieją nas najbliżsi, terapeuci, ale już środowisko dalsze nie. Nie rozumie nas pani w sklepie, ani urzędnik w stolicy. Nie wiedzą jak nam pomóc. I o ile od pana w sklepie tego nie wymagamy, to na urzędnika w stolicy liczymy. Liczymy na pomoc prawną, udogodnienia w dostępie do terapii, jasne wytyczne dotyczace naszej nauki. Liczymy na to, że nasi Rodzice nie będą musieli co chwilę walczyć o jakieś rzeczy dla nas , a skupia się po prostu na terapii. Czy świat nie byłby piękniejszy, gdyby tak było?  I właśnie stąd akcja Rodziców. Chcieliby pomóc swoim pociechom (czyli nam - afatykom), by w przyszłości było im łatwiej. Żeby się kształcili, wiedzę nabywali i byli wśród ludzi i dla ludzi. Nie jest trudno zamknąć afatyka w domu w dorosłym życiu. Tylko po co? Trudniej jest go wykształcić i dać pracę, ale to dla nich / nas jest zbawienne. Wyjść do ludzi, porozmawiać, być komuś potrzebnym.....ale zanim to nastąpi trzeba rozkodować afazję!!! Pomożecie?? Wierzę, że tak. Zapraszam na Facebooka, do rozmów, wymiany zdań - razem można dużo więcej osiągnąć.

 

pozdrawiam serdecznie

 

Grzegorz - afatyk 

 

Zdjęcie pochodzi ze strony https://web.facebook.com/RazemRozkodujmyAfazje/.

Tagi: afazja
01:23, ja-olsztyn32
Link Dodaj komentarz »
piątek, 30 września 2016
Dzień Chłopaka 2016

Drogie Chłopaki !

Z okazji Waszego święta życzę Wam:

  • przede wszystkim zrozumienia u Waszych Kobiet
  • żeby się nie czepiały jak nie posprzątacie po sobie
  • żeby współczuły, gdy chorzy jesteście 
  • żeby doceniły, żeście śmieci sami z siebie wyrzucili
  • żeby pochwaliły jak uda Wam się szafkę naprawić
  • żeby dały spokój jak wracacie z pracy
  • żeby gotowały Wam tak jak lubicie - olać cholesterol

I Kochani Faceci! Żeby to wszystko dzisiaj uczyniły :)))

 

Moim Osobistym Chłopakom życzę mniej krzyczącej matki i całodniowej diety lodowej - a co:))

 

 A dla Wszystkich Was, Chłopców i Dziewczynek, na dobry początek dnia - ode mnie 

 

 

Wszystkiego najlepszego jeszcze raz Chłopaki !!!

 

Gosia

06:40, ja-olsztyn32
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 26 września 2016
Nasza nowa gra z L

Witajcie Kochani!

Za oknem już jesień, dni są coraz krótsze, za to wieczory.....i co tu robić w te jesienne wieczory? Oczywiście można oglądać filmy i bajki na komputerze, można grać w komputer, można nawet lekcje odrobić - po tej grze na komputerze oczywiście. I wszystko byłoby cudownie, gdyby nie mama, która (nudziwszy się którejś nocy) stworzyła nam grę planszową. 

 

gra z L

 

Ale Kochani, nie jest to byle jaka gra. To jest gra sponsorowana przez literkę L. Otóż muszę Wam powiedzieć, że Kuba ma problemy z powiedzeniem L. Chyba mu się po prostu nie chce. Jego Pani Logopedka kazała ćwiczyć i ćwiczyć wymowę, ale ile można. Więc mama, jak to mama, wymyśliła grę, by przy tak zwanej okazji poćwiczyć L.

 

gra na L

 

Gra składa się z 49 obrazków, które mają w sobie L - na początku, w środku lub na końcu. Oczywiście do gry potrzebne są pionki (w naszym przypadku były to kolorowe guziki) oraz kostka.  Grę zaczyna najmłodszy uczestnik, rzuca kostką i stawia swój pionek na odpowiednim polu. No i teraz zaczynają się schody. Trzeba bowiem powiedzieć na jakim polu stoi pionek. Potem rzuca kostka kolejny gracz i znowu najmłodszy mówi na jakim polu stoi konkurencja. Bo widzicie, głównie chodzi o to, żeby ćwiczyć wymowę.

 

gra na L

 

Gra przebiega w miarę szybko, jest emocjonująca, bo nigdy nie wiadomo kto wygra. 

 

gra na L

 

Gdy już opanuje się grę, można wprowadzić jej modyfikacje. I oto na przykład - gdy obywatel, grający w grę, źle powie np. "palma" , za karę nie stawia na palmie swojego pionka. A można iść dalej. Gdy obywatel rzuca np. 5 i na postawić pionek na obrazku z telefonem, jednak nie umie powiedzieć dokładnie tego wyrazu, cofa się 5 pól. Czyli w tym przypadku trafia na pole z obrazkiem "lód".

 

gra na L

 

Sami widzicie, że można na wiele sposobów modyfikować grę, tylko po to, żeby delikwent uczący się wymowy L załapał jak ją wymówić dokładnie :). 

 

Kuba wygrał

 

Poza tym gra ma również aspekt społeczny - trzeba nauczyć się przegrywać i nie wpadać w ryk i histerię. A nie zawsze to jest takie proste jak by się wydawało.

 

koniec gry

 

Kochani, gra została wymyślona i stworzona przez mamę głównie dla Kuby, ale....bo zawsze jest jakieś "ale". Mama stworzyła ją w pdf-ie i właśnie dlatego już jutro trafia ona na moje Allegro. Być może jeszcze jakiś obywatel ma problemy z wymową L i też ma dość tradycyjnych metod nauki? Może właśnie dzięki tej grze nauka będzie łatwiejsza i przyjemniejsza.

 

pozdrawiam

Grześ

 

PS. A oto jakie obrazki trafiły do naszej gry

  1. lizak
  2. lama
  3. luneta
  4. lala (lalka)
  5. czekolada
  6. lornetka
  7. królik
  8. motyl
  9. delfin
  10. lekarz
  11. muszelka
  12. lusterko
  13. palma
  14. seler
  15. kalendarz
  16. flaga
  17. klapki
  18. liście
  19. las
  20. widelec
  21. śliwka
  22. patelnia
  23. król
  24. klawiatura
  25. igloo
  26. lód
  27. hotel
  28. palce (paluszki)
  29. lis
  30. latawiec
  31. listonosz
  32. latarnia
  33. lew
  34. lupa
  35. butelka (list w butelce)
  36. telefon
  37. pilot
  38. tablet
  39. okulary
  40. ślimak
  41. pilot
  42. lodówka
  43. królewna
  44. policjant
  45. luneta
  46. telewizor
  47. kelner
  48. klucz
  49. hydraulik

 

 

 

czwartek, 15 września 2016
Nasze Urodziny!!!!!

Witajcie Kochani!

Pomimo, że do naszych urodzin jeszcze trochę czasu pozostało, postanowiliśmy je wyprawić wcześniej. I oto właśnie, na początku września, w nasze skromne progi wpadli Goście na ciacho i inne smakołyki. A byli to wspaniali Goście, bo nasi :)

 

urodziny

 

Oczywiście był tradycyjny torcik (a nawet dwa), ciasteczka, kanapeczki, mięsiwo, ogórki małosolne i nawet chipsy. Niestety, nie było coli ani innych napojów gazowanych. Mama mi się zestarzała i robi własne soczki. No cóż, kiedyś to musiało nastąpić.

 

nasz torcik

 

Były też super zabawy, rozmowy, skakanie na trampolinie, chowanie się w domku. A właśnie. Musicie wiedzieć bowiem, że dostaliśmy z Kubą od wszystkich Gości jeden prezent, ale za to cudowny. Nasz własny wspaniały domek drewniany. To jest nasza baza, tylko jeszcze trzeba ją na kolor wojskowy pomalować :).

 

domek

 

Wszystkim Gościom bardzo dziękujemy za przybycie i oczywiście polecamy się w przyszłości.

 

Grześ i Kuba

 

PS. A naszej zaprzyjeźnionej cukierni Korona BARDZO DZIĘKUJEMY za cudowne torty. Pycha były.

 

nasza Ukochana cukiernia torty

04:57, ja-olsztyn32
Link Dodaj komentarz »
sobota, 27 sierpnia 2016
Od dziś afazję leczymy u psychiatry !!!!

Witajcie Kochani!

Dzisiaj ja, matka, opiszę Wam co się obecnie dzieje u nas i co mnie tak wkurzyło. A zaczęło się niewinnie - od odebrania orzeczenia o potrzebie nauczania indywidualnego Grzesia. Już z odebraniem dokumentów był problem, bo Wielce Szanowna Komisja do Spraw Dziecka Mego zebrała się 18.08 i werdykt wydała. I że niby maja 2 tygodnie od tejże Komisji na wydane mi dokumentów. Ale jednocześnie 26.08 minął miesiąc od złożenia przeze mnie dokumentów do Poradni, więc wczoraj (po kilku telefonach ode mnie) dostałam dokument do ręki.

I oto co czytamy w tymże dokumencie...... Na początku tradycyjna formułka, kto, kiedy, na jakiej podstawie orzeka o potrzebie nauczania indywidualnego

 

orzeczenie Grzesia

 

Jest to na tyle istotne, że teraz wiadomo kto takie rzeczy wypisuje w Orzeczeniu Grzesia. No a potem zaczynają się kwiatki.

 

Diagnoza - takie małe ustrojstwo, które mówi dziecku co mu jest i dlaczego musi uczyć się w szkole sam na sam z nauczycielem. A tak na marginesie - kiedyś byłam przekonana, że diagnozę specjaliści z PPP piszą na podstawie obserwacji, notatek własnych, delikatnie posiłkując się opiniami z zewnątrz. A tu taka niespodzianka - specjaliści z PPP przepisują wszystko co im pasuje z dokumentów dostarczonych przez matkę. No cóż, człowiek cały życie się dziwi :)

Czytam zatem diagnozę Grzesia, jota w jotę słowa mi znane, a tu nagle takie zdanie się pojawia

 

diagnoza Grzesia

 

Z uwagi na utrzymujące się duże trudności z pracą w zespole, problemów, które nie ustępują, należy pogłębić diagnozę u lekarza psychiatry. 

 

Myślę sobie, ale o co chodzi? Jakiego psychiatry, przecież w żadnych dokumentach nic nie ma o psychiatrze, o jakich problemach Poradnia mówi?

Dzwonię zatem do Poradni, rozmawiam z Dyrekcją i się pytam na jakiej podstawie oni to napisali. No i dowiedziałam się, że neurolog napisała w swojej diagnozie, że Grzegorz jest nadpobudliwy psychoruchowo, a to się leczy przewlekle u psychiatry. Tłumaczę zatem urzędnikowi, że Grzesiek dostaje nauczanie indywidualne z powodu afazji, a nie z powodu nadpobudliwości. Nie-odpowiada Dyrekcja-na afazję nie ma nauczania indywidualnego, a na nadpobudliwość jest. (Powinnam się cieszyć zatem, że PPP wpadła na ten genialny pomysł i zawarła ten kruczek w dokumencie - ale jakoś się nie cieszę). Pani Dyrektor łaskawie zgodziła się zmienić psychiatrę na specjalistę o ile dostarczę jej komplet dokumentów.

 

Ale dalej czytam podobny tekst

 uzasadnienie

 

(.....) iż z uwagi na nadpobudliwość psychoruchową z dużymi problemami z pracą w zespole, afazję percypcyjno-motoryczną uczeń wymaga nauczania indywidualnego na terenie szkoły w oddzielnym pomieszczeniu na czas nauki w roku szkolnym 2016/17.

 

I po raz kolejny nadpobudliwość jest na pierwszym miejscu. Poradnia wychodzi z założenia, że tylko w ten sposób uchroni własne 4 litery przed ewentualną kontrola i zarzutem dlaczego dała Grzesiowi nauczanie indywidualne. Innego wyjaśnienia nie znalazłam. Najważniejszym czynnikiem dla którego Grześ uczy się 1 na 1 z nauczycielem jest własnie afazja. Nie dałby rady pisać z tablicy, przeczytać samodzielnie tekstu, zrobić obliczeń w pamięci. Grześ ma swoje deficyty spowodowane niedotlenieniem i tego się nie przeskoczy. To nie jest jego widzimisię, tylko fakt udokumentowany medycznie. A nadpobudliwość jest jakoby wtórna, jest następstwem afazji. Nie zaprzeczam, że istnieje, ale szlag mnie jasny trafia jak PPP pisze to na pierwszym miejscu. Piszmy prawdę taka jaka ona jest. 

Rozumiem, że może są takie przepisy - aż tak głęboko nie wnikałam w dokumenty ministerstwa, ale na Boga - nie kłammy w urzędowym dokumencie. 

Grześ ma nauczanie indywidualne od 1 klasy, zawsze były z dostaniem tego orzeczenia jakieś problemy. No, ale w tym roku PPP przeszła samą siebie. Jeszcze zrozumiałabym, gdyby dziecko przebadali i na podstawie własnych obserwacji wysnuli taki wniosek. Ale gdzie tam, wszystko na podstawie dokumentów, Grzesia nie widzieli.

Kochani, żeby była jasność. Nie mam nic do psychiatry, do chodzenia do niego (w przedszkolu Grześ był pod opieką psychiatry, ale metody leczenia w jego przypadku nie sprawdziły się. Szukaliśmy innych dróg pomocy naszemu dziecku). Jeżeli trzeba by było to bym tam poszła. Ale byliśmy przecież ostatnio u neurologa, Pani Doktor nawet się nie wspomniała o takiej konsultacji, terapeuci syna też nic nie mówią. Nawet nauczyciele pracujący z Grzesiem nigdy na taki genialny pomysł nie wpadli. Z Grzesiem trzeba pracować i pracować, i jeszcze raz pracować nad rozumieniem czytanego tekstu, nad dodawaniem, nad wieloma innymi aspektami codziennego życia. No chyba, że psychiatria jako taka ma tabletkę na afazje - wtedy będę pierwsza w kolejce.

Z Grzesiem byłam wszędzie tam, gdzie mnie kierowali. Nawet w Lublinie po diagnozę, w Gdańsku i w stolicy na Tomatisie i w paru różnych miejscach. Logopedka Grzesia trzyma rękę na pulsie, wszystkie nowości dla usprawnienia mowy nam przekazuje i my to powoli wrażamy. Jednak w przypadku Grzesia żadne udoskonalenia nie zastąpią pracy z terapeutką. Na chorobę Grzesia nie ma tabletki. Nie da się naprawić mózgu czarodziejską różdżką.

 

 

odwołanie

 

Na szczęście prawo przewidziało możliwość odwołania się od decyzji Wielce Szanownej Komisji, która chyba nie wie co pisze. Nie omieszkam tego uczynić. W poniedziałek składam odwołanie i skargę na naszą PPP. Na ich niekompetencję, brak zrozumienia tekstu czytanego, nieznajomość jednostki chorobowej jaką jest afazja.

Ale, co podejrzewam, Wielce Szanowna Komisja nie wie czym jest afazja i z czym to się je? Może nie wie, że przy afazji trzeba z dzieckiem ćwiczyć i co chwilę przypominać różne rzeczy. Może nie wie, że z afatyk może w ciągu tygodnia zapomnieć, to co ćwiczył namiętnie parę miesięcy, a jednocześnie może pamiętać (wydawałoby się) mało istotne rzeczy. Być może Wielce Szanowna Komisja nie wie, że praca z afatykiem to ciągłe przypominanie o wszystkim i nerw matki jak znowu zapomni. Afazja, w naszym przypadku, to ciągła walka z mózgiem Grzesia, by stworzył nowe połączenia tam, gdzie ich nie ma. Afazji nie da się leczyć tabletkami.

 

Pani Dyrektor Poradni Psychologiczno-Pedagogicznej Nr 1 w Olsztynie - afazję "leczy" neurologopeda, a nie psychiatra. Jak Pani tego nie wie to może czas pogłębić wiedzę lub zmienić zawód?!

 

z poważaniem

wkurzona matka

Gosia

06:31, ja-olsztyn32
Link Komentarze (1) »
piątek, 12 sierpnia 2016
Ręka do roboty

Witajcie Kochani!

Dziś idę na łatwiznę. Zrobię CTRL C i CTRL V i skopiuję artykuł, który wydaje się być ważny w rozwoju nas - dzieci. Dziś będzie o rękach. Kiedyś już czytaliście u mnie o zaletach pisania ręcznego, teraz ciąg dalszy wiedzy - PO CO WŁAŚCIWIE MUSIMY ĆWICZYĆ RĘCE ?!

 

matematyka

 

Ścisła zależność między funkcjonowaniem mowy a ruchami ręki wynika z bliskiego usytuowania w korze mózgowej ośrodków odpowiedzialnych za przewodnictwo i dekodowanie impulsów nerwowych. Wieloletnie badania oraz praktyka medyczna dowiodły, że tzw. ruchy precyzyjne i ich koordynacja odgrywają niezwykle ważną rolę w kształtowaniu się mowy. Często logopeda poddający dziecko wstępnej diagnostyce w celu ustalenia typu zaburzenia mowy, obserwuje jak dziecko trzyma kredki, widelec, czy radzi sobie z czynnościami wymagającymi zaangażowania rąk i skorelowania ich ruchów np. poprzez mozolne wycinanie elementów przy użyciu nożyczek, kolorowanie rysunków, odwzorowanie szlaczka lub lepienie z plasteliny. Jest to wstępna faza w ocenie tzw. motoryki małej.

 

historia


Ludzka dłoń jest precyzyjnie skonstruowanym elementem, który stanowi prototyp większości narzędzi i maszyn niezbędnych do codziennego funkcjonowania, a więc już ten fakt świadczy o jej doskonałych właściwościach. To, że ręka jest w stanie wykonać jakiś ruch jest efektem współpracy wielu ogniw występujących w układzie nerwowym tj. regulacji na poziomie korowym mózgu, czyli podstawowego napięcia mięśni oraz jego regulacja poprzez zmianę nasilenia, zakresu napięcia oraz płynności. Kolejnym elementem warunkującym powodzenie ruchów ręki jest regulacja korowa, która na postawie bodźców zbieranych w okolicach czuciowo-ruchowych odpowiada za powstanie sprzężenia zwrotnego w zakresie praksji (wzorców ruchowych). Na końcu należy wymienić regulację emocjonalno-motywacyjną, a więc gamę uczuć towarzyszących podejmowaniu czynności np. radość z wykonywania zadania, satysfakcja. W psycho- i neurolingwistyce dawno potwierdzono, że pozytywne stany emocjonalne torują czynności i ułatwiają ich zapamiętywanie.

 

precyzyjne wykonanie


Związek funkcji ręki z rozwojem mowy i myślenia wynika z faktu, że dłoń jest narzędziem poprzez które wyraża się intencje umysłu. Nasze dziecko poznaje świat i zaczyna go rozumieć dzięki schematom sensomotorycznym wynikającym z jego realnych działań. Podejmowanie przez nie czynności eksploracyjnych (rozpoznawczych) oraz manipulacyjnych i konstrukcyjnych (zmieniających otoczenie) pozwala na stopniowe rozwijanie operacji umysłowych. Najpierw zachodzi to na poziomie sensomotorycznym (integracji i przetwarzania bodźców zebranych przez wszystkie zmysły), następnie powstają reprezentacje umysłowe na poziomie przedoperacyjnym ioperacyjnym tj. przewidywania, jak wykonać coś w oparciu o plan, a następnie realizacja na poziomie łączenia wszystkich zaplanowanych etapów.

 

konik


Wszelkie czynności manualne mają związek z rozwojem języka, a aktywność słowna wspomaga działanie rąk. Prawidłowości rozwoju funkcji manualnych, myślenia i mowy mają wspólne podłoże neurorozwojowe. Pewnym formom manipulacji o typie reakcji okrężnych towarzyszy u maluchów gaworzenie samonaśladowcze. Wraz rozwojem zdolności naśladownictwa czynności manualnych i gestów pojawia się umiejętność naśladowania dźwięków mowy usłyszanych u innych osób. Po osiągnięciu w umyśle pojęcia stałości przedmiotu i rozwoju manipulacji specyficznej, pojawia się zdolność do nazywania przedmiotów. Czynności konstrukcyjne takie jak np. budowanie wieży z kolców, dokładanie ich pojawiają się na etapie wypowiedzi dwuwyrazowych, początkowo w postaci zlepków słownych i nazw związanych z określaniem czynności.

 

Kredziaki

 

Wraz z rozwojem umiejętności konstrukcyjnych w zakresie czynności manualnych pojawia się umiejętność kształtowania konstrukcji zdaniowych, a więc opanowanie składni języka. Za to rozwój reprezentacji umysłowych i systemu pojęciowego w mowie współwystępuje z rozwojem słownych kategorii określających klasy, pojęcia ilościowe, wielkościowe, przestrzenne. Rozwój i stymulacja funkcji manualnych są także istotne ze względu na społeczne i emocjonalne funkcjonowanie człowieka, gdyż dotyk ręki jest formą, wyrazem kontaktu i wiąże się z przekazywaniem różnych uczuć. Ekspresja przy użyciu gestów wspomaga komunikowanie słowne. Dzięki sprawnym rękom dziecko poznaje świat i zdobywa zdolność do przekształcania go, a więc osiąga samodzielność i poczucie realnego sprawstwa i oddziaływania na rzeczywistość.

 

Grześ pisze pozdrowienia


Terapia ręki opiera się na kilku założeniach m.in. oddziaływaniu na wszystkie sfery rozwoju człowieka, a więc nie tylko na motorykę małą, precyzyjną, ale też motorykę ogólną, mowę, myślenie oraz relacje emocjonalne i zachowania społeczne. W terapii tej należy uwzględnić rolę motoryki dużej, a więc zadbać o ułożenie ciała oraz zapewnienie wszelkich funkcji lokomocyjnych. Nasz malec musi mieć zapewnioną odpowiednią postawę, gwarantującą prawidłowe napięcie mięśniowe, w trakcie zajęć powinien angażować wszystkie partie ciała, tak by zapewnić płynne przejście od ruchów ogólnych do precyzyjnych. Należy powiązać czynności manualne z procesem mówienia np. poprzez ilustrowanie działań gestem, ruchem. Główne założenia tzw. ergoterapii mówią także o stymulacji precyzyjnych ruchów dłoni i palców, dostarczeniu maksymalnie zróżnicowanych wrażeń dotykowych, poznawaniu odmiennych struktur i kształtów. W programach terapeutycznych wykorzystuje się zabawy rozwijające zdolność ruchową całej kończyny, manipulacji samą dłonią, doskonalenia umiejętności chwytu, koordynacji pomiędzy dłońmi, polepszania zdolności samoobsługi. W późniejszych etapach wprowadza się doskonalenie sztuki pisania.

 

niebiesko nam


Terapia ręki jest ważnym elementem wspomagającym terapię logopedyczną, gdyż normalizacja funkcjonowania układów odpowiedzialnych za czynności manualne ma bezpośrednie przełożenie na usprawnienie motoryki małej i dużej, wspomagając tym samym koordynację percepcyjno-motoryczną oraz integrację pracy półkul mózgowych. 

(http://pielegnacjadziecka.pl/dziecko/rozwoj/rusz-reka-powiem-ci-jaka-jest-twoja-mowa-roli-reki-terapii-logopedycznej)

 

Kochani, zatem nie pozostaje nam nic innego niż rączki ćwiczyć - w piasku, błocie lub nawet w mące. Nieważne gdzie, ważne aby.

 

Pozdrawiam

Wasz wyćwiczony Grześ

czwartek, 11 sierpnia 2016
Polecamy naszych Terapeutów

Witajcie Kochani!

Dzisiaj nie będzie o nas, dzisiaj będzie o naszych kochanych Terapeutkach. Dziś nie będzie o achach i ochach naszych Pań, dziś pokażę Wam jak Panie z nami ćwiczą. Jednak to nie będzie byle jaki przekaz, zdjęcia z ćwiczeń zaczerpnąłem z Sieci.

No dobrze, już tłumaczę. Otóż pewnego dnia nasi Terapeuci zapytali się rodziców czy mogliby zrobić sobie z nami zdjęcia i umieścić je na swoich stronach internetowych. Oczywiście rodzice się zgodzili, zatem my zapozowaliśmy. I oto co wyszło z tego spotkania my - Terapeuci - fotograf - grafik komputerowy.

 

Ja i Pani Dorotka - taki zgrany nasz duet, że pojawiliśmy się na głównej stronie http://www.centrumhumanus.pl/.  Zresztą co ja Wam będę opowiadał, sami zobaczcie. 

 

Humanus i ja

 

praca z Panią Dorotką  to my - pracusie

 

moja Pani Dorotka

 

Kuba pojawił się (razem ze swoja Panią Anią) na stronie Poradni SOS (http://poradniasos.pl/), by pokazać wszystkim jak się ćwiczy na Wczesnym Wspomaganiu Rozwoju.

 

 Kuba na terapii

 

z Panią Anią

 

Pani Ania

 

Musze Wam w sekrecie powiedzieć, że Pani Ania była kiedyś moją Terapeutką w przedszkolu, teraz jest Terapeutką Kuby. Jaki ten świat jest mały :).

 

No i co, sami przyznajcie, że fajne mamy Terapeutki z którymi fajne rzeczy można robić. Mama nazywa to pracą, ja natomiast uważam, że to niezła odskocznia od domowych i szkolnych obowiązków :).

 

Pozdrawiam sierpniowo

 

Grześ - prawie celebryta 

 

 

sobota, 30 lipca 2016
Z nami już od zawsze :)))

Witajcie Kochani!

Dziś ja zasiadłam do pisania, a co tam - niech Grześ odpocznie od wszelakiego pisania (przynajmniej w takie upały jakie są teraz). 

 

eye q

(zdjęcie pochodzi ze strony http://eyeq.pl/)

 

Nie tak dawno eye q ogłosiło konkurs fotograficzny "Moje wakacje z eye q". No, nie bylibyśmy sobą, gdybyśmy zdjęcia nie wysłali - a nóż widelec uda się coś wygrać :). Ale taki konkurs to też okazja do pewnego rodzaju podsumowania terapii chłopaków.

 

 Kuba się uczy

 

Eye q jest już z nami chyba od zawsze. Przynajmniej ja nie pamiętam czasów kiedy go z nami nie było. Oprócz jogurtów, masła i wędliny, eye q zawsze też znajdzie się w lodówce.

 

Grzechutkowa książka do czytania

 

A czy działa? DZIAŁA. Grześ robi ostatnio rzeczy, które mnie bardzo zaskakują - czyta książki. Może nie jest to czytanie o jakim myślimy mówiąc o 14-latku, raczej o 1-klasiście, ale czyta. Sam, z własnej woli bierze książkę i sobie głośno duka poszczególne zdania. Kiedyś nawet stwierdził, że woli książkę niż komputer...... Chciałam Wam tylko przypomnieć, że Grzegorz jest typowym afatykiem, ze stwierdzonym uszkodzeniem mózgu. A czyta!!!!! I niech mi nikt nie mówi, że czegoś nie da rady zrobić!

 

zabawki Kuby

 

Kuba....... Bierze eye q odkąd skończył chyba 2 latka, na początku to były to małe dawki, z czasem starałam się serwować mu 3 łyżeczki dziennie. Krzywi się zawsze, mówi, że niedobre, ale bierze :). A czy działa na niego? NO OCZYWIŚCIE. Kuba rozgadał się jak nigdy. Co prawda czasem nikt go nie rozumie, ale jak powtórzy, opowie to nawet babcie dają radę zrozumieć potomka. Kuba czasem tak zaskakuje swoimi porównaniami, że strach się bać. Człowiek wtedy szybko myśli skąd u przedszkolaka takie słownictwo. Takie nadwyraz trafne i mądre.

 

pod szkołą eksperymenty Kuby

 

No dobrze, ale czy bez eye q to oni by sobie poradzili? No zapewne. U nas nie jest tak, że dajemy tylko eye q i wierzymy w jego moc. O nie. Do całokształtu wspomagaczy rozwoju Grzesia i Kuby trzeba dopisać szkołę, przedszkole, wszystkich Terapeutów, spotkania z obcymi osobami na ulicy z którymi czasem trzeba się dogadać, pracę w domu. To wszystko razem pcha tych moich ananasów w szeroki świat mowy. Im więcej rozmawiają tym więcej wiedzą, im więcej wiedzą, tym więcej pytań mają, a im więcej pytań tym więcej rozmów i prób dowiedzenia się czegoś o otaczającej ich rzeczywistości. To takie koło, które puszczone z góry samo się zaczyna toczyć. Oby tylko na prostej nam się gdzieś nie zatrzymało.

 

u Pani Dorotki Modzelewskiej

 

Czy polecam eye q? A i owszem. Tak samo jak polecam mieć super dobrego Terapeutę, który będzie Wam prowadził dziecko. I do którego można zadzwonić z pytaniem "A co sądzi Pani/Pan o tym...." i który Was nie wyśmieje. A to wcale nie jest proste znaleźć takiego Człowieka!!!

 

 eye q w wojsku

 

Eye q pojechało ostatnio z nami na wojskowy piknik. Jakie było zdziwienie Grzesia, gdy mu dałam eye q do ręki. Chyba bał się, że na wyjeździe tez trzeba pić :)). A zdjęcia po prostu były nam potrzebne na konkurs. 

 

Odi i eye q

 

A tak już na koniec chciałabym Wam powiedzieć, że jest jeden członek naszej rodziny, który wprost uwielbia eye q. To Odi. Ona jest z tych niejadków, sucha karma jest z zasady "fuj". Ale gdy karmę kiedyś polałamjej  eye q to jadła aż jej ogon chodził. Mają chłopaki konkurencję. Ale spokojnie - Odi nie wypija im preparatu. Ona ma inne zachęty jedzeniowe.....ale to może kiedyś Wam opowiem.

 

  bracia :)


Kochani, wiem, że eye q nie jest tanie. (Przy 2 dzieci i 3 łyżeczkach dziennie butelki znikają szybko). Ale myślę, że warto zainwestować w preparat. Można sobie czegoś odmówić, można zrobić rodzinną świąteczną zrzutkę, można pertraktować z aptekami internetowymi o hurtowym zakupie - można wiele rzeczy zrobić by zdobyć eye q. Np. teraz można było wysłać 1 zdjęcie by mieć szansę na 10 buteleczek preparatu za darmo :).

 

nie tylko w domu mecza

 

Nie wiem czy Was zachęciłam do eye q. Ja pewnie jeszcze kilka lat pomęczę moich tymi buteleczkami. A jak się nauczą łykać - przejdziemy na tabletki :).

 

Pozdrawiam wakacyjnie

 

Gosia-matka

 

 

 

 

 

 

 

 

wesola gromadka

 

PS. Kochani, tak już naprawdę na koniec - bardziej wierzę w eye q niż w tabletki na odchudzanie. Eye q działa.....a reszta jest milczeniem :).

czwartek, 14 lipca 2016
Wycieczka z mamą :)

Witajcie Kochani!

Pogoda jakoś nas nie rozpieszcza - raz upał, raz deszcze. Ale co tam. W końcu są wakacje i trzeba się cieszyć z tego co się ma. A my mamy dużo. Mamy świeże powietrze, ciszę, spokój, orły, zieleninę na kleszcze, inną zielenię na herbatkę. Żyć nie umierać. No, zapomniałbym - mamy piach i wodę z nieba czyli ...... BŁOTO.

Ale po kolei. Za oknem deszcz i my zamiast w ciepłym domku sobie siedzieć z komputerem w ręku, szykujemy się na spacer. Kalosze, kurtki, uśmiech na twarzy i idziemy. Na początku wycieczki było nudno. Pola i pola, wszędzie pola. Lecz nagle, tuż za górką, naszym oczom ukazała się piękna kałuża. Był to spory zbiornik wody (pada wszak od rana), a dziura też sporawa - zrobiona przez mamę zimą (jak się biedaczka zakopała naszym pięknym samochodem w śniegu i jak to tata musiał ja z tego dołka wyciągać).

No i co my robimy. Nie, nie idziemy dalej. Nie obchodzimy kałuży szerokim łukiem. Nic z tych rzeczy. Po prostu w nią wchodzimy. Najpierw powoli, badamy grunt i ewentualną drogę ucieczki z grząskiego terenu. Ja nie mam kłopotu, jestem w końcu nastolatkiem. Gorzej z Kubą. Mój braciszek przedszkolak stara się jak może, jednak czasem błoto wygrywa. Łapie mu kalosze i oddać nie chce. Kuba jednak się nie poddaje, dzielnie walczy, wyciąga nogę (z kaloszem oczywiście) .... a za chwilę znowu wpadła mu parę centymetrów dalej. Ot, taka nierówna walka.

Ale co To, Kuba leży w błocie. Może tak nie całkiem, jeszcze się podpiera rączką, ale kolana już są brązowe. Nic to, Kuba dzielnie się podnosi i dalej brnie przez błoto. I co...kolejne bum w lepką maź. I myślicie może, że mama mu pomoże. A w życiu. Mama jak zwykle robi zdjęcia i mówi coś w stylu "A radźcie sobie sami". Kto zrozumie mamy :)?

Więc sobie radzimy jak możemy, a jak nie możemy to na kolanach. Kuba już całkowicie zmienił kolor, teraz jest błotnym chłopcem. Ja jestem tylko trochę brudny. To zasługa mojego braciszka - obrzucił mnie po prostu błotem. Ach ten Kubuś!

Mama coś wspomina o powrocie do domu, ale my nie chcemy. Jest tak fajnie. Z nieba leci letni deszczyk, Odi patrzy na nas podejrzliwie, ale z aprobatą, błoto woła "Nie odchodź", a mama ciągnie do domu. O nie!!! Kuba wywalczył jeszcze 5. Dokładnie nie wiadomo było czego 5, ale mama liczyła. No i doliczyła się 5 razów Kuby w błocie. Nie muszę Wam mówić jak on wyglądał. Dobrze, że wiedziałem, że to mój brat tam jest. Inaczej mógłbym go nie poznać.

No dobra, w końcu wróciliśmy. Nie wiem tylko dlaczego mama nie pozwoliła nam wejść do przedsionka w kaloszach i powiedziała, że coś ją trafi jak dotkniemy ściany. A przecież tak prawie nie mieliśmy brudnych rąk. 

Po kąpieli zajęliśmy się własnymi sprawami. Ja usiadłem w końcu do komputera, Kuba był taki zmęczony, że nawet zasnął. To chyba dobrze, bo mama miała czas na doprowadzenie podłogi i naszych ciuchów do stanu jako-takiego. 

I to już koniec naszej przygody z mamą....a Wy jak spędziliście dzisiejszy dzień? Też na świeżym powietrzu? Dajcie znać.

A oto kilka zdjęć na dowód, że prawdę mówiłem i w błocie się bawiliśmy.

 

zabawa ale fajnie

błotnista integracja sensoryczna ups czy Kuba da rade wstać? dał radę  to kiedyś były jasne spodnie hurra i znowu ups zabawa ups po raz kolejny a Odi zdziwona radość 

 Odi na spacerku spodnie już dawno nie są jasne

Kuba próbuje wstać :) kurtka Kuby zmienia kolory - czary jakieś :)

ups, nawet ja mam ciut brudne spodnie potwór z bagien

Kuba siedzi Odi też się bawi

wracamy..... mój

 

 

pozdrawiam wakacyjnie

Grzegorz, brat potwora z bagien 

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 43
1% małe zdjęcie