RSS
piątek, 28 października 2016
U Gadomskich zmiany

Kochani!

 

U nas następują właśnie DOBRE ZMIANY (taką mam nadzieję). Jeszcze nie zdradzę co dokładnie, bo to wszystko właśnie się rozgrywa. Ale jedno mogę Wam powiedzieć - będzie się działo. Oj będzie. Koniec akcji u Gadomszczaków planuję za 8 miesięcy. Czy jednak to będzie koniec? A może akcję powtórzę w przyszłym roku....kto wie.

Niektórzy mi odradzali, mówili - nie dasz rady, po co ci to, mało masz na głowie? Ja jednak udowodnię tym niedowiarkom, że dam radę. Co prawda będzie to się wiązało z większą pracą Grzesia i Kuby, to na pewno. Nie będzie opcji, że im się nie będzie chciało. O to to nie. Będą w tym bardzo czynnie uczestniczyć. 

Szanowny Małżonek też będzie musiał włączyć się do tego pomysłu. Niestety, sama nie ogarnę całego tematu. Już nawet Babcia została poproszona o pomoc. Wyraziła zgodę. Pomoże!!!!

Niektórzy są mojemu pomysłowi przychylni. Wierzą we mnie i mój upór. Tym Osobom też muszę udowodnić, że Ich wiara we mnie jest właściwa. Nie mogę zawieźć Ich zaufania.

Niestety nie mogę Wam jeszcze powiedzieć o co dokładnie mi chodzi, czekamy na oficjalne potwierdzenie. Bo co dokument rządowy to dokument rządowy.

 

Póki co życzę Wam miłego dnia

 

Gosia - mega tajemnicza, ale zwarta i gotowa na nowe wyzwania.

06:15, ja-olsztyn32
Link Komentarze (2) »
czwartek, 27 października 2016
Pismo szkolne

Witajcie Kochani!

 

Kilka dni temu wpadł mi w ręce bardzo ciekawy artykuł. Dlatego też, bez zbędnych ceregieli i wstępów, postanowiłam go Wam przedstawić. Mam nadzieję, że Was też zainteresuje. 

 

Mój dziewięcioletni syn zmienił niedawno charakter pisma. W pierwszej, w drugiej a nawet jeszcze w trzeciej klasie pisał (lub przynajmniej starał się pisać) pismem szkolnym, czyli takim, w którym litery łączą się ze sobą, a którego nauczała jego „pani”. Tymczasem już pod koniec trzeciej klasy charakter pisma Stasia zaczął się zmieniać. Litery się pomniejszyły, przestały się ze sobą łączyć i stały się podobne do pisma drukowanego. Gdyby dziś porównać tamten z obecnym charakterem pisma mojego synka, można by dojść do wniosku, że to charaktery pisma dwóch różnych osób. Skąd ta zmiana? – zacząłem się zastanawiać. Czyżby pismo szkolne w jakiś sposób „uwierało” mojego synka, że postanowił je zmienić? A może wynika to z naturalnych poszukiwań własnego charakteru pisma?

 

Grzes pisze


Okazało się, że mój synek wcale nie jest wyjątkiem, a podobne zmiany są raczej regułą niż wyjątkiem. Jak powiedziała mi Anna Jeziorna z Fundacji Sztuka Kaligrafii, dzieci często zmieniają charakter pisma. Może to być skutkiem coraz lepszego wytrenowania mięśni ręki. Może być wynikiem złych nawyków powodujących, że piszące dziecko szybko się męczy. Jego ciało, w tym ręka, bezwiednie szuka wygodniejszej pozycji, przez co kształt liter się zmienia. A czasami dziecko najzupełniej świadomie chce spróbować innego charakteru pisma.

 

Grześ pisze

 

A skoro tak, to skąd pomysł, żeby szkoła uczyła dzieci „jedynie słusznego” pisania z łączeniem liter? Może pisanie kursywą (jak określa się pismo szkolne w języku angielskim) wcale nie wynika z korzyści dydaktycznych, a jedynie z tradycji i przyzwyczajenia? Łączenie liter, jak się okazuje, wcale nie jest polską specyfiką. Obowiązkowo uczy się go we Francji, w innych krajach, np. w USA czy Kanadzie nauczyciele mają prawo wyboru, choć wielu z nich skłania się ku kursywie.

 

Grzes pisze


Odpowiedzi na te pytania trudno znaleźć w Polsce. Zdaniem Anny Jeziornej w naszym kraju nie ma badań na temat tego, jak wpływa pismo szkolne na rozwój dziecka. Badania tego typu przeprowadzili niedawno naukowcy z Hong Kongu, ale ponieważ dotyczyły one pisma chińskiego, siłą rzeczy trudno odnieść je do naszego kręgu kulturowego.

 

pióro

 

Natomiast sens nauki kursywy zakwestionował niedawno Philip Ball, znany angielski autor książek popularnonaukowych. W artykule opublikowanym na łamach amerykańskiego portalu Nautilus pisarz dowodzi, że nauka pisma szkolnego wynika wyłącznie z przyzwyczajenia i nie ma żadnego uzasadnienia naukowego:

Stosowanie kursywy w szkole powinno mieć takie samo uzasadnienie, jak każdy inny punkt szkolnego programu. Tymczasem jej obecność jest raczej wynikiem przyzwyczajenia nauczycieli, bezwładu szkoły, tradycji i uprzedzeń. Nauczyciele uczą pisma łączonego nie dlatego, że ma to naukowe podstawy, ale dlatego, że ich samych też kiedyś tak nauczano pisać. (tłumaczenie autora)

 

listy


Próżno szukać naukowych dowodów na korzystny wpływ łączenia liter – dowodzi Ball. Owszem, czynność ręcznego pisania ma korzystny wpływ na rozwój mózgu, co jednoznacznie udowodnili naukowcy, ale nie ma żadnego znaczenia, czy dziecko łączy litery, czy też stawia je osobno.

 

listy


Kursywa narodziła się w renesansowych Włoszech jako wynik oszczędności. Ciągłe odrywanie i przyciskanie delikatnego gęsiego pióra do pergaminu zwiększało ryzyko kleksa, więc skrybowie opracowali metodę pisania bez zdradliwych przerw. Do XIX wieku kursywa stała się synonimem starannego wykształcenia i dobrego gustu i na dobre rozpanoszyła się w systemie edukacji w wielu krajach. Jednak wciąż nie wiemy, czy i jakie korzyści przynosi.

 

kaligrafia


Philip Ball zapytał o to nauczycieli. Wśród odpowiedzi przeważały trzy wątki:

– dzięki niej można szybciej pisać,

– lepiej uczy pisowni wyrazów,

– pomaga dzieciom z dysleksją.

Wszystkie trzy to mity – udowadnia pisarz.

 

Grzes pisze

 

Jeśli chodzi o szybkość pisania, udowodnił to eksperyment przeprowadzony przez Florence Bara z Uniwersytetu w Tuluzie i Marie-France Morin z Uniwersytetu Scherbrooke w Kanadzie. Porównano w nim szybkość pisania dzieci francuskich, które obowiązkowo używają kursywy z dziećmi kanadyjskimi, które mają większą swobodę wyboru stylu pisma. Pismo szkolne okazało się najwolniejsze. Szybciej pisały dzieci, które oddzielały każdą literę, a najszybciej te, które wypracowały własny styl będący połączeniem pisma szkolnego z oddzielnym stawianiem liter. Co więcej, większość francuskich uczniów porzuciła pismo szkolne w 4-5 klasie. Jedyną przewagą kursywy okazała się lepsza czytelność tego rodzaju pisma. W konkluzji naukowcy napisali, że ich zdaniem dziecko powinno samo wypracować najwygodniejszy dla siebie styl pisania.

 

pismo odręczne

 

A co z dyslektykami? Ball przytacza badania przeprowadzone jeszcze w latach 30-tych i 60-tych ubiegłego wieku. Czytamy w nich, że dla dzieci z dysleksją oddzielne stawianie liter jest korzystniejsze, ponieważ moment przerwy w pisaniu pozwala im się zastanowić nad następną literą. Nowsze badania dodają do tego fakt, że im mniejsza różnica pomiędzy pismem ręcznym a drukiem, tym łatwiej dzieciom opanować umiejętność czytania. Dzieci uczone kursywy czytają nieco wolniej, niż ich rówieśnicy, którzy piszą, jak chcą. Należy jednak podkreślić, że różnice są minimalne.

 

nauka pisania


Wspomniane wyżej Florence Bara i Marie-France Morin przeprowadziły wśród francuskich i kanadyjskich nauczycieli ankietę, w której zapytały o powody stosowania pisma szkolnego. Wśród odpowiedzi nie było ani jednego uzasadnienia opartego na dowodach naukowych. Nauczyciele wskazywali raczej na tradycję przekazywaną z pokolenia na pokolenie oraz bezwład szkoły – instytucji niechętnej do przeprowadzania jakichkolwiek zmian. Wskazano też na wartości estetyczne pisma łączonego: „Kursywa jest piękna, a pismo, w którym litery się nie łączą, wygląda po prostu dziecinnie”, a także jego wartość historyczną: „Wyobraźmy sobie frustrację dziecka, które znajdzie na strychu listy swojej prababki pisane kursywą, których nie będzie w stanie odczytać!”. Tylko ilu z nas naprawdę znalazło kiedyś na strychu listy swojej prababki? A poza tym kursywa to nie jest język obcy, można się jej nauczyć w godzinę, jeśli przyjdzie taka potrzeba – argumentuje Philip Ball.

 

Grzes się uczy


Wierzenia na temat pisma łączonego są jak Hydra – wyrokuje pisarz – odetniesz jedną głowę, wyrastają trzy nowe. Tymczasem badania naukowe dowodzą, że wpływ pisania kursywą na rozwój dzieci jest iluzoryczny. Rodzaj charakteru pisma nie ma znaczenia na zdolności poznawcze uczniów, nie przyspiesza też nauki pisania ani czytania. A skoro tak, po co zmuszać dzieci do łączenia liter? Zmuszanie dziecka do czegokolwiek często wywołuje reakcję zwrotną – rodzi się opór i niechęć. W świecie wszechobecnych klawiatur ręczne pisanie i tak jest w odwrocie. Przymuszanie do kursywy tylko ten odwrót przyspiesza. Niech więc dzieci piszą tak, jak im najwygodniej.

 

(http://www.juniorowo.pl/pismo-szkolne-wcale-nie-takie-pozyteczne)

 

charakter pisma

(zdjęcie z Facebooka)

 

Tak na koniec Kochani notka osobista. Matura, język polski na tapecie, siedzę i tworzę. W pewnym momencie wychowawczyni zagląda mi przez ramię i mówi-ale ty to Gosia jeszcze przepiszesz? Ja bardzo oburzona - ALE TO JEST JUŻ NA CZYSTO.

 

Pozdrawiam zatem Wszystkich, którzy piszą ładnie inaczej i całą Resztę też:)

 

Gosia 

 

02:28, ja-olsztyn32
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 20 października 2016
Kuba poznaje PIMI

zawirowany rok czytania

 

Witajcie Kochani !

Dziś znowu matka dorwała się do pisania. Dam jeszcze trochę Grzesiowi wolnego w prowadzeniu bloga, a co. Taka jestem dobra mama.

 

ksiazeczki Kuby

 

Tym razem chciałabym Wam pokazać z jakimi książeczkami wczoraj pracował Kuba. Ale od początku.

 

 Pimi i Kub Pimi i Kuba

Pimi i Kuba Pimi i Kuba

 

Ja, matka drążąca temat logopedyczny i mająca 100 pytań do, mam swoich logopedów czyli terapeutów chłopaków, którzy mi pomagają prowadzić terapię. No, niestety pytań mam wiele, nie wypada co chwile dzwonić do terapeutki i rad zasięgać. I właśnie dlatego na Facebooku mam kilka bardzo mądrych Znajomych, z doświadczeniem i chęcią pomocy, którzy mi radzą gdy już dzwonić nie wypada. Wśród takowych mądrych Osób jest Kasia Cz. , autorka bloga http://centrumgloska.pl/index.html. Gdy tylko dowiedziałam się, że Kasia wydała książeczki dla dzieci to od razu postanowiłam je kupić. Przyszły po paru dniach, ale czy mnie zachwyciły...nie powiem. Chyba nie tego się spodziewałam. No cóż, pieniądze wydane, trzeba je chociaż z 1 x przeczytać z Kubą.

 

Pimi i Kuba Pimi i Kuba

 

Zabraliśmy się za nie wczoraj, Kuba na początku jakiś niechętny, ale potem. Sam przewracał kartki i czekał na ciąg dalszy opowieści. To, co dla mnie było przeszkodą (czyli mało testu i dużo rysunków), okazało się atutem dla Kuby. Bardziej chłonął obraz, napisy były gdzieś obok.

 

Pimi i Kuba

 

Co jakiś czas się śmiał się do rozpuku, wracał potem do tych momentów, nawet samogłoski czytał sam (bo potrafi). Liczył, zastanawiał się, wyciągał wnioski i to wszystko z PIMI. Spędziliśmy wspaniały czas z książeczkami, które na dzień dobry skreśliłam z naszej listy lektur. No cóż, nie zawsze muszę mieć rację :)).

 

Pimi i Kuba Pimi i Kuba

Pimi i Kuba Pimi i Kuba

 

Czy polecam te książeczki......ja może nie, ale Kuba na pewno. Ogólnie jest nimi zachwycony. 

 

Wpis nie jest sponsorowany przez Wydawnictwo WIR ani nawet przez Autorkę. Jeżeli już trzeba szukać sponsora to jest nim Szanowny Małżonek - wyłożył kasę na pomoce Syna:). 

 

Pimi i Kuba Pimi i Kuba

 

I jeszcze jedna uwaga. Bardzo cenię pomoce z WIRu, naprawdę fajnie się na nich pracuje, jednak ceny mają wysokie. Te same książeczki, kupione w innym internetowym sklepie potrafią być tańsze. Nie wiem jak to możliwe, zawsze miałam wrażenie, że w wydawnictwie powinno być najtaniej, a jednak. Dlatego, gdy będziecie szukać tych lub innych pomocy/książeczek/zabawek  zerknijcie na ceneo.....ja na PIMI zaoszczędziłam 10 zł. (I żeby nie było, poinformowałam o tym Wydawnictwo WIR - może coś to zmieni )

 

pozdrawiam Was serdecznie

Gosia zwracająca.....honor :)

niedziela, 16 października 2016
A u nas znowu zaraza :(

Witajcie Kochani!

Dzisiaj nie będzie o zajęciach, o logopedii czy nawet o zabawach. Dziś będzie chorobowo.

 

choroba

 

Otóż Kuba, przedszkolak, potrafi ze swojej placówki edukacyjnej przynieść do domu bardzo wiele. Nie, nie zabawki. Kuba przynosi zarazę z przedszkola. Od początku września jeszcze się nie zdarzyło, żeby tydzień pobył z dziećmi. 3 dni pod rząd to Kubulinkowy rekord. A potem 2 tygodnie w domu na zwolnieniu.

Już nie mówię, że Kuba traci zajęcia. Traci też Grześ, bo nie jestem w stanie dowieźć go na lekcje, gdy młodszy brat choruje. No i siedzimy sobie w domu, co prawda się nie nudzimy, ale jednak to w domu. Szkoła i przedszkole mają dla nas dużo cierpliwości przyjmując dzielnie usprawiedliwienia, ale to kiedyś się w końcu skończy. Chorowanie chorowaniem, ale jest coś takiego jak obowiązek szkolny i nauki. 

Rozumiem, że przedszkolaki mogą chorować i że nie każde kichnięcie oznacza pozostanie w domu. Jednak sama słyszę jak do przedszkola przychodzą dzieci kaszlące i co wtedy. Czekam tylko momentu jak Kuba coś załapie. 

Rozumiem też, że praca, że nie ma z kim zostawić dziecka. Chciałabym, żeby ktoś jednak zrozumiał mnie - jak on przyprowadza dziecko chore to jest więcej niż pewne, że Kuba coś załapie. A wtedy dom, leki i kłopoty ze szkołą Grzesia. I proszę mi nie mówić, że w końcu Kuba się uodporni - przestałam w to wierzyć. 

A może ja jestem przewrażliwiona, może powinnam z zielonym katarem puszczać do przedszkola, może powinnam faszerować Kubę lekami i zawozić. Może nie powinnam mieć skrupułów i jakiś wyrzutów sumienia.....ej, ja głupia. Przecież to tylko katarek, w sumie to prawie alergia.

Ostatnio w przedszkolu była połowa dzieci, część prawdopodobnie została ze starszym rodzeństwem w domu (Dzień Edukacji Narodowej dniem wolnym od zajęć lekcyjnych był :)). jednak prawdopodobnie część w domu zatrzymała choroba w domu. Nawet wiem jaka - miałam tego  dowód w sobotnią noc. Jelitówka potrafi wyrwać nawet z największego snu. 

I co teraz, prawdopodobnie Kuba jeszcze parę dni do przedszkola nie pochodzi, nie dość że osłabiony to jest prawdopodobieństwo, że zaraża. A może powinnam udawać, że nic się nie stało....

A tak w ogóle, w związku z cała sytuacją, zostały już podjęte przeze mnie pewne kroki....ale o nich kiedy indziej.

Póki co idziemy sobie chorować. Soczki poszły w ruch, całe szczęście, że ich troche latem narobiłam.

 

pozdrawiam Was chorobowo

Gosia

 

00:49, ja-olsztyn32
Link Komentarze (1) »
środa, 05 października 2016
GWG czyli Jesienna Grzechutkowa Wyprzedaż Garażowa

Witajcie Kochani!

 

Za oknem szaro, buro i ponuro. Nie chce się z domu wychodzić. Najchętniej człowiek by zaszył się pod kołderką z ciepłą herbatką i fajna książką. No właśnie - książką. Właśnie dla takich człowieków mama przygotowała niespodziankę. Wzięła się w sobie, zaczęła zdjęcia robić naszych książek i wystawiać je na moim Allegro.

 

GWG jesienne GWGjesienne GWG jesienne GWG

 

 

I wiecie co, jak wyprzedaż to wyprzedaż. Książki na moim Allegro są już po złotówce. Na razie jest ich niewiele, ale mama obiecała sukcesywnie dokładać następne. Trochę tego ma, dajmy jej czas. Na pewno da radę.

 

 jesienne GWG jesienne GWG

jesienne GWG jesienne GWG

 

Już dzisiaj Kochani zapraszam na moje Allegro (http://charytatywni.allegro.pl/listing?sellerId=15602590). Może już teraz znajdziecie coś dla siebie. A jak nie...to zaglądajcie co jakiś czas - książek będzie przybywać.

 

jesienne GWG

 

 

pozdrawiam

Grześ

Tagi: allegro
06:31, ja-olsztyn32
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 02 października 2016
Razem Rozkodujmy Afazję

Witajcie Kochani!

Dziś chciałbym Wam opowiedzieć o ogólnopolskiej, a może nawet światowej akcji.....nie nie, żadnej takiej politycznej. Gdzie mi tam do polityki, ja o własnym podwórku. Zatem od początku.

Facebook łączy ludzi o podobnych poglądach i zainteresowaniach, tym razem połączył Rodziców dzieci afatycznych w walce o dobre ich pociech. Rodzice ci bowiem stworzyli w Sieci stronę Razem Rozkodujmy Afazję (https://web.facebook.com/RazemRozkodujmyAfazje/). Na owej stronie przeczytać możemy

 

Razem Rozkodujmy Afazję

 

Jesteśmy grupą rodziców - których dzieci pomimo prawidłowego słuchu fizycznego i co najmniej normy intelektualnej - mają trudności z nabywaniem i rozumieniem mowy. Dysfunkcję naszych dzieci specjaliści określają „niedokształcenie mowy o typie afazji”, „afazja rozwojowa”, „dysfazja”, „zaburzenia mowy pochodzenia korowego”, „alalia”, „SLI”. Już na etapie określenia nazwy tego zaburzenia mowy między specjalistami dochodzi do rozbieżności i kontrowersji - co rodzicom i dzieciom przysparza wielu problemów w uzyskaniu dostępu do rzetelnych informacji i szybkim znalezieniu pomocy. Nasza inicjatywa ma na celu „szerzenie informacji o tym, czym jest afazja rozwojowa, jakie są jej objawy oraz jakie towarzyszą jej trudności”. Zależy nam także na ujednoliceniu nazewnictwa związanego z tym zaburzeniem mowy, co znacznie ułatwi komunikację w relacji: „specjalista-specjalista” oraz „specjalista-rodzic”. Chcemy wprowadzić takie rozwiązania prawne, które umożliwią naszym Małym Afatykom uzyskanie najskuteczniejszej i najszybszej pomocy w radzeniu sobie z własnymi deficytami poprzez szybką i właściwą terapię. Pragniemy swoim dzieciom umożliwić jak najlepszy start w życie, tak aby rozwinąć ich mocne strony i drzemiący w nich potencjał. Jeśli problem nie jest Ci obojętny i nie chcesz stać bezczynnie – dołącz! Razem Rozkodujmy Afazję!


Kochani! Każdy afatyk jest inny (podobnie jak każdy człowiek jest inny), ale mamy kilka cech wspólnych - mamy kłopoty z mową (szeroko pojętą), ale jednocześnie chcemy mówić i bardzo się denerwujemy gdy nas świat nie rozumie. Najczęściej rozumieją nas najbliżsi, terapeuci, ale już środowisko dalsze nie. Nie rozumie nas pani w sklepie, ani urzędnik w stolicy. Nie wiedzą jak nam pomóc. I o ile od pana w sklepie tego nie wymagamy, to na urzędnika w stolicy liczymy. Liczymy na pomoc prawną, udogodnienia w dostępie do terapii, jasne wytyczne dotyczace naszej nauki. Liczymy na to, że nasi Rodzice nie będą musieli co chwilę walczyć o jakieś rzeczy dla nas , a skupia się po prostu na terapii. Czy świat nie byłby piękniejszy, gdyby tak było?  I właśnie stąd akcja Rodziców. Chcieliby pomóc swoim pociechom (czyli nam - afatykom), by w przyszłości było im łatwiej. Żeby się kształcili, wiedzę nabywali i byli wśród ludzi i dla ludzi. Nie jest trudno zamknąć afatyka w domu w dorosłym życiu. Tylko po co? Trudniej jest go wykształcić i dać pracę, ale to dla nich / nas jest zbawienne. Wyjść do ludzi, porozmawiać, być komuś potrzebnym.....ale zanim to nastąpi trzeba rozkodować afazję!!! Pomożecie?? Wierzę, że tak. Zapraszam na Facebooka, do rozmów, wymiany zdań - razem można dużo więcej osiągnąć.

 

pozdrawiam serdecznie

 

Grzegorz - afatyk 

 

Zdjęcie pochodzi ze strony https://web.facebook.com/RazemRozkodujmyAfazje/.

Tagi: afazja
01:23, ja-olsztyn32
Link Dodaj komentarz »
piątek, 30 września 2016
Dzień Chłopaka 2016

Drogie Chłopaki !

Z okazji Waszego święta życzę Wam:

  • przede wszystkim zrozumienia u Waszych Kobiet
  • żeby się nie czepiały jak nie posprzątacie po sobie
  • żeby współczuły, gdy chorzy jesteście 
  • żeby doceniły, żeście śmieci sami z siebie wyrzucili
  • żeby pochwaliły jak uda Wam się szafkę naprawić
  • żeby dały spokój jak wracacie z pracy
  • żeby gotowały Wam tak jak lubicie - olać cholesterol

I Kochani Faceci! Żeby to wszystko dzisiaj uczyniły :)))

 

Moim Osobistym Chłopakom życzę mniej krzyczącej matki i całodniowej diety lodowej - a co:))

 

 A dla Wszystkich Was, Chłopców i Dziewczynek, na dobry początek dnia - ode mnie 

 

 

Wszystkiego najlepszego jeszcze raz Chłopaki !!!

 

Gosia

06:40, ja-olsztyn32
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 26 września 2016
Nasza nowa gra z L

Witajcie Kochani!

Za oknem już jesień, dni są coraz krótsze, za to wieczory.....i co tu robić w te jesienne wieczory? Oczywiście można oglądać filmy i bajki na komputerze, można grać w komputer, można nawet lekcje odrobić - po tej grze na komputerze oczywiście. I wszystko byłoby cudownie, gdyby nie mama, która (nudziwszy się którejś nocy) stworzyła nam grę planszową. 

 

gra z L

 

Ale Kochani, nie jest to byle jaka gra. To jest gra sponsorowana przez literkę L. Otóż muszę Wam powiedzieć, że Kuba ma problemy z powiedzeniem L. Chyba mu się po prostu nie chce. Jego Pani Logopedka kazała ćwiczyć i ćwiczyć wymowę, ale ile można. Więc mama, jak to mama, wymyśliła grę, by przy tak zwanej okazji poćwiczyć L.

 

gra na L

 

Gra składa się z 49 obrazków, które mają w sobie L - na początku, w środku lub na końcu. Oczywiście do gry potrzebne są pionki (w naszym przypadku były to kolorowe guziki) oraz kostka.  Grę zaczyna najmłodszy uczestnik, rzuca kostką i stawia swój pionek na odpowiednim polu. No i teraz zaczynają się schody. Trzeba bowiem powiedzieć na jakim polu stoi pionek. Potem rzuca kostka kolejny gracz i znowu najmłodszy mówi na jakim polu stoi konkurencja. Bo widzicie, głównie chodzi o to, żeby ćwiczyć wymowę.

 

gra na L

 

Gra przebiega w miarę szybko, jest emocjonująca, bo nigdy nie wiadomo kto wygra. 

 

gra na L

 

Gdy już opanuje się grę, można wprowadzić jej modyfikacje. I oto na przykład - gdy obywatel, grający w grę, źle powie np. "palma" , za karę nie stawia na palmie swojego pionka. A można iść dalej. Gdy obywatel rzuca np. 5 i na postawić pionek na obrazku z telefonem, jednak nie umie powiedzieć dokładnie tego wyrazu, cofa się 5 pól. Czyli w tym przypadku trafia na pole z obrazkiem "lód".

 

gra na L

 

Sami widzicie, że można na wiele sposobów modyfikować grę, tylko po to, żeby delikwent uczący się wymowy L załapał jak ją wymówić dokładnie :). 

 

Kuba wygrał

 

Poza tym gra ma również aspekt społeczny - trzeba nauczyć się przegrywać i nie wpadać w ryk i histerię. A nie zawsze to jest takie proste jak by się wydawało.

 

koniec gry

 

Kochani, gra została wymyślona i stworzona przez mamę głównie dla Kuby, ale....bo zawsze jest jakieś "ale". Mama stworzyła ją w pdf-ie i właśnie dlatego już jutro trafia ona na moje Allegro. Być może jeszcze jakiś obywatel ma problemy z wymową L i też ma dość tradycyjnych metod nauki? Może właśnie dzięki tej grze nauka będzie łatwiejsza i przyjemniejsza.

 

pozdrawiam

Grześ

 

PS. A oto jakie obrazki trafiły do naszej gry

  1. lizak
  2. lama
  3. luneta
  4. lala (lalka)
  5. czekolada
  6. lornetka
  7. królik
  8. motyl
  9. delfin
  10. lekarz
  11. muszelka
  12. lusterko
  13. palma
  14. seler
  15. kalendarz
  16. flaga
  17. klapki
  18. liście
  19. las
  20. widelec
  21. śliwka
  22. patelnia
  23. król
  24. klawiatura
  25. igloo
  26. lód
  27. hotel
  28. palce (paluszki)
  29. lis
  30. latawiec
  31. listonosz
  32. latarnia
  33. lew
  34. lupa
  35. butelka (list w butelce)
  36. telefon
  37. pilot
  38. tablet
  39. okulary
  40. ślimak
  41. pilot
  42. lodówka
  43. królewna
  44. policjant
  45. luneta
  46. telewizor
  47. kelner
  48. klucz
  49. hydraulik

 

 

 

czwartek, 15 września 2016
Nasze Urodziny!!!!!

Witajcie Kochani!

Pomimo, że do naszych urodzin jeszcze trochę czasu pozostało, postanowiliśmy je wyprawić wcześniej. I oto właśnie, na początku września, w nasze skromne progi wpadli Goście na ciacho i inne smakołyki. A byli to wspaniali Goście, bo nasi :)

 

urodziny

 

Oczywiście był tradycyjny torcik (a nawet dwa), ciasteczka, kanapeczki, mięsiwo, ogórki małosolne i nawet chipsy. Niestety, nie było coli ani innych napojów gazowanych. Mama mi się zestarzała i robi własne soczki. No cóż, kiedyś to musiało nastąpić.

 

nasz torcik

 

Były też super zabawy, rozmowy, skakanie na trampolinie, chowanie się w domku. A właśnie. Musicie wiedzieć bowiem, że dostaliśmy z Kubą od wszystkich Gości jeden prezent, ale za to cudowny. Nasz własny wspaniały domek drewniany. To jest nasza baza, tylko jeszcze trzeba ją na kolor wojskowy pomalować :).

 

domek

 

Wszystkim Gościom bardzo dziękujemy za przybycie i oczywiście polecamy się w przyszłości.

 

Grześ i Kuba

 

PS. A naszej zaprzyjeźnionej cukierni Korona BARDZO DZIĘKUJEMY za cudowne torty. Pycha były.

 

nasza Ukochana cukiernia torty

04:57, ja-olsztyn32
Link Dodaj komentarz »
sobota, 27 sierpnia 2016
Od dziś afazję leczymy u psychiatry !!!!

Witajcie Kochani!

Dzisiaj ja, matka, opiszę Wam co się obecnie dzieje u nas i co mnie tak wkurzyło. A zaczęło się niewinnie - od odebrania orzeczenia o potrzebie nauczania indywidualnego Grzesia. Już z odebraniem dokumentów był problem, bo Wielce Szanowna Komisja do Spraw Dziecka Mego zebrała się 18.08 i werdykt wydała. I że niby maja 2 tygodnie od tejże Komisji na wydane mi dokumentów. Ale jednocześnie 26.08 minął miesiąc od złożenia przeze mnie dokumentów do Poradni, więc wczoraj (po kilku telefonach ode mnie) dostałam dokument do ręki.

I oto co czytamy w tymże dokumencie...... Na początku tradycyjna formułka, kto, kiedy, na jakiej podstawie orzeka o potrzebie nauczania indywidualnego

 

orzeczenie Grzesia

 

Jest to na tyle istotne, że teraz wiadomo kto takie rzeczy wypisuje w Orzeczeniu Grzesia. No a potem zaczynają się kwiatki.

 

Diagnoza - takie małe ustrojstwo, które mówi dziecku co mu jest i dlaczego musi uczyć się w szkole sam na sam z nauczycielem. A tak na marginesie - kiedyś byłam przekonana, że diagnozę specjaliści z PPP piszą na podstawie obserwacji, notatek własnych, delikatnie posiłkując się opiniami z zewnątrz. A tu taka niespodzianka - specjaliści z PPP przepisują wszystko co im pasuje z dokumentów dostarczonych przez matkę. No cóż, człowiek cały życie się dziwi :)

Czytam zatem diagnozę Grzesia, jota w jotę słowa mi znane, a tu nagle takie zdanie się pojawia

 

diagnoza Grzesia

 

Z uwagi na utrzymujące się duże trudności z pracą w zespole, problemów, które nie ustępują, należy pogłębić diagnozę u lekarza psychiatry. 

 

Myślę sobie, ale o co chodzi? Jakiego psychiatry, przecież w żadnych dokumentach nic nie ma o psychiatrze, o jakich problemach Poradnia mówi?

Dzwonię zatem do Poradni, rozmawiam z Dyrekcją i się pytam na jakiej podstawie oni to napisali. No i dowiedziałam się, że neurolog napisała w swojej diagnozie, że Grzegorz jest nadpobudliwy psychoruchowo, a to się leczy przewlekle u psychiatry. Tłumaczę zatem urzędnikowi, że Grzesiek dostaje nauczanie indywidualne z powodu afazji, a nie z powodu nadpobudliwości. Nie-odpowiada Dyrekcja-na afazję nie ma nauczania indywidualnego, a na nadpobudliwość jest. (Powinnam się cieszyć zatem, że PPP wpadła na ten genialny pomysł i zawarła ten kruczek w dokumencie - ale jakoś się nie cieszę). Pani Dyrektor łaskawie zgodziła się zmienić psychiatrę na specjalistę o ile dostarczę jej komplet dokumentów.

 

Ale dalej czytam podobny tekst

 uzasadnienie

 

(.....) iż z uwagi na nadpobudliwość psychoruchową z dużymi problemami z pracą w zespole, afazję percypcyjno-motoryczną uczeń wymaga nauczania indywidualnego na terenie szkoły w oddzielnym pomieszczeniu na czas nauki w roku szkolnym 2016/17.

 

I po raz kolejny nadpobudliwość jest na pierwszym miejscu. Poradnia wychodzi z założenia, że tylko w ten sposób uchroni własne 4 litery przed ewentualną kontrola i zarzutem dlaczego dała Grzesiowi nauczanie indywidualne. Innego wyjaśnienia nie znalazłam. Najważniejszym czynnikiem dla którego Grześ uczy się 1 na 1 z nauczycielem jest własnie afazja. Nie dałby rady pisać z tablicy, przeczytać samodzielnie tekstu, zrobić obliczeń w pamięci. Grześ ma swoje deficyty spowodowane niedotlenieniem i tego się nie przeskoczy. To nie jest jego widzimisię, tylko fakt udokumentowany medycznie. A nadpobudliwość jest jakoby wtórna, jest następstwem afazji. Nie zaprzeczam, że istnieje, ale szlag mnie jasny trafia jak PPP pisze to na pierwszym miejscu. Piszmy prawdę taka jaka ona jest. 

Rozumiem, że może są takie przepisy - aż tak głęboko nie wnikałam w dokumenty ministerstwa, ale na Boga - nie kłammy w urzędowym dokumencie. 

Grześ ma nauczanie indywidualne od 1 klasy, zawsze były z dostaniem tego orzeczenia jakieś problemy. No, ale w tym roku PPP przeszła samą siebie. Jeszcze zrozumiałabym, gdyby dziecko przebadali i na podstawie własnych obserwacji wysnuli taki wniosek. Ale gdzie tam, wszystko na podstawie dokumentów, Grzesia nie widzieli.

Kochani, żeby była jasność. Nie mam nic do psychiatry, do chodzenia do niego (w przedszkolu Grześ był pod opieką psychiatry, ale metody leczenia w jego przypadku nie sprawdziły się. Szukaliśmy innych dróg pomocy naszemu dziecku). Jeżeli trzeba by było to bym tam poszła. Ale byliśmy przecież ostatnio u neurologa, Pani Doktor nawet się nie wspomniała o takiej konsultacji, terapeuci syna też nic nie mówią. Nawet nauczyciele pracujący z Grzesiem nigdy na taki genialny pomysł nie wpadli. Z Grzesiem trzeba pracować i pracować, i jeszcze raz pracować nad rozumieniem czytanego tekstu, nad dodawaniem, nad wieloma innymi aspektami codziennego życia. No chyba, że psychiatria jako taka ma tabletkę na afazje - wtedy będę pierwsza w kolejce.

Z Grzesiem byłam wszędzie tam, gdzie mnie kierowali. Nawet w Lublinie po diagnozę, w Gdańsku i w stolicy na Tomatisie i w paru różnych miejscach. Logopedka Grzesia trzyma rękę na pulsie, wszystkie nowości dla usprawnienia mowy nam przekazuje i my to powoli wrażamy. Jednak w przypadku Grzesia żadne udoskonalenia nie zastąpią pracy z terapeutką. Na chorobę Grzesia nie ma tabletki. Nie da się naprawić mózgu czarodziejską różdżką.

 

 

odwołanie

 

Na szczęście prawo przewidziało możliwość odwołania się od decyzji Wielce Szanownej Komisji, która chyba nie wie co pisze. Nie omieszkam tego uczynić. W poniedziałek składam odwołanie i skargę na naszą PPP. Na ich niekompetencję, brak zrozumienia tekstu czytanego, nieznajomość jednostki chorobowej jaką jest afazja.

Ale, co podejrzewam, Wielce Szanowna Komisja nie wie czym jest afazja i z czym to się je? Może nie wie, że przy afazji trzeba z dzieckiem ćwiczyć i co chwilę przypominać różne rzeczy. Może nie wie, że z afatyk może w ciągu tygodnia zapomnieć, to co ćwiczył namiętnie parę miesięcy, a jednocześnie może pamiętać (wydawałoby się) mało istotne rzeczy. Być może Wielce Szanowna Komisja nie wie, że praca z afatykiem to ciągłe przypominanie o wszystkim i nerw matki jak znowu zapomni. Afazja, w naszym przypadku, to ciągła walka z mózgiem Grzesia, by stworzył nowe połączenia tam, gdzie ich nie ma. Afazji nie da się leczyć tabletkami.

 

Pani Dyrektor Poradni Psychologiczno-Pedagogicznej Nr 1 w Olsztynie - afazję "leczy" neurologopeda, a nie psychiatra. Jak Pani tego nie wie to może czas pogłębić wiedzę lub zmienić zawód?!

 

z poważaniem

wkurzona matka

Gosia

06:31, ja-olsztyn32
Link Komentarze (1) »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 42
1% małe zdjęcie