RSS
wtorek, 16 listopada 2010
Książki, książki, książki i aniołki

Był czas, że Mama strasznie się martwiła, że ma mało fantów na Allegro. Długo się nie pomartwiła, bo znalazły się dobre Duszki, które uraczyły Ją książkami i nie tylko.
A oto co dostaliśmy na moją aukcję od dobrych Ludzi.
Dostałem od swojej Pani Mai, a które Ona otrzymała specjalnie dla mnie z wydawnictwa Zielona Sowa. 
Książki dla maluchów podarowala Pani Dorotka, a właściwie Maciuś ze swej prywatnej kolekcji.
Zestaw romansideł podarowała Pani Asia. 
Całe pudło kryminałów dostaliśmy od mojej rehabilitanki Sabiny.
Aniołki specjalnie dla nas wykonała Wiktoria, bardzo młoda osóbka o Wielkim Sercu. Są tak piękne, że Mamie trudno jest je wystawić na aukcję, wszystkie by zatrzymała. Ale się nie bójcie, ja Ją pilnuję!
Mama pod koniec roku szkolengo 2009/2010 nauczyła się wykonywać decoupage,  a w wakacje musiałem też zgłębiać tajniki owej sztuki dekoracji. Powstało wiele pięknych tworów, które można powiesić na choince.
Zapraszam Was na moje Allegro, sami zobaczcie ile już jest rzeczy wystawionych, może znajdziecie coś dla siebie.
allegro.pl/show_user_auctions.php?uid=15602590
Wszystkim Darczyńcom z całego serca dziękuję! Wasz Grześ

ksiazkidziecinne ksiazkiromansidłaaniołkisklejkowe ozdoby

Tagi: allegro
04:50, ja-olsztyn32
Link Dodaj komentarz »
sobota, 06 listopada 2010
Studencik:)

Mama wynalazła gdzieś w Internecie informację, że w Olsztynie rusza Uniwersytet dla Dzieci i oczywiście mnie zapisała. No i któregoś pięknego sobotniego poranka pojechaliśmy na UWM. Okazało się, że strasznie dużo dzieci chodzi na takie zajęcia w wolnych od lekcji chwilach. Budynek był ogromny, ale nie taki duży jak moja szkoła, więc się za bardzo nie przestraszyłem tłumu. Został mi wręczony indeks i od tamtej chwili zostałem studentem. Weszliśmy do takiej wielkiej sali, gdzie podobno siedzą normalni studenci. Bardzo mi się tam podobało, wszystko było nowe, no może prawie wszystko, bo ławki to mają starsze niż nasza szkoła:).Pierwszy wykład na którym byłem był o reklamie.
A to trochę fotografii na dowód,że jestem Prawdziwym Studentem

pozdrawiam.

Wasz Grześ.
PS.Mama jest ze mnie dumna, bo sama mówi, że nie chodzi o to bym się nauczył, ale bym przebywał z dziećmi i nie bał się tlumów-na razie jest nieźle (o ile wykład trwa 45 minut, dłużej nie dam rady wysiedzieć).

mój indeks
początek wykladunudy

środa, 20 października 2010
Moja szkolna edukacja

Mijają prawie 2 miesiące mojej edukacji,czas na pochwalenie się efektami nauki!
Mam nauczanie indywidualne na terenie szkoły. To jest jedna godzina dziennie. Najczęściej mam zajęcia z Panią Mają, czasem spotykam się z Panią od angielskiego, czasem z logopedką. Jednak i tak najbardziej lubię zajęcia z wychowawczynią, bo za każdą wykonaną pracę dostaję 6(punktów)!
Nauka w I klasie wcale nie jest taka łatwa jak się wydaje - trzeba kolorować obrazki, a ja bardzo nie lubię rysować i kolorować (no chyba, że są to roboty), trzeba pisać literki (ciągle te same i to w małej liniaturze), trzeba cokolwiek wiedzieć o znakach <,> lub =.  Ja to najbardziej lubię dodawać (oczywiście na konkretach),a najmniej lubię pisać te literki.
Tak było na początku-moja I lekcja w szkole z Panią Mają.
Zajęcia logopedyczne.
14 października była Uroczystość w naszej szkole - Ślubowanie Klas I! Mama myślała, że nie wytrzymam, ale dałem radę i zostałem pasowany przez Panią Dyrektor. Teraz jestem uczniem, mam tarczę, obowiązki i przywileje. Grześ (Uczeń Pełną Gębą:)

początkizajęcia z logopedkąto my

Tagi: szkoła
07:29, ja-olsztyn32
Link Dodaj komentarz »
środa, 15 września 2010
Świąteczny Kiermasz Charytatywny

Nawet nie wiecie co ta moja Mama wymyśliła!? Świąteczny Kiermasz Charytatywny w mojej nowej szkole. Powiecie - o jak dobrze, akurat! Zamysł jest taki, że przed Świętami Bożego Narodzenia stanie sobie stolik z różnymi ozdobami świątecznymi do kupienia, pieniądze mają iść na moją rehabilitację. Założenie niby szlachetne, ale zgadnijcie kto te wszyystkie ozdoby ma wykonać-oczywiście ja. Mama kupiła kiedyś rózne formy do odlewów gipsowych i teraz na 100% zagoni mnie do pracy w tworzeniu pięknych ozdóbek na choinkę. A to wcale nie jest takie proste - trzeba kupić gips, przynieść do domu, rozmieszac w odpowiedniej proporcji, wlać do foremek, poczekać trochę jak zastygnie, zrobić dziurki na wstążeczkę, wyciągnąc, wysuszyć. Myślicie, że Mama pomoże - może trochę, ale i tak cała robota spadnie na mnie! Mam tylko nadzieję, że koleżanki i koledzy z klasy pomogą mi to wszystko pokolorować i ładnie zapakować.
W zeszłym roku też robiliśmy ozdoby choinkowe - ale tylko dla rodziny i znajomych, sami zobaczcie w jakich ilościach to szło. Już się boję co teraz będzie. Trzymajcie za mnie kciuki, żebym za dużo nie musiał pracować! Grześ
PS. Oto próbka tego co się działo u nas w zeszłym roku:

suszenie ozbobekaniolki z odzyskuświateczny świecznikwielkie włosypowinny aniołwstążkowy aniołek

środa, 08 września 2010
Całe szczęście-już po wakacjach

Wy to pewnie tęsknicie do wakacji,ja nie! Nawet nie wiecie co ta moja Mama wymyśliła - że będziemy się uczyć w wakacje!!!! Kto to widział?! Wakacje są od odpoczynku, a ne od nauki, no ale nie u nas. A ludzie mówili Mamie - "daj dziecku spokój", "niech odpocznie", "od nauki jest rok szkolny". Ale oczywiście Mama wiedziała lepiej i musiałem się uczyć.
Z tej moje nauki powstał WAKACYJNY ALBUM GRZESIA. Rysowałem tam swoje przygody, roboty, wklejałem karty pracy. Malowałem na zwykłym papierze, ale też na papierze ściernym (Mama wyczytała kiedyś, że praca na takim papierze dobrze stymuluje mowę), nawet w nim szyłem:) Powstał niezły albumik, bardzo ciężki,ale zrobiony całkowicie osobiście. Jestem z niego dumny! Na szczęście wakacje się skończyły i Mama zamknęła mój album.
Tutaj pragnę się pochwalić jak ciężko pracowałem w wakacje. Grześ. 
PS. RATUNKU! nawet nie wiecie co się stało. Mama założyła Jesienny album Grzesia

wakacyjny albumpraca przy biurkuposzukiwania ptakówsamochodykarta z albumurobotszyte wakacjekolejny album

czwartek, 02 września 2010
Jestem Uczniem!

No i zaczęło się. Po wakacjach zawsze następuje 1 września - czas do szkoły. Ja tam się cieszę, że zostałem uczniem, zawsze to poważniej brzmi niż bycie przedszkolakiem.
Na uroczysty apel wybrałem się z Mamą. Dawno nie widziałem takiej ilości dzieci i ich rodziców w jednym miejscu. Ledwo znaleźliśmy moją Panią Maję, ale udało się. Był hymn, podczas którego trzeba było stać prosto i być cicho, były przemówienia Pań Dyrektorek i księdza, podczas których tez trzeba było zachować spokój. Muszę się Wam przyznać, że ja to byłem grzeczny, ale koledzy....nikt się jednak na nich nie denerwował, bo wiadomo było, że wszyscy chcieliśmy się poznać. 
Po apelu poszliśmy do naszej klasy. Pani kazała się ustawić w parach, więc znalazłem sobie nowego kolegę. Teraz już nie wypada chodzić z Mamą za rękę, pierwszaki trzymają się razem. Nasza sala jest bardzo fajna i kolorowa, ma dużo ławek i malutkich krzesełek. Pani Maja dała nam nowy plan lekcji, opowiedziała jak to wszystko będzie wyglądać, a potem zabrała nas na spacer po szkole. Szkoła jest OGROMNA, ale już wiem gdzie jest szatnia, stołówka i świetlica.
Najfajniesze było jednak na końcu.Pani Maja zanim się z nami pożegnała powiedziała, byśmy teraz poszli na lody. Wiecie, że pań to się trzeba słuchać, więc poszliśmy z Mamą na coś zimnego. Mama potem zapytała się mnie, czy jak Pani Maja będzie kazała się uczyć to ja też się będę z taką ochotą uczył (jak jadł te lody) - opowiedziałem oczywiście, że NIE!. Pamiętajcie, nie można okłamywać Mamy.
Teoretycznie ten dzień mógłby się tak skończyć, ale u nas nigdy nie jest normalnie, zawsze coś wypadnie. Mama dostała telefon ze szkoły, że od poniedziałku będę uczył się w domu,, ponieważ Poradnia Psychologiczno - Pedagogiczna w swoim orzeczeniu zapomniała (brrr) dopisać - nauczanie indywidualne W OSOBNYM POMIESZCZENIU, NA TERENIE SZKOŁY. Przez brak tych 6 słów Mama ponad godzinę spędziła na telefonach szukając rozwiązania zaisniałej sytuacji. W pewnym momencie to juz byla totalnie załamana, miałem się integrować ze szkołą, a tu będę się integrował z domem. Koszmar jakiś, mówię Wam. W końcu po wielu telefonach udało nam się ustalić, że Poradnia podmieni orzeczenia, wstawiając owe 6 słów.
UDAŁO SIĘ! Podobno od poniedziałku będę uczniem pełną gębą. Grześ
PS. Mam aż 4 godziny zajęć z Panią Mają w tygodniu,godzinę z logopedą i godzinę angielskiego-trochę mało, ale od czegś trzeba zacząć.

to są nasze poczatkipoznajemy szkołe

Tagi: szkoła
07:08, ja-olsztyn32
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 31 sierpnia 2010
Każdy ma takiego Anioła na jakiego zasłużył-ja mam najlepszego!!!!!
Gdy miałem 6 lat Rodzice zaczęli się zastanawiać nad moją edukacją szkolną. Wyszli z założenia, że jako dziecko z orzeczeniem o niepełnosprawności jestem osobą niepełnosprawną - a to wcale nie jest takie oczywiste. Zanim Wam jednak to wszystko opowiem przedstawię pokrótce sytuację edukacyjną dzieci z Olsztyna. W Olsztynie mamy kilka szkół (tzn. mamy ich dużo, ale teraz chodzi o ich rodzaje). Przede wszystkim szkoły rejonowe, do której chodzą dzieci z rejonów. Są szkoły prywatne, specjalne i nauczanie domowe.

Jestem sobie dzieckiem niepełnosprawnym. Mamy w Olsztynie wielką szkołę właśnie dla takich dzieci jak ja - czyli niepełnosprawnych (szkoła integracyjna). Wybiera się moja Rodzicielka do Poradni Psychologiczno-Pedagogicznej i się pyta jakie dokumenty złożyć , żeby mnie przyjęli do w/w szkoły. Pani patrzy w moją kartotekę i informuję moją Mamę, że ta szkoła mi się nie należy, ponieważ ja nie jestem dzieckiem niepełnosprawnym w ujęciu przepisów oświatowych. Wg tychże przepisów mój brak mowy i kłopoty z dogadaniem się nawet z własną rodziną nie jest przeszkodą, bym udał się od 1 września 2010 roku do szkoły rejonowej, do klasy masowej liczącej 26 i więcej dzieciaków (dobrze, że Mama załatwiła mi odroczenie obowiązku szkolnego). Gdyby wzrok mógł zabijać to wszystkie panie w Poradni już by były martwe.....ale Mama się nie poddała i powiedziała, że mnie do masówki nie puści bez osoby wspomagającej (nie wiem czy dobrze zrobiła, bo może powinienem iść na głęboką wodę, byc pośmiewiskiem całej klasy, może to by mnie nauczyło, że życie nie jest lekkie - no niestety, nie mam okazji by to sprawdzić).

No to się zaczęło. Zaczęła pielgrzymowanie i pisanie różnych pism.  Najpierw do Poradni ( w końcu to oni są podobno władni) z pytaniami, jak sobie wyobrażają moje funkcjonowanie w szkole, kto mi pomoże jak nie będę czegoś rozumiał. Poradnia odpowiedziała, że to nie leży w ich kompetencji, tylko dyrektora szkoły. W między czasie Mama dowiedziała się od pani dyrektor z Poradni, że szkoda, że mam taki wysoki poziom inteligencji, bo inaczej mógłbym zostać w szkole specjalnej i nie byłoby problemu.

Rodzice poszli za ciosem - napisali do mojej szkoły rejonowej pismo  z podobnymi pytaniami. Pani Dyrektor odpowiedziała, że nie mają warunków, możliwości ani pieniędzy by zapewnić mi np. nauczyciela wspomagającego. Pieniądze trzyma ratusz - tam trzeba uderzyć. Rodzice napisali pismo do Prezydenta Miasta Olsztyna. Odpowiedź przyszła , że oni co prawda pieniądze mają, ale w końcu nie są specjalistami i nie wiedzą jakim ja chorym (lub nie) Dzieckiem jestem - to najlepiej wiedzą ......w Poradni Psychologiczno - Pedagogicznej.

Podsumowując - jestem dzieckiem niepełnosprawnym, mogę jeździć za darmo autobusami, moja rodzina mnie nie rozumie, idę do szkoły masowej!

Rodzice napisali pismo do Kuratorium. Odpowiedzieli, że sprawę skierowali do Poradni  Psychologiczno-Pedagogicznej.

Po wielu próbach znalezienia odpowiedniej szkoły rodzice w końcu postanowili, że będą mnie uczyć sami w domu. Mama poszła po raz kolejny do Poradni z pytaniem jakie dokumenty złożyć, by mnie uczyć w domu. "Ale jak to w domu, nie ma takiej możliwości i przepisów , dziecko musi chodzić do szkoły, musi się rozwijać społecznie, ma pani tyle pieniędzy, żeby zatrudnić nauczycieli do każdego przedmiotu" ( nauczanie domowe polega na tym, że to rodzice uczą dzieci). Mama stwierdziła - ok, nie chcą, może i lepiej, niech mam kontakt z kolegami. Po miesiacu pani dyrektor z Poradni sama Mamie to zaproponowała.

Podsumowując - jestem dzieckiem niepełnosprawnym, mogę jeżdzić za darmo autobusami, moja rodzina mnie nie rozumie, idę do szkoły masowej!

Jak już wspomniałem na początku mamy jeszcze w Olsztynie szkoły prywatne, ale nie wiedzieć czemu Mama nie wierzy w prywatną edukację dzieciaków z problemami (czyżby dlatego, że już się nacięła na prywatne przedszkole?).

W Zespole Placówek Edukacyjnych, do których uczęszczałem jako przedszkolak, jest też szkoła podstawowa i gimnazjum. Klasy są 4 - osobowe, jest przeszkolona kadra,  słowem extra. Problem polega na tym, że przyjmują tam dzieci autystyczne i ze sprzężeniem (tzn. muszą mieć jakieś 2 niepełnosprawności).

Rodzice byli trochę zmęczeni obecną sytuacją, nadal nie było wiadomo do jakiej szkoły pójdę i czy będę miał tam dobrą opiekę. W końcu postanowili - jeżeli nie można zapewnić mi bezpieczeństwa na terenie szkoły (nad mówimy o masówce, bo do integracyjnej na dzień dobry mnie nie przyjęli - w końcu nie jestem dzieckiem niepełnosprawnym) to ja do szkoły po prostu nie pójdę i poinformowali o tym wszystkich. Oczywiście, za brak należytej edukacji płaci się odpowiednie kary - około 5.000 zł w pierwszym miesiacu,ale Rodzice byli zdesperowani.

6 maja na stronie Ministerstwa Edukacji Narodowej (http://www.men.gov.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=1249%3Awyjanienie-w-sprawie-ksztacenia-dzieci-z-afazj&catid=29%3Apozostae-wydarzenia-edukacyjne&Itemid=53) ukazała się informacja, że dzieciaki takie jak ja są osobami niepełnosprawnymi i należy im się nauczanie specjalne. Szkoda tylko, że ta informacja ukazała się tak późno. Teraz już oficjalnie mogłem  ubiegać się o przyjęcie mnie do szkoły integracyjnej. A wiecie co powiedziała moja Mama - NIE! Nie zrobiła tego, ponieważ jest złośliwa tylko dlatego, że od ponad roku przyzwyczajała mnie do mojej masówki. Co jakiś czas odwiedzaliśmy moją przyszłą szkołę, zobaczyłem jak wyglądają szatnie, klasy i przerwy. Na początku nie lubiłem tam chodzić - było dla mnie za głośno - ale z czasem się przyzwyczaiłem (tzn. po roku). Gdy już w końcu zacząłem uważać moją szkołę za MOJĄ to nagle chcą mi to zabrać. Dlatego Mama się nie zgodziła na szkołę integracyjną.

No widzicie, ja tu gadu gadu, a miałem pisać o swoim Aniele. W domu zajmuje się mną głównie Mama, natomiast w szkole będę pod skrzydłami Pani Mai. Gdy Ją pierwszy raz zobaczyłem od razu rzuciłem się Jej na szyję. Pani Maja będzie miała ze mną lekcję 1 na 1 (bo w końcu stanęło na tym, że mam nauczanie indywidualne, Rodzice dopieli swego i do klasy bez osoby wspomagającej mnie nie puścili), a na lekcje mniej skomplikowane będę chodził do klasy, by integrować się z dziećmi. Już nie mogę się doczekać 1 września i spotkania z Panią Mają.

 

Podsumowując - jestem dzieckiem niepełnosprawnym, któremu trafili się Rodzice dążący do tego, bym był w życiu szczęśliwy.

 

Grześ

 

ps.Tutaj zamieszczę wyjaśnienie Ministerstwa Edukacji Narodowej z dnia 6.05.2010 roku w sprawie kształcenia dzieci z afazją


Drukuj
W związku z artykułem na temat kształcenia dzieci z afazją (Dzieci, które mówią po elficku) opublikowanym w tygodniku „Newsweek" z 9 maja 2010 r., pragnę wyjaśnić rodzicom i opiekunom dzieci dotkniętych afazją, że w przypadku, gdy u dziecka rozpoznano afazję dziecięcą typu ruchowego (ekspresyjnego), której skutkiem są zaburzenia motoryki mowy, to nie logopeda, ale zespół orzekający, który działa w publicznej poradni psychologiczno-pedagogicznej, może wydać orzeczenie o potrzebie kształcenia specjalnego ze względu na „niepełnosprawność ruchową".
Tak kwalifikują wymienione wyżej zaburzenia specjaliści (np. Pracownia Logopedii Akademii Pedagogiki Specjalnej w Warszawie) i taką podstawę daje rozporządzenie Ministra Edukacji Narodowej w sprawie warunków organizowania kształcenia, wychowania i opieki dla dzieci i młodzieży niepełnosprawnych oraz niedostosowanych społecznie w specjalnych przedszkolach, szkołach i oddziałach oraz ośrodkach. Zgodnie z zawartymi w nim przepisami oraz przepisami rozporządzenia Ministra Edukacji Narodowej w sprawie warunków organizowania kształcenia, wychowania i opieki dla dzieci i młodzieży niepełnosprawnych oraz niedostosowanych społecznie w przedszkolach, szkołach i oddziałach ogólnodostępnych lub integracyjnych, dla tych dzieci organizuje się przedszkola specjalne, oddziały specjalne w przedszkolach ogólnodostępnych, szkoły specjalne oraz oddziały specjalne w szkołach ogólnodostępnych, a także przedszkola i szkoły ogólnodostępne z oddziałami integracyjnymi, przedszkola i szkoły integracyjne.

Niestety, taka informacja, z przyczyn niezależnych od Ministerstwa Edukacji Narodowej, nie znalazła się w artykule. Jego autorka zadała - poprzez zespół prasowy MEN - pytanie o możliwość wydawania przez logopedę orzeczenia uprawniającego do przyjęcia do klas integracyjnych. Pytanie sugerowało zupełnie inny kontekst przygotowywanego artykułu, przez co udzielona odpowiedź dotyczyła wyłącznie braku możliwości wydawania takiego orzeczenia przez logopedę. Orzeczenia o potrzebie kształcenia specjalnego zgodnie z przepisami oświatowymi wydają bowiem nie logopedzi, lecz zespoły orzekające działające w publicznych poradniach psychologiczno-pedagogicznych.

Grzegorz Żurawski

rzecznik prasowy ministra edukacji narodowej

Tagi: szkoła
04:04, ja-olsztyn32
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 26 sierpnia 2010
Książka do książki i zbierze się niezła sumka na rehabilitację

Mam swoje osobiste konto charytatywne na Allegro. Mama wystawia na nim różne rzeczy z nadzieją, że ktos to kupi i dzięki temu zbierze pieniądze na moją rehabilitację. Przez pierwsze pół roku niewiele sie na tym moim koncie działo, ale Mama się nie poddawała i wystawiala rzeczy nadal. A wczoraj miło się zdziwiła. Ponieważ miała chwilę wolnego czasu - spałem godzine dłużej niz zwykle, podliczyła ile tych pieniędzy udało się zebrać od stycznia. I wyszło 1072,60 zł. Kto by się spodziewał, że za książke za 5 zl i za maskotki za 1 zł uda się zebrać tak pokaźną kwotę. Bo może dla Was to niewiele, jednak dla mnie 1072, 60 zł to mozliwośc uczestniczenia 21x w zajęciach SI lub 17x w zajęciach z biofeedbacku, to szansa wykupienia leków zapisanych przez alergologa lub psychiatrę czy zakup pomocy logopedycznych.

Najważniejszą rzeczą jest to, że te pieniądze nie trafiają od razu na konto Mamy (kto by zauważył wpływ 9,50 zł na swoim koncie?) lecz na specjalne konto Fundacji. Gdy zbierze się odpowiednia sumka, Mama wysyła faktury do Fundacji, a ta (po ich przeanalizowaniu) wysyla pieniadze na Jej konto. Dzięki temu wiadomo, że pieniądze idą na moją rehabilitację a nie np. na zapłatę za jedzenie.

W tym miejscu chciałbym serdecznie podziękować Wszystkim, którzy już dołożyli swój grosik (jak widać-całkiem niezły) do mojej rehabilitacji, a całą  resztę zapraszam na moją aukcję (może znajdziecie coś ciekawego dla siebie).

 

Grześ

Tagi: allegro
01:53, ja-olsztyn32
Link Dodaj komentarz »
środa, 25 sierpnia 2010
Statystycznie rzecz ujmując - łatwiej trafić 6 w totka niż znaleźć logopedę w Olsztynie!!!
Po kilku nieudanych konsultacjach z logopedami, trafiłem do Pani Dorotki. Miała ze mną ciężki orzech do zgryzienia. Ja Jej nie słuchałem, biegałem, krzyczałem - ogólnie wszystko mnie interesowało tylko nie zajęcia z Panią Dorotką. Ale Mama słuchała i małymi kroczkami wprowadzała zalecenia logopedyczne do mojego codziennego życia. No i z czasem przełamałem się. Teraz już z przyjemnością wchodzę sam na zajęcia, ćwiczę, jestem chwalony i czuję się w gabinecie jak u siebie w domu. 

Grześ

wtorek, 24 sierpnia 2010
Siłą woli prowadzę auto!!!!!

Czy uwierzyliście w ten tytuł? NIE? Zaraz Wam udowodnię, że to prawda.
Jak juz Wam kiedys pisałem chodzilem do przedszkola, w którym byli specjalnie przeszkoleni nauczyciele do różnych form rewalidacji dzieci. Była m.in. pani psycholog, która miała ze mną zajęcia z biofeedbacku. Polegało to na tym, że siadałem sobie przed komputerem, miałem podłączone kabelki do głowy i kierowałem robotem. Myślicie, że Mama od razu uwierzyła w efekty? Niestety, na początku byla to dla niej czarna magia, uważała, że lepiej mnie uczyć przy biurku niż marnować czas na zajęcia z czary-mary. Ale zajęcia były finansowane przez PEFRON, były w przedszkolu podczas moich zajęć, więc chodziłem. Niestety, chodzenie na zajęcia nie było regularne, a to ja bylem chory, a to pani nie było, a to było wyjście do filharmonii - słowem, moje spotkania z nowoczesną techniką komputerową były strasznie nieregularne.
Mama postanowiła zapewnić mi regularną stymulację z biofeedbacku. Złosila mnie do Fundacji POLSAT, a ta pomogła. Dostałem pieniądze na wakacyjną przygodę ze słuchi-awkami (bo tak to nazywam:).  Zanim Wam opowiem jak jest fajnie, przeczytajcie trochę teorii:
Jest to metoda neuropsychoterapii instrumentalnej oparta na połączeniu elektroencefalograficznego badania mierzącego aktywność mózgu - EEG z biofeedback - biologicznym sprzężeniem zwrotnym. To nowoczesna i w pełni bezpieczna metoda treningu umysłu, nazywana również  "Jogą Zachodu". Za jej pomocą, trenująca osoba, może zobaczyć jak w danej chwili pracuje jej mózg oraz uczy się odpowiednio kierować jego aktywnością, tak aby pracował efektywniej, przy równoczesnym wewnętrznym wyciszeniu i relaksacji. Sama metoda była  rozwinięta i szeroko stosowana w ośrodku  szkolenia NASA do doskonalenia zdolności psychicznych astronautów i pilotów. Dziś, EEG Biofeedback jest wykorzystywany w wielu placówkach medycznych na świecie.
Dzięki specjalnemu programowi komputerowemu, linie różnych częstotliwości fal mózgowych naszego wykresu EEG, możemy obserwować na swoim monitorze,przetworzone na zrozumiałą formę gry wideo.
Jedyny sposób, w jaki możemy wpłynąć na jej przebieg (zainicjować ruch, dostać punkty) to odpowiednia praca naszego mózgu. Osiągane w grze efekty, mają swoje odbicie w rodzajach fal pojawiających się na monitorze terapeuty. Inne pojawiają się podczas koncentracji i gdy
intensywnie rozmyślamy, inne podczas stanu relaksu a jeszcze inne w silnym stresie.
informacja ze strony biofeedbackeeg.com/main.html?src=%2F5522.)
W przedszkolu, do którego chodziłem byli specjaliści do różnych form rewalidacji dzieci, m.in. pani psycholog, która miała ze mną zajęcia z biofeedbacku. Polegało to na tym, że siadałem przed komputerem, miałem podłączone kabelki do głowy i kierowałem robotem. Pierwsze moje zajęcia finansował PFRON, kolejne Fundacji Polsat, która przekazała pieniądze na wakacyjną przygodę ze słuchawkami.
Zajęcia ze mną ma Pan Sławek. Mama mówi, że to czarodziej - co powie to ja robię, a wieczorem to idę szybciej spać, bo wiem o porannym treningu. Zabawa tez jest extra - mogę prowadzić auto na wyścigu i zdobywać dużo punktów za bezkolizyjną jazdę, mogę byc robotem, motylem, wędkarzem, który łowi rybki z czerwonym ogonkiem, potrafię nawet ułożyc bardzo skomplikowaną kostkę na dłoni - i to wszystko za pomocą myśli.
Mama zaczęła powoli wierzyć w magię komputera. A uwierzyła już zupełnie, gdy przez 2 miesiące wakacji zrobiłem OGROMNE  postępy w mowie (najlepszym dowodem na to jest mój dialog z Prababcią - zaczęła mnie rozumieć!). Postanowiła, że będziemy chodzić na te zajęcia, dopóki starczy sił, czasu, ochoty i pieniędzy:). Ja tam się z tego cieszę, bo nie dość, że jest tam tak fajnie, to po zajęciach dostaję jeszcze super extra naklejki - nikt nie powiedział, że rehabilitacja musi być nudna, moja jest bardzo ciekawa. Grześ.

 biofeedback w przedszkolupatrzę i ćwiczePolsat

1% małe zdjęcie