RSS
wtorek, 24 sierpnia 2010
Kim był Pan Tomatis?

Tomatis to był bardzo mądry facet. Wymyślil sobie, że jak dzieci będą słuchały muzyki poważnej to np. szybciej zaczną mówić. To tak mniej więcej to wygląda ze strony laika, a teraz trochę teorii.
Metoda Tomatisa jest to metoda treningu słuchowego przeprowadzonego za pomocą urządzenia zwanego elektronicznym uchem. Składają się na nią sesje słuchania materiału dźwiękowego oraz konsultacje dodatkowe wraz z oceną audio- psycho- fonologiczną.
Nasz narząd słuchu pozwala na komunikowanie się z otoczeniem i to, co słyszymy, wpływa na kształtowanie się naszego głosu, mowy i języka (np. dziecko niesłyszące nie jest w stanie samodzielnie nauczyć się mówić jest odcięte od świata dźwięków i jego komunikacja ze światem jest w ten sposób ograniczona). Okazuje się, że sposób działania narządu słuchu ma również wpływ na przyswajanie sobie umiejętności czytania, pisania, a nawet na postawę ciała, koordynację ruchów i stany emocjonalne.
Tomatis uważał ponadto, iż ucho ludzkie jest pewnego rodzaju dynamem dostarczającym energii naszemu mózgowi. Słuchanie pewnego rodzaju dźwięków działa pobudzająco na mózg, przygotowując go do innego rodzaju aktywności. Tomatis uważał, iż szczególnie korzystne dla naszego organizmu są dźwięki zawierające w swoim widmie dużo składowych o wysokiej częstotliwości. Taką cechę mają pewne rodzaje muzyki, np. muzyka Mozarta lub chorały gregoriańskie. Są one wykorzystywane w terapii Metodą Tomatisa.
Metoda ma zastosowanie u osób, u których stwierdza się zaburzenia uwagi słuchowej. Osoby z zaburzeniami uwagi słuchowej wydają się czasem puszczać informacje mimo uszu trzeba im np. kilkakrotnie powtarzać pytania lub polecenia. Osoby takie są zwykle podejrzewane o niedosłuch. Często jednak ich narząd słuchu nie jest uszkodzony. Zaburzona jest u nich natomiast uwaga słuchowa. Źródło zaburzeń uwagi słuchowej może leżeć już we wczesnym dzieciństwie. Powstaniu tego typu zaburzeń mogą sprzyjać np. częste zapalenia uszu lub przewlekłe zapalenie uszu (gdy dziecko przez jakiś czas jest częściowo odcięte od pewnej ilości dźwięków otoczenia). Ważną przyczyną zaburzeń uwagi słuchowej mogą być silne przeżycia, urazy emocjonalne na każdym etapie rozwoju. Tomatis uważał, że w pewnym sensie uwaga słuchowa jest chęcią do komunikowania się jednostki z otaczającym światem.
Terapia ta polega na słuchaniu odpowiednio przygotowanego materiału dźwiękowego przez specjalne słuchawki, gdzie dźwięki podawane są drogą powietrzną oraz kostną. Program stymulacji obejmuje zazwyczaj od 30 do 60 seansów przeprowadzanych w 3 sesjach. Jeden seans to 120 min.
(teoria ze strony http://lubliniec.idn.org.pl/zosienka/pedagog/tomatis.html)
Chodzenie na słuchawki zacząłem 2 lata temu w przedszkolu. Załapałem się na zajęcia do Pani Marty. Początkowo to było bardzo męczące, zwłaszcza siedzenie w tych słuchawkach 2 godziny non stop. Ale z czasem przyzwyczaiłem się nawet do tego. Po pierwszej sesji byłem tak nadwrażliwy na dźwięki, że moja Mama stwierdziła, że na pewno to mi zaszkodzilo. Zresztą Mama była wyjątkową sceptyczką jeżeli chodzi o te zajęcia. Od kiedy to słuchanie muzyki pomaga w mowie? Ale ja byłem zadowolony - mogłem robić co chcę podczas zajęć, bawić się klockami, ukladać puzzle albo samoloty, moglem nawet spać, ale kto by spał jak dopiero wstał?
Przeszedłem kilka różnych etapów zajęć z Panią Martą, w pewnym momencie mogłem nawet mówić do mikrofonu. Fajne uczucie, niestety nie umiem tego opisać, to po prostu trzeba przeżyć. (przy okazji muszę Wam zdradzić tajemnicę - zawsze miałem czerwone słuchawki, czerwony to mój ulubiony kolor!)
Na tych zajęciach zawarłem też nowe przyjeźnie (głównie z Panią Martą:), spotykałem kolegów z innych grup przedszkolnych i razem robiliśmy bałagan w sali. To były fajne czasy.
Podobno musze powtórzyć te zajęcia, gdzieś za rok. Niestety, juz nie z Panią Martą. Doszły mnie słuchy, że była za dobra na te zajęcia i w "nagrodę" została przeniesiona do pracy z gimnazjalistami. Mam nadzieję, że sobie tam poradzi... to jest jedyna Osoba za którą tesknię, gdy myślę o przedszkolu.
Serdecznie pozdrawiam Panią Martę. Grześ.
ps. Mama uwierzyła, że te zajęcia pomogły - podobno lepiej słyszę i mówię! (a mojej Mamie to trzeba wierzyć!!!!!)

 

mówie

Moje Allegro

Mama założyła mi konto charytatywne na Allegro.pl. Dzięki temu mam szansę zebrać trochę pieniędzy na niekończacą się rehabilitację. Mama wystawiła na niej głównie książki, podobno niektóre są starsze nawet od Mamy (ale czy to jest możliwe?:). Jeżeli chcecie sprawdzić to serdecznie zapraszam na moją stronę:
allegro.pl/show_user_auctions.php?uid=15602590&order=bd&change_view=1/html
Mama mnie prosiła,bym w tym imieniu zaapelował do Was o pomoc - jeżeli macie jakieś fanty, które moglibyście podarować na moją aukcję to z przyjemnością je przyjmę. Każdy dar spowoduje, że szybciej zacznę mówić (a może nawet przeklinać - tego najbardzoej pragnąłby mój Dziadek:).
Ja osobiście dziękuję Fundacji Dzieciom "Zdążyć z Pomocą", której jestem podopiecznym oraz Allego.pl - dzięki nim mam możliwość żyć normalnie.

logo Fundacji         ALLEGRO

Tagi: allegro
00:48, ja-olsztyn32
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 23 sierpnia 2010
Moja dogoterapia

Dogoterapia to najbardziej naturalny sposób “przemycenia” trudnych, czasem żmudnych ćwiczeń wspomagających rehabilitację z pomocą odpowiednio wybranych i przygotowanych psów. Dzieci nie lubią wykonywać “suchych” gestów, za którymi nic się nie kryje. Pies daje możliwość wykonania ćwiczeń w naturalny sposób i okazania uczuć.
Podczas zajęć wykonuje się wiele rodzajów ćwiczeń i zabaw, które mają służyć podstawowemu celowi dogoterapii, wszechstronnemu rozwojowi podopiecznego. Dogoterapia oddziałuje na sferę emocjonalną przez przełamanie bariery niepewności przed kontaktem z psem, akceptowanie obecności psa w bliskim otoczeniu, eliminowanie agresji i autoagresji u dziecka, kształtowanie pozytywnych emocji dziecka, rozwój empatii i poprawę samooceny.
(ze strony http://www.dogoterapia.com/Dogoterapia/Dogoterapia.html)
Moja dogoterapia zaczęła się w przedszkolu. Tam 2x w ciągu roku odwiedził nas piesek - troche to za malo na prawdziwą terapię,ale podobno lepsze to niż nic. Piesek był spokojny i najważniejsze,że przeżył atak wściekłych 6-latków:)
W te wakacje mialam prawdziwą dogoterapię. Najpierw sąsiedzi zostawili mi na 2 dni pieska - Ambę. Wychodziłem z nią na spacer, karmiłem, nalewałem wody do miski, uczyłem szczutek - podaj łapę i siad. A jaki dumny chodziłem po podwórku ze smyczą. Tylko mnie się Amba słuchała. Na spacery zarabieraliśmy też Mamę, ale tylko dlatego, żeby robila nam ładne zdjęcia -  w sumie to bym sobie poradził sam.Bo nie wiem czy wiecie, ale ja już jestem DUŻY.
Kolejną bardzo ciekawą dogoterapię miałem na działce u mojej Babci znajomych. Są tam dwa pieski - Pati i Dżina. W zeszłym roku to ja się ich jeszcze bałem, bo to jednak duże psy, ale teraz to juz urosłem i pieski mi nie straszne. Jak przyjedżam na działke to zawsze coś mam dla panienek. (Kiedyś chciałem im kupic 5 kg pokarmu, ale nie wiem czemu Mama się nie zgodziła). Zawsze staram się byc miły dla piesków, pogłaszczę je (mają takie śmieszne futerko), powiem, żeby usiadły, dały łapę. I one się mnie słuchają.
Bardzo bym chciał takiego pieska w domu, niestety Mama jest nieugięta - mówi coś, że mam astmę i alergię na wszystko, ale ona chyba nie chce po prostu się zgodzić na takiego fajnego psiaka. Obiecała, że zabierze mnie kiedyś na taką prawdziwą dogoterapię - jak tylko znajdzie czas i fundusze. Trzymam Ją za słowo! Grześ

przedszkolaki i piesGrześ i pies Pati i Dzina

niedziela, 22 sierpnia 2010
Dlaczego tak bardzo lubię Integrację Sensoryczną?!

Integracja sensoryczna oznacza, że wszystkie wrażenia zmysłowe zostają zebrane w jedną całość. Percepcja/postrzeganie jest to odbiór bodźców pochodzących ze środowiska, jak również z własnego ciała, ich przewodzenie do mózgu oraz przetwarzanie. Bodźce odbierane są przez siedem układów zmysłowych i przewodzone do mózgu, w którym zachodzi przetwarzanie informacji. Układ nerwowy człowieka odbiera i rejestruje bodźce płynące ze zmysłów:

  • dotyku skóry, określanego jako zmysł czucia powierzchniowego, związanego z odbieraniem bodźców dotykowych
  • równowagi zlokalizowanego w błędniku ucha wewnętrznego, określanego też jako układ przedsionkowy
  • czucia i ułożenia mięśni, ścięgien oraz stawów, określanego również jako zmysł czucia głębokiego lub układ proprioceptywny
  • smaku, którego receptorami są brodawki smakowe leżące na języku, zwany także czuciem smaku
  • wzroku
  • słuchu zlokalizowanego w ślimaku ucha wewnętrznego
  • węchu zlokalizowanego w nosie, zwanego również zmysłem powonienia.

Zmysły podstawowe dla integracji sensorycznej (dotyk, równowaga oraz czucie ciała) mają zasadnicze znaczenie w naszym codziennym funkcjonowaniu. Ich dobre zintegrowanie jest podstawą optymalnego rozwoju i działania pozostałych wszystkich wyższych zmysłów i umiejętności. Należą do nich na przykład: wzrok, słuch, mowa, umiejętność chodzenia oraz zdolność wykonywania precyzyjnych czynności, jak malowanie, pisanie.
Jeśli doświadczenia dziecka w odbiorze i przetwarzaniu bodźców płynących ze zmysłów podstawowych są złe lub niepełne, to nie jest ono w stanie nauczyć się złożonych czynności, takich jak czytanie lub pisanie, i opanowanie ich sprawia mu ogromne trudności. Dziecko potrzebuje siedmiu - ośmiu lat doświadczeń, na które składają się ruch, poznawanie otoczenia i własne działanie. Tworzą onepodstawę jego rozwoju intelektualnego, osobowościowego i społecznego. Tylko przez własne aktywne i różnorodne działania dziecko uczy się rozumieć otoczenie
to tyle ze strony http://www.integracjasensoryczna.pl/integracja/integracjaSI.html
a teraz opiszę Wam jak ja to odbieram:)
Na zajęcia z SI chodzę do Reholandii (http://www.reholandia.olsztyn.pl/2/aktualnosci) od ponad 4 lat. Początki jak zawsze były trudne. Nie chciałem współpracować, bawić się, nawet butów ściągnąć - wszystko mnie denerwowało:hałasy, głaskanie, bujanie, istna katorga. Ale z czasem bylo coraz lepiej (jeżeli piszę z czasem tzn. że trwało to 2 lata). Po tym jak rehabilitantka w końcu przekonała mnie, że fajnie jest ćwiczyć bez butów i skarpetek okazalo się, że wyjście na plażę wcale nie musi oznaczać chodzenia w sandałkach,a piasek jest w sumie bardzo przyjemny; moje prace plastyczne wiele zyskały na wyglądzie, gdy zamist pędzla zacząłem uzywać rączek. Nie przeszkadza mi już tak bardzo hałas dochodzący z sali obok - pomimo tego potrafię się nieźle skupić.
Podobno zajęcia z Integracji Sensorycznej to ciężka praca,ale ja tego nie czuję. Z moja obecną rehabilitantką Sabiną moge robic wszystko i ona się mnie słucha. Jeżeli mam ochotę na jakąs zabawę to ona się na to zgadza. (Podobno przemyca swoje pomysły, ale do tej pory tego nie zauważyłem.) Masuje mnie, pozwala chodzić po ławeczce bardzoooooooo wysoko, skakać z wysokości (nie to, co Mama), chodzić po drabinkach, odkurzać (gdy się nabrudzi - to lubię najbardziej). Często nie wiem kiedy minie mój czas na zabawę. To jest o niebo lepsza rehabilitacja niz np. siedzenie z Mamą przy stoliku. (tylko Jej nie mówcie, bo może byc Jej przykro). Grześ.

 

wysokościmasowanie

Mam już prawie 8 lat

Nazywam się Grześ, mieszkam w Olsztynie i mam juz prawie 8 lat. Postanowiłem opisać Wam moją historię, historię trudnej nauki-próby nauczenia mnie mowy. Ale od początku....

podczas zajęć w przedszkolu

Urodziłem się we wspaniałej rodzinie,gdzie od razu podbiłem serca wszystkich. Odkąd tylko pamiętam skrzętnie to wykorzystywałem. Przez pierwsze trzy lata byłem tylko z Mamą, potem miałem iść do przedszkola - plan był wspanialy, niestety, pojawiły się problemy...
W wieku 3 lat pierwszy raz przekroczyłem mury placówki przedszkolnej, z której zostałem wyrzucony po 3 godzinach. Podobno nie nadawałem się, ponieważ nie mówiłem tak jak rówieśnicy. Rodzice byli zrozpaczeni, ale ja nie- w końcu miałem cały rok na zabawę tylko z Mamą.
W tym czasie zaczęły się próby znalezienia powodu mojego braku mowy. I kolejne konsultacje - psycholog, logopeda, psychiatra, neurolog, genetyk i mnóstwo innych. Badanie słuchu, rezonans magnetyczny, badania genetyczne - zanim ktokolwiek postawił jakąś diagnozę minęły 3 lata. Tak w skrócie - okazało się, że nie mam połączenia w mózgu między neuronami - jakieś 1,5 cm. I przez te 1,5 cm od 5 lat codzinnie się rehabilituję.
W wieku 4 lat trafiłem do prywatnego przedszkola. Rodzice wyszłi z założenia, że w prywatnym przedszkolu to na pewno się lepiej mną zajmą. Niestety, pomylili się. Wylecialem z niego po 3 tygodniach. Pani dyrektor po obejrzeniu filmu fabularnego stwierdziła, że mam autyzm. I chociaż miała przedstawiane dowody, że tak nie jest, uparła się. W sumie dobrze, że nie oglądała filmu o seryjnych mordercach, bo dzisiaj mógłbym odsiadywać jakiś wyrok:)
Ostatnią placówką do której trafiłem byl Zespół Placówek Edukacyjnych w Olsztynie, gdzie spokojnie zakończyłem edukację 2 miesiące temu. Przedszkole jest specjalnie przygotowane do pracy z dziećmi niepełnosprawnymi, posiada specjalnie przeszkoloną kadrę i sprzęt rehabilitacyjny. Teoretycznie powinieniem tylko być rehabilitowany w przeszkolu, ale niestety moja Mama codziennie gdzieś ze mną jeździła - jak nie Integracja Sensoryczna, to logopeda, jak nie logopeda to jakieś konsultacje, a jak juz od tego był spokój to pracowała ze mną w domu. Musicie sami przyznać, że latwo z tą moją Mamą to nie mam.
A teraz....od 1 września idę do szkoły, zostałem uczniem, o czym niedługo Wam napiszę
pozdrawiam Grześ

04:59, ja-olsztyn32
Link Dodaj komentarz »
1 ... 41 , 42 , 43
 
1% małe zdjęcie