RSS
piątek, 31 października 2014
Nie rozumiem SYSTEMU !!!!!!!!!!!

Witajcie Kochani!

 

nie rozumiem

 

Dzisiaj będzie wpis z dużą ilością znaków zapytania. 

Grześ chodzi teraz do V klasy i obowiązuje go podstawa programowa dostosowana do jego wszelakich możliwości. Ale, bo zawsze jest jakieś ale .... na matematyce musi mieć wspomniane o ułamkach, tabliczce mnożenia, na historii - o średniowieczu i królach Polski. 

Pytam się - po co? Czy nie lepiej uczyć Grzesia rzeczy, które przydadzą mu się w życiu, rzeczy, które dotyczą jego lub jego najbliższych? Wiedza lepiej się przyswaja, gdy w jakikolwiek sposób jesteśmy z nią związani emocjonalnie. 

Niedawno dowiedziałam się od Cioci Kingi o książce "Dziadek i niedźwiadek" Łukasza Wierzbickiego. "Książka autora Afryki Kazika, pod honorowym patronatem pani generałowej Ireny Anders, niezwykle ciekawie i zabawnie opowiada prawdziwą historię niedźwiedzia Wojtka - czworonożnego przyjaciela żołnierzy z Armii Andersa, który przebył z nimi cały szlak bojowy przez Iran, Irak, Palestynę, Egipt do Włoch. Brał udział w bitwie pod Monte Cassino, pomagał nosić ciężkie skrzynie z amunicją, dzięki czemu został uwieczniony w oficjalnym emblemacie 22. Kompanii Zaopatrywania Artylerii 2. Korpusu Polskiego." (http://www.taniaksiazka.pl/dziadek-i-niedzwiadek-lukasz-wierzbicki-p-296981.html?gclid=CLnpvev50cECFRMatAodRkQALQ)

Mój pradziadek walczył z Andersem i przeszedł cały szlag bojowy. Wpadłam na pomysł, że można by było wykorzystać tę książkę do nauki Grzesia w V klasie. Na historii Grześ poznawałby historię swojego prapradziadka, na przyrodzie zaznajamiałby się z przyrodą, zwierzętami, kulturą państw w których Armia była. Na języku polskim mógłby czytać tekst ze zrozumieniem, na plastyce - malować obrazki do tekstu, a na muzyce - poznawałaby pieśni z tamtego czasu.

Napisałam w tej sprawie do Szkoły, czekam na odpowiedź. Jednak spodziewam się jaką dostanę odpowiedź. Że nie można, że podstawa programowa etc. Jednak nadal nie rozumiem.

Gdybym wzięła Grzesia na nauczanie domowe to mogłabym go uczyć tego, co uważam za stosowne i przydatne w jego przyszłym życiu. To nic, że pod koniec roku miałby egzamin. Wiedzy Grzesia nie da się zweryfikować. Jednego dnia pamięta, następnego nie......każdy egzamin by oblał, nawet teraz (pomimo tego, że chodzi do szkoły).

Jeżeli Ktoś potrafi mi wytłumaczyć jak to działa to proszę się nie krępować. Bo ja staram się zrozumieć to od jakiegoś czasu....ja mogę uczyć Grzesia czego chcę chociaż nie mam żadnych dokumentów potwierdzających moje doświadczenie pedagogiczne, natomiast Szkoła musi uczyć tego, czego wymaga podstawa....chociaż i tak wiadomo, że Grześ z tego mało zapamięta (o ile w ogóle coś). Wyznaję zasadę, że szkoda czasu na naukę rzeczy zbędnych, w przypadku Grzesia warto skupiać się na rzeczach istotnych.

 

Pozdrawiam Was serdecznie

Gosia - matka, ciągle myśląca

 

Fotka pochodzi ze strony http://www.trafrybnik.pl/konkurs-w-niedobczycach-i-niewiadomiu,new,mg,3.html,27

środa, 29 października 2014
Kopernik

Witajcie Kochani!

 

Tym razem z delikatnym poślizgiem, ale już piszę.....o nie byle kim, tylko o naszym Mikołaju Koperniku. A to wszystko w ramach II edycji DZIECKA NA WARSZTAT.

 

DZIECKO NA WARSZTAT

 

Jak już wspomniałem dzisiaj będzie o Mikołaju Koperniku. A czym Wam się Kopernik kojarzy? Z Toruniem? Z Olsztynem? A może z medycyną? Jeżeli tak odpowiedzieliście to macie rację. Kopernik to Toruń, Olsztyn, heliocentryczny model świata, zamki.....

Przez ostatnie tygodnie (ale i lata, ale o tym później) zgłębiałem mądrość Mikołaja Kopernika. Pewnie myślicie, że ludzie od zawsze wiedzieli że Ziemia jest kulą?! Otóż NIE. Kiedyś myśleli, że jest płaska i trzymają ją zwierzęta na swoich plecach. Dopiero Mikołaj Kopernik odkrył jaka jest prawda. 

To nie wokół Ziemi kręci się Słońce i inne planety tylko wszystko krąży wokół Słoneczka. Muszę Wam powiedzieć, że nie było łatwo Kopernikowi walczyć ze stereotypami panującymi w tamtych czasach. Trochę czasu minęło zanim wszyscy mądrzy tego świata przyznali mu rację. Niestety w czasach Mikołaja Kopernika nie można było włączyć Internetu, żeby sprawdzić czy nasz rodak miał rację. Możecie mi nie wierzyć, ale wtedy nie było Internetu, podobno nawet telewizorów nie było. 

 

Kopernik Kopernik

Kopernik Kopernik

 

Przy tak zwanej okazji mama odkryła, że trzeba poćwiczyć małą motorykę. Znalazła w naszej super extra terapeutycznej szafie "Małych odkrywców w kosmosie" i zaleciła złożyć to wszystko w jedną całość. I to wszystko bez użycia nożyczek i kleju. Przy takich książkach przydaje się CIERPLIWOŚĆ, CIERPLIWOŚĆ i jeszcze raz CIERPLIWOŚĆ oraz ciut konsekwencji w działaniu. Najważniejsze, że sprostałem zadaniu !!!!!

 

kosmos

kosmos kosmos

kosmos kosmos

kosmos kosmos

kosmos kosmos

kosmos kosmos

kosmos kosmos

kosmos kosmos

kosmos kosmos

kosmos kosmos

 

Mówiłem Wam, że o Koperniku uczę się już od kilku lat, zawsze przy tak zwanej okazji. Oto przykład, w III klasie uczyłem się z Panią Elą sylab oraz kopernikowskiej teorii świata.

 

 planety kopernik

Kopernik Kopernik

 

Natomiast z podręcznika, który mama kocha nad życie za super teksty i grafikę (Od A do Z z Wydawnictwa DIDASKO), uczyłem się podstawowych wiedzy o kosmosie. Niestety nauka z mamą łatwa nie jest. Nie wystarczy przeczytać, trzeba odpowiadać na trudne pytania. Co to jest kosmos, astronauta, kto to była Łajka. A jak nie wiem to powrót do tekstu i szukanie odpowiedzi na te zadane pytania....nie chciałby nikt z Was matki? Ciut używana, ale jeszcze w stanie dobry :)

 

kosmos kosmos

 

Wspominałem Wam kiedyś o naszej szafie? Tam można znaleźć wiele skarbów, nigdy nie wiadomo na co się trafi. Kiedyś mama znalazła zestaw ODKRYWCY WYNALAZCY, a tam karteczkę o Koperniku. Najfajniejsze w niej było to, że po pomalowaniu można zmazać obrazek i rysować od nowa. Super zabawa.

 

Kopernik Kopernik

 

Z racji naszej niekończącej się choroby nie mogliśmy pojechać i psyknąć sobie zdjęcia z Kopernikiem. Ale znalazłem takie zdjęcia w moim archiwum i już Wam pokazuję. Gdybyście nie wiedzieli, dlaczego trzeba trzymać Kopernika za nos to już odpowiadam. Na szczęście. Nie wiem ile w tym prawdy, ale zaszkodzić na pewno nie zaszkodzi.....a może pomoże.....

A czy pamiętacie laleczkę, która jest na 3 zdjęciu? To Amelka od Elizki.....pamiętacie moją Koleżankę....zapraszam do Niej w odwiedziny http://elizabanicka.pl/. 

 

Kopernik

Kopernik Kopernik

 

Dawno juz nie pisałem o Rysku i jego Przyjaciołach, a warto czasem wspomnieć. Kredziaki (http://www.bazgroszyt.pl/) mają w swych zasobach wiele kolorowanek dotyczących kosmosu i planet. Można kolorować ręcznie, można kolorować w komputerze......

Kredziaki Kredziaki

 

Można też malować po śladzie....możliwości jest tak wiele jak wiele osób poweźmie chęc korzystania ze zbioru kolorowanek. 

 

Kredziaki Kredziaki

Kredziaki planety

galektyka jowisz

 

Oczywiście nie mogłem zapomnieć o muzeum dla dzieci czyli Centrum Nauki Kopernik (http://www.kopernik.org.pl/). Wiem, że już widzieliście niektóre te zdjęcia, ale postanowiłem pokazać je Wam jeszcze raz. Za każdym razem bawiliśmy się z Kubą czymś innym i za każdym razem co innego odkrywaliśmy.

 

Oto pierwsza wizyta .......

 

Kopernik Kopernik

Kopernik Kopernik

Kopernik Kopernik

Kopernik Kopernik

Kopernik Kopernik

 

 

Wizyta druga ....

 

Kopernik Kopernik

Kopernik Kopernik

Kopernik Kopernik

Kopernik Kopernik

Kopernik Kopernik

 

Trzecia wizyta ....

 

Kopernik Kopernik

Kopernik Kopernik

Kopernik Kopernik

Kopernik Kopernik

Kopernik Kopernik

 

 

Kochani, Kopernik był wielkim Polakiem i dużo dobrego zrobił dla całego świata. Zatrzymał Ziemie, ruszył Słońce, otworzył muzeum dla dzieci, i podobno był nawet kobietą  :))))

 

 

 

 

 

Mama mówi, że to nie jest to, co zaplanowała sobie na początku naszej przygody z Kopernikiem. Jednak mam nadzieję, że nie żałujecie, że tak długo czekaliście. Brak niektórych rzeczy możemy zwalić na anginę. Przy następnej odsłonie Dziecka na Warsztat (mam nadzieję) damy z siebie nawet 99% naszych możliwości intelektualnych. Trzymajcie za nas kciuki.

 

A już na koniec zapraszam Was do obejrzenia innych ciekawych wypraw moich Koleżanek i Kolegów z całej Polski (i nie tylko).

 

dziecko na warsztat

 

pozdrawiam warsztatowo

Wasz Grześ

 

czwartek, 23 października 2014
ZaWIRowany rok czytania Grzesia

Zawirowany rok czytania

 

Witajcie Kochani!

Dziś postanowiłem Wam pokazać jak pracuję na materiałach z Wydawnictwa WIR. Od razu mówię, że wpis nie jest sponsorowany przez Wydawnictwo, wszystkie materiały kupili mi rodzice oraz dalsza rodzinka. Takich mam kochanych Bliskich!

 

Ciągle namiętnie uczę się odmieniać rzeczowniki, jest jeden pies, ale już dwa psy, a tysiąc psów. Jeden syn, ale dwóch synów, jedna córka, ale trzy córki, strasznie to skomplikowane, zero reguł. Jak już wydaje mi się, że mówię OK, to znowu jest błąd. Więc uczę się wciąż.

Mama wyciągnęła z naszej przestronnej szafy edukacyjnej kartki o liczbie pojedyńczej i mnogiej.  Zadanie polegało na tym, by wyciąć rzeczowniki, a potem nakleić je w odpowiednie miejsce. I jeszcze nie można zgubić żadnej karteczki. Niestety, tego ostatniego nie udało się tak do końca zrealizować i jeden rzeczownik musiałem napisać sam!!!!!

A gdybyście chcieli podobną karteczkę zdobyć to znajdziecie ją w ćwiczeniach "Świat wokół mnie. Czytanie ze zrozumieniem dla dzieci z zaburzeniami komunikacji językowej" (http://wir-sklep.pl/pl/p/Swiat-wokol-mnie.-Czytanie-ze-zrozumieniem-dla-dzieci-z-zaburzeniami-komunikacji-jezykowej/86)

 

 

zaWirowany rok czytania zaWIRowany rok czytania

zaWIRowany rok czytania zawirowany rok czytania

 

Wydawnictwo WIR wydało bardzo ciekawą pozycję "Moje sylabki" (http://wir-sklep.pl/pl/p/Pakiet-MOJE-SYLABKI-zestawy-1-5/120).  Już kilka lat pracuję na tych ćwiczeniach i bardzo je sobie chwalę. Jedynym minusem są wszechobecne kartoniki, które łatwo się gubią. Dlatego mama już się nauczyła i mi te karteczki zeskanowała, a potem wydrukowała. Może i pracy mama miała więcej, ale dzięki temu maleństwa nam się nie pogubiły.

Zobaczcie sami jak fajnie pracuję z tymi materiałami. Muszę wycinać, przyklejać, kolorować. I przede wszystkim czytać. Niestety, przy mojej rodzicielce nie jest to takie proste. Musze robić to bezbłędnie i szybko, nie ma czasu na zastanawianie się. Prawie jak karabin maszynowy, a jak się pomylę to od początku. 

A czasem trzeba coś narysować. Ale zanim narysuję to muszę przeczytać i zrozumieć to, co przeczytałem. 

Naprawdę możliwości jest bez liku, czasem trzeba z dużej ilości sylab ułożyć wyrazy pod obrazkami, a czasem dopasować stopę do buta, a czasem szalik do czapki. Zabawa z "Moimi sylabkami" nigdy się nie nudzi, a jak zaczyna to mama wyciąga kolejną pomoc edukacyjną. 

 

zawirowany rok czytania zawirowany rok czytania

zawirowany rok czytania 

zawirowany rok czytania zawirowany rok czytania

zawirowany rok czytania zawirowany rok czytania

zawirowany rok czytania zawirowany rok czytania

zawirowany rok czytania zawirowany rok czytania

zawirowany rok czytania zawirowany rok czytania

zawirowany rok czytania zawiropwany rok czytania

zawirowany rok czytania zawirowany rok czytania

zawirowany rok czytania zawirowany rok czytania

zawirowany rok czytania zawirowany rok czytania

zawirowany rok czytania zawirowany rok czytania

zawirowany rok czaytania zawirowany rok czytania

 

Pomoc edukacyjną, którą bardzo lubię są "Moje układanki". Są super wykonane, na grubym papierze, obrazki są bardzo realistyczne. Super pomoc.

W 2011 roku ćwiczyłem inaczej niż obecnie. Już Wam opowiadam. Moim zadaniem było dopasowanie dwóch kartoników do siebie. Gdy już sprostałem zadaniu, kolejnym zadaniem było przeczytanie napisu, który się ukazał. Zadanie było o tyle proste, że obrazek podpowiadał, a poza tym tekst był napisany pismem drukowanym. 

Później mama rozłożyła obrazki, a ja musiałem dopasować rzeczownik do ilustracji. Oczywiście, mogłem sprawdzić czy dobrze wykonałem zadanie. Wystarczyło odwrócić kwadraciki i moim oczom ukazywał się obrazek z podpisem. Taka samosprawdzająca się pomoc. 

 

moje ukladanki moje ukladanki

moje ukladanki moje ukladanki

nauka zawirowany rok czytania

zawirowany rok czytania zawirowany rok czytania

zawirowany rok czytania zawirowany rok czytania

zawirowana nauka zawirowany rok nauki

zawirowany rok czytania zawirowany rok nauki

zawirowany rok nauki

 

Kilka dni temu już pracowałem inaczej. Pierwszym zadaniem było ułożenie obrazków w sposób logiczny. Łatwizna. Potem czytanie. Bułka z masłem. A potem zaczęły się schody.

Mama dała mi obrazek i musiałem go podpisać. Gdy napisałem to sprawdzałem ze wzorem. Gdy było ok to super, gorzej jak było źle. Musiałem pisać 5x wyraz. Potem znowu pisałem z pamięci. Jak było ok to ok, a jak nie......ale w końcu wszystkie wyrazy napisałem dobrze. 

 

zawirowany rok czytania moje sylabki

moje sylabki moje układanki

moje ukladanki moje ukladanki

moje ukladanki moje sylabki

moje sylabki nauka

 

Już kiedyś pisałem Wam o książce "Kocham szkołę" (http://grzesiowy.blox.pl/2012/08/Kocham-Szkolea-Wy-nie.html). Dzisiaj będzie ciąg dalszy wpisu dotyczącego tej pozycji. 

Nadal ćwiczę czytanie sylab, czytanie ze zrozumiem i rysowaniem tego (używałem do pomocy tabletu, bardzo pomagał mi w ustaleniu jak np. wygląda żuk i dlaczego żuk to nie tylko robak ale i auto), szeregi i sekwencję. 

Mama na pewno by Wam napisała, że praca z tymi ćwiczeniami jest super, bo pomimo robienia ciągle tego samego (ćwiczenia czytania sylab) robię to na różny sposób i po prostu mi się nie nudzi. Różnorodność ćwiczeń sprawia, że nigdy nie wiem co mnie czeka na kolejnej karteczce. I to jest fajne. Tak pewnie by Wam napisała mama.

A ja napiszę od siebie tylko tyle - ćwiczenia są proste i wcale niemęczące. Co to za trudność dopasować dwa wyrazy do siebie. 

 

kocham szkołę kocham szkole

kocham szkole kocham szkole

kocham szkole kocham szkole

kocham szkołę kocham szkołę

kocham szkołę kocham szkołę

kocham szkołę kocham szkołę

kocham szkołę kocham szkołę

kocham szkołe kocham szkole

kocham szkoler 

 

Kochani, to tyle na dziś. Gratuluje tym Wszystkim, którzy dotarli do końca wpisu. To jest oczywiście mojej przygody z WIR-em, którą zamierzam Wam opisywać. Tylko czas pokaże co z tego wyjdzie.

 

Pozdrawiam

zakichany i pociągający Grześ 

 

niedziela, 19 października 2014
Czy szkoła może czegoś nauczyć ?

Witajcie!

 

Znalazłam dziś ten artykuł (http://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/nauka/1594757,1,czy-szkola-moze-czegos-nauczyc.read), postanowiłam się z Wami nim podzielić.

 

Rozmowa z neurobiologiem Geraldem Hütherem, profesorem Uniwersytetu w Getyndze, o tym, dlaczego dzieci nudzą się w szkole i co zrobić, żeby mogły rzeczywiście czegoś się tam nauczyć.

 

 

Marzena Żylińska: – Czy wiemy wystarczająco wiele o mózgu, by zmieniać system edukacyjny


Gerald Hüther: – Neurobiologia poczyniła w ciągu ostatnich 20 lat ogromne postępy. Dzięki temu wiemy już, że dotychczasowa koncepcja szkoły jest błędna. Rozwój mózgu nie jest zdeterminowany genetycznie, nie mamy programów sterujących jego rozwojem. Dzięki kolejnym badaniom coraz lepiej rozumiemy, że mamy do czynienia z samoorganizującymi się procesami. Połączenia neuronalne w mózgach zależne są od doświadczeń. Dlatego każde dziecko jest inne i wyjątkowe i w każdym tkwi potencjał, jakiego nawet nie podejrzewamy. Aby się rozwinął, dziecko musi mieć wzorce postępowania, poczucie przynależności i bezpieczeństwa i wciąż musi stawać przed nowymi wyzwaniami. Wszystko, co dzieje się na skutek nacisków, stresu lub strachu, ma negatywny wpływ na jego rozwój. Procesu uczenia się nie można wymusić z zewnątrz.

Na całym świecie nauczyciele narzekają na brak motywacji u uczniów. Czy z naszymi dziećmi coś jest nie tak?


Chodzi tu o zasadę, która dotyczy wszystkich ludzi. Im bardziej ktoś próbuje wywierać na nas nacisk, tym szybciej tracimy motywację wewnętrzną. Psychologowie długo jednym tchem wymieniali dwa rodzaje motywacji, wewnętrzną i zewnętrzną. Dziś wiemy już, że ta druga niszczy pierwszą. U każdego dziecka pojawia się jakiś rodzaj wewnętrznej motywacji. Zatem problemem nie jest jej brak, ale to, że uczniowie nie interesują się tym, co oferuje im szkoła. Każde normalne dziecko jest zainteresowane otaczającym je światem i każde jest szczęśliwe, gdy znajdzie kogoś, kto chce mu ten świat objaśniać. Ale chęć poznawania świata szybko znika, gdy pojawia się ktoś, kto mówi dziecku: „Musisz!”.

Czy to znaczy, że szkolenia poświęcone motywacji nie mają sensu?


Wyrażenie „Chcę cię motywować” jest bardzo nieszczęśliwe, bo ukrywa prawdziwą intencję. Gdy ktoś mówi dziecku: „Chcę cię zmotywować do…” i zaraz zaczyna wymieniać możliwe nagrody i kary, to w rzeczywistości nie chodzi o motywowanie, ale o manipulowanie. Dorosły mówiący dziecku, że chce je do czegoś zmotywować, w rzeczywistości chce nim pokierować według własnych wyobrażeń. W takiej sytuacji dziecko traktowane jest jak przedmiot czyichś zabiegów. Przedmiotowe traktowanie dzieci to poważny błąd. Lepszym, uczciwszym wariantem motywowania jest zachęcanie i zapraszanie dzieci do podjęcia pożądanych aktywności, inspirowanie ich poprzez budzenie fascynacji. Wtedy można mówić o podmiotowym traktowaniu. Dzieci bardzo pozytywnie reagują na takie zaproszenia.

Dlaczego uczniowie powinni widzieć sens tego, czego się uczą?
Żeby mózg dziecka mógł przetworzyć informacje, muszą one pojawić się w kontekście mającym dla niego znaczenie i mieć zabarwienie emocjonalne. Gdy nowa wiedza nie wywołuje żadnych emocji, to informacje jednym uchem wchodzą, a drugim wychodzą i w pamięci nic nie zostaje. Najnowsze odkrycia neurobiologów pokazują związek między pobudzeniem emocjonalnym a uwalnianiem w mózgu neuroprzekaźników, substancji chemicznych, bez których nie może zachodzić proces uczenia się. Gdy coś nas porusza, w mózgu uwalniane są neuroprzekaźniki, a neurony mogą produkować białka niezbędne do tworzenia nowych wypustek i synaps, a także stabilizować już istniejące połączenia. Innymi słowy neuroprzekaźniki działają jak nawóz. Ale uwalniane są jedynie wtedy, gdy nowe informacje mają dla nas znaczenie, tzn. gdy widzimy ich sens. Bez tego nie można trwale zapisać ich w pamięci.

Polskie badania pokazują, że wielu polskich uczniów nudzi się w szkole. Co dzieje się wtedy w ich mózgach?


Gdy się nudzimy, neurony nie uwalniają neuroprzekaźników, więc mózg nie ma „nawozu”. Badania, które pani przytacza, znajdują potwierdzenie w niemieckich, z których jedno wykazało, że dwa lata po ukończeniu szkoły uczniowie pamiętają 10 proc. tego, czego się tam nauczyli, a drugie, że jedynie 2 proc. To oznacza, że ogromna część szkolnej wiedzy nie zostaje trwale zapisana w pamięci, a więc przerabiane treści były dla uczniów nudne i ich nie poruszyły.

Czy fakt, iż nauczyciel naucza, oznacza, że uczniowie się uczą?
Uczniowie potrzebują nauczycieli, ale efektywna nauka możliwa jest tylko wtedy, gdy w klasie panują dobre relacje. Uczniowie chętnie uczą się od osób, które lubią. Chętnie podążają za osobami, które je inspirują i zapraszają do wspólnej nauki. Do tego właśnie potrzebni są nauczyciele.

Niestety, dziś mamy coraz więcej nauczycieli „przerabiaczy materiału”. Takie osoby nie pracują dla dzieci, ale dla ministerstwa, a ich uwaga skierowana jest nie na uczniów, ale na podstawę programową. W taki sposób nie można w nikim wzbudzić fascynacji ani go zainspirować; tacy nauczyciele nie zapraszają uczniów do wspólnego odkrywania świata. Ci zaś, czując, że są jedynie obiektami zabiegów pedagogicznych, sami również zaczynają traktować nauczycieli przedmiotowo. Nie widząc w nauczycielu drugiego człowieka, można traktować go bez szacunku, przeszkadzać w lekcjach i robić mu na złość. Taki sposób zachowania jest symptomatyczny dla przedmiotowego traktowania.

W podstawach programowych spisanych zostało wiele ważnych celów. Czy wszyscy uczniowie są w stanie wszystkie je osiągnąć?


Nie. Z neurobiologicznego punktu widzenia jest to zupełnie bezsensowne. Dziś wiemy już, jak bardzo mogą różnić się uczniowie urodzeni w tym samym roku. Dlatego wszyscy na całym świecie próbują indywidualizować nauczanie. Chodzi o to, by to uczniowie wzięli na siebie odpowiedzialność za swoją naukę i żeby ją sami organizowali. Wtedy każdy może pracować we własnym tempie. Najlepszą formą jest praca w grupach, wtedy dzieci uczą się pomagać sobie wzajemnie i wymieniają się doświadczeniami, a rolą nauczycieli jest udzielanie im pomocy i wsparcia. Gdy nauka zostaje w ten sposób zorganizowana, nagle wszystko staje się proste, a nauczyciele nie muszą już stosować metod typowych dla tresury i mogą odejść od roli dyrektora cyrku.

Czy mózgi dzieci zostały stworzone do tego, żeby uczyć się przez siedzenie, słuchanie i reprodukowanie wiedzy?


Nie. Wszystkie dzieci, przychodząc na świat, wyposażone zostały w ciekawość, dlatego każde jest otwarte i chce poznawać świat. Małe dzieci wpadają w zachwyt lub zdziwienie kilkadziesiąt razy na dobę. Gdy przeżywają ten stan emocjonalnego pobudzenia, w ich mózgach uruchamia się neuroprzekaźnikowy prysznic, który działa na sieć neuronalną jak najlepszy nawóz. To, co dzieci poznają w stanie pobudzenia lub zachwytu, zostaje trwale zapisane w pamięci. Ale pewnego dnia zostają wysłane do szkoły i tam nie mogą już chcieć się uczyć, bo w szkole dzieci muszą się uczyć. Ten przymus wszystko zmienia, zabija ciekawość i zachwyt, wysusza źródełka neuroprzekaźnikowych nawozów. Szkoła oparta na przymusie staje się przykrym obowiązkiem, miejscem, w którym dzieci tracą chęć do uczenia się. Zmuszanie dzieci do nauki jest najgorszą rzeczą, jaką możemy im zrobić. Przekonanie, że szkoły muszą funkcjonować tak jak od stuleci funkcjonowały, jest w XXI w. przejawem kompletnej bezradności nowoczesnych społeczeństw. Nie chcąc dostrzec faktu, iż dzieci same z siebie chcą się uczyć, konsekwentnie niszczymy ich ogromną motywację wewnętrzną, zastępując ją metodami typowymi dla tresury.

Ręce mogą stymulować rozwój dużych połaci kory mózgowej. Jednak w dzisiejszych szkołach uczniowie coraz rzadziej ich używają. Jak to wpływa na strukturę mózgu?


Dzieci uczące się pisać w tradycyjny sposób ręką mają inną strukturę mózgu niż te wykorzystujące do tego cyfrowe urządzenia. Jeśli żyją w społeczeństwie, w którym praca rąk i mała motoryka nie odgrywają już większej roli, to odpowiadające im struktury neuronalne nie są rozwijane. Gdy spojrzymy na problem z szerszej perspektywy, łatwo dostrzeżemy negatywne skutki braku odpowiednich reprezentacji sterujących motoryką.

W Niemczech mamy coraz więcej dzieci, które nie potrafią się sprawnie poruszać. Problem jest bardzo poważny, a niemieckie kasy chorych z roku na rok wydają coraz większe kwoty na leczenie dzieci, które doznały poważnych urazów na skutek upadków. Nie mając odpowiedniej kontroli nad własnym ciałem, przewracają się, bo gdy się potkną, nie potrafią złapać równowagi. Rosnąca ilość złamań i uszkodzeń ciała jest symptomatyczna i pokazuje pewną niekorzystną tendencję w rozwoju dzieci.

Kiedyś dzieci mogły przez kilka godzin dziennie swobodnie bawić się na podwórku, a dziś...


Problem bierze się stąd, że mamy zupełnie błędne wyobrażenie o tym, czym jest zabawa. Uważamy, że zabawa nie przynosi żadnych korzyści. Dzieci bawią się, gdy się nudzą. Wypełniają w ten sposób wolny czas, nie ucząc się przy tym niczego. To nieporozumienie! Patrząc na problem z neurobiologicznego punktu widzenia, można powiedzieć, że dzieci najintensywniej uczą się właśnie wtedy, kiedy się bawią. Gdy zabiera się dzieciom możliwość swobodnej zabawy, okrada się je z możliwości poznania samego siebie i oceny własnego potencjału. Społeczeństwo, które przez własną krótkowzroczność nie potrafi dostrzec prawdziwej wagi zabawy, bardzo wiele traci.

Twierdzi pan, że mózg jest organem społecznym, a my coraz bardziej się izolujemy, wykorzystując do tego np. nowe technologie.


Cyfrowe technologie mogą pomagać w nawiązywaniu kontaktów między ludźmi lub prowadzić do izolacji. To są narzędzia, które można wykorzystywać w różny sposób. Uważam, że teza, iż nowe technologie prowadzą do osamotnienia ludzi, jest błędna. Moim zdaniem problem jest głębszej natury. Żyjemy dziś w systemie, który nie wspiera społecznych zachowań, dlatego nie korzystamy z dostępnych nam narzędzi tak, jak moglibyśmy je wykorzystać, np. do pogłębiania naszych relacji.

Przyczyny tego stanu rzeczy należy szukać w przekonaniu, że jesteśmy samodzielnymi, samowystarczalnymi jednostkami. Można powiedzieć, że jesteśmy ofiarami ideologii konsumpcyjnego i opartego na rywalizacji modelu społeczeństwa. Na etapie powstawania kapitalistycznego porządku takie postrzeganie jednostki miało swoje uzasadnienie. Jednak dziś neurobiologia pokazuje, że nie jesteśmy niezależnymi jednostkami, i dostarcza coraz liczniejszych dowodów na to, że jesteśmy zdani na współpracę.

Co by z nas zostało, gdybyśmy wyeliminowali wszystko to, czego nauczyliśmy się od innych? Dotyczy to nie tylko takich umiejętności, jak mowa, pisanie, czytanie czy jazda na rowerze, ale również wzorców kulturowych. Przekonanie, iż jesteśmy samowystarczalnymi jednostkami, jest przejawem arogancji i ignorancji. Musimy w końcu uwolnić się od ideologii egocentryzmu i dostrzec, jak bardzo zależni jesteśmy od innych ludzi.

Jaką rolę odgrywa w tym kontekście szkoła?

Szkoła jest instytucją wprowadzającą dzieci w tę egoistyczną ideologię i tworzącą fundament dla społeczeństwa opartego na rywalizacji. Dzieci nie mają potrzeby rywalizacji. Wprost przeciwnie. Potrzebują ciepła, poczucia bezpieczeństwa i trwałych więzi z innymi ludźmi. Chcą, by dorośli zauważali ich potrzeby i dokonania. Niestety, te podstawowe potrzeby często nie są zaspokajane. Gdy dorastając, dzieci nie dostają tego, czego naprawdę potrzebują, znajdują sobie różnego typu substytuty. Mogą to być zakupy, komputer, Facebook, narkotyki, kariera, pieniądze czy władza. Szczęśliwi ludzie nie wpadają w uzależnienia.

Żeby kapitalistyczny, oparty na ciągłym wzroście konsumpcji system mógł się rozwijać, potrzebuje jak najwięcej nieszczęśliwych ludzi, którzy, nie mogąc zaspokoić swoich prawdziwych potrzeb, szukają substytutów. Najlepszymi klientami są ludzie nieszczęśliwi. Nabywca najszybszego modelu Porsche pokazuje, że w jego życiu brakuje czegoś ważnego. Wychowując dzieci w taki sposób, by czuły się słabe, czynimy je podatnymi na wszelkiego rodzaju manipulacje. Słabymi i nieszczęśliwymi ludźmi można łatwo manipulować.

Manfred Spitzer, autor książki „Cyfrowa demencja”, ostrzega przed skutkami intensywnego korzystania z komputerów przez dzieci. 


Nie widzę żadnego problemu w tym, że dorośli czy dzieci używają komputerów jako narzędzi do tworzenia czegoś lub do rozwiązywania problemów. Za pomocą komputerów można robić wiele wspaniałych rzeczy. Ale komputery można również wykorzystywać do zaspokajania potrzeb i pragnień, czyli jako instrumenty regulowania nastroju. Jeśli niemieccy uczniowie siadają po szkole do komputerów, aby odreagować stres – a to pokazują badania – wtedy pojawia się niebezpieczeństwo uzależnienia. Jeśli ktoś nie radzi sobie z własnymi nastrojami i aby poprawić sobie nastrój lub zapełnić pustkę, sięga po nowe technologie, to zaczynają one odgrywać taką samą rolę jak narkotyki.

Dwa lata temu powstała w Berlinie inicjatywa „Budząca się szkoła”. Czy uważa pan, że jest to realna szansa na zmianę obecnego modelu edukacji?


Próby odgórnego zmieniania szkół nie powiodły się, bo niemieccy politycy nie rozumieją istniejących problemów. Doszliśmy do wniosku, że musi to być proces oddolny, takie pospolite ruszenie, coś na kształt polskiej Solidarności. „Budząca się szkoła” to próba połączenia sił, skupienia wielu lokalnych inicjatyw i nadania im instytucjonalnej formy. Chcemy stworzyć sieć dobrych szkół i pokazać, że mogą funkcjonować zupełnie inaczej. Uwalniając uczniowską autonomię, można naprawdę dużo zmienić. No i razem łatwiej można przeciwstawić się wytycznym płynącym z ministerstw edukacji poszczególnych landów.

A na metodycznych seminariach studenci wciąż jeszcze uczeni są pisania scenariuszy lekcji, w których co do minuty rozpisują, co uczniowie powinni mówić i robić. Czy jest to dobre przygotowanie do zawodu?


Uważam, że przyczyn braku rozwoju szkół i nowych koncepcji nauczania należy szukać na wyższych uczelniach. Nauczyciele od 20–30 lat wciąż kształceni są w taki sam archaiczny sposób. Studenci powinni wiedzieć, że wiedzy nikomu nie można przekazać. Muszą nauczyć się, jak zapraszać uczniów do nauki, jak ich inspirować. Żeby to umieć, najpierw sami muszą nauczyć się samodzielności. Jeśli na studiach siedzą na wykładach, słuchając profesorów, i zdają egzaminy w formie testów, to trudno oczekiwać, że gdy sami pójdą do szkoły, będą uczyć inaczej. Nie można zmienić szkół bez gruntownej zmiany systemu kształcenia nauczycieli.

rozmawiała Marzena Żylińska

Temu jak wirtualny, komputerowy świat wpływa na dzieci i dorosłych poświęcony jest najnowszy Poradnik Psychologiczny POLITYKI „Ja My Oni”.

 

To tyle ode mnie na dziś, nadal walczymy z zarazą wszelaką, oby to już była końcówka naszych chorób.

Pozdrawiam cieplutko

Gosia-matka

poniedziałek, 13 października 2014
Akcja bateria!!!!!!

przedszkole Kuby

 

Rodacy!!!!!!

Obywatele!!!!!

 

 

Zwracam się do Was w tym miejscu z prośbą, nie byle jaką, WIELGAŚNĄ prośbą......

 

Przedszkole Kuby http://www.przedszkole31olsztyn.cba.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=823:przedszkolna-bateriada-konkurs&catid=1:aktualnosci&Itemid=50  zbiera baterie i akumulatory, ale nie dla siebie, o nie. Zbiera dla Matki Ziemi, by Jej było lżej i by śmieci nie musiała dźwigać na barkach swych!!!!!

 

Zatem Kochani!!!!! Gdybyście mieli chociaż jedną niepotrzebną baterię, która już się nie nadaje do pilota, nie wywalajcie jej.....dajcie ją nam.....wszystkie zbierzemy i podarujemy Kubulinkowemu przedszkolu.....

 

BY WYGRAŁO

BY BYŁO NAJLEPSZE

BY ZIEMIA BYŁA CZYSTA

I PEŁNA ZIELENI

 

 

Kochani, jak nie my to kto-uda nam się !!!!!!

 

Obywatele!!!! Łączmy się, bo warto

 

dziekuję za uwagę

 

 

Gosia - obywatelka matka

 

 

PS. Zbiórka trwa do 1.12.2014 roku.


Gdyby Ktoś chciał nam przysłać baterie (za co z góry dziękuję:)) podaję nasz adres

 

Gosia Gadomska

Pomorska 17/12

10-699 Olsztyn

 

 

Zdjęcie pochodzi ze strony http://www.e-bip.pl/start/23218

09:07, ja-olsztyn32
Link Dodaj komentarz »
piątek, 10 października 2014
Działkowa gra

Witajcie Kochani!

Za oknem powoli zaczyna rządzić jesień, dlatego pozwolę sobie dzisiaj wspomnieć wakacyjną grę. 

 

gra na działce

 

 

Gra polegała na tym, by zbijakiem zbić drewienka. I do tego trzeba zdobyć 50 punktów. Niby proste a jednak.....

Ja grałem z Kubą, więc od razu odpadała możliwość zdobycia 50 punktów, bo Kuba tylko do 10 umie liczyć. Ale to nie przeszkodziło nam w zabawie, po prostu wymyśliliśmy swoje nowe zasady.

 gra na działce gra na działce

gra na działce gra na działce

 

Na początku ustawiliśmy drewienka. Nie było to takie proste, bo na trawie stać nie chciały. Znaleźliśmy w miarę proste miejsce i ćwiczyliśmy cierpliwość, by wszystko stało proste. Im dłużej graliśmy, tym lepiej wychodziło nam ustawianie drewienek.

Następnym zadaniem było wyznaczenie linii rzutu i z tego miejsca celowaliśmy do celu. Oj, to już nie było takie proste. Trzeba było z odpowiednią siłą rzucić i jeszcze wcelować. O ile ja jakoś dawałem sobie radę, to Kuba na początku nie miał szczęścia. Ciągle pudłował. 

 

gra na działce gra na działce

gra na działce gra na działce

 

Jednak nauka nie poszła w las i z czasem nawet Kuba nauczył się trafiać do celu. A jaka była wtedy radość!!!!! Czasem jednak Kuba oszukiwał i podchodził bliżej i stamtąd strzelał - ale wtedy nie zaliczaliśmy mu z mamą punktów. Nie wolno oszukiwać.

 

gra na działce gra na działce

gra na działce gra na działce

 

Dzięki tej grze Kuba uczył się czekania na swoją kolej. Bo graliśmy na zmianę, raz rzucałem ja, raz Kubuś. No i oczywiście Kuba uczył się przegrywać. W życiu nie zawsze się wygrywa, wtedy właśnie odkrywaliśmy te prawidłowość. Oraz nie można zapomnieć o koncentracji uwagi, trzeba było mieć nastawioną na najwyższych obrotach, by wcelować w piny, a np. w brata lub w mamę (gdy fotki robiła).

 

gra na działce gra na działce

 

Kuba przy tak zwanej okazji powtórzył cyfry. Na każdym drewienku jest napisana cyfra, zadaniem mojego braciszka było podawanie mi ich w kolejności wzrastającej. A ja miałem za zadanie wszystko to utrzymać w rękach. Nie wiem kto miał gorsze zadanie. Bo najlepiej to oczywiście mama miała - robiła zdjęcia :)

 

 gra na działce gra na działce

gra na działce gra na działce

 

Kochani! Tę grę dostałem na swoje 12-te urodziny od Cioci i Wujka. Jeszcze raz im bardzo dziękuję. I chociaż wiedziałem, że ta gra jest moja, to umiałem się nią podzielić z bratem, bo wiem nie od dziś, że zabawa razem jest lepsza niż w pojedynkę. 

 

Czy polecam tę grę? No a jak myślicie? Pewnie że tak. Pozwala oderwać się od wszelakich urządzeń elektronicznych, pobawić się z bliskimi. Gra uczy matematyki (ile to jest 9+4), koordynacji oko-ręka (jak za mocno rzucę to nie zdobędę punktów), ćwiczy mięśnie brzucha (znowu się trzeba schylić i poukładać piny), wspomaga cierpliwość (stojąc w kolejce) oraz uczy, że nie zawsze się wygrywa. Jednak jak już się wygra to takie zwycięstwo smakuje najlepiej.

 

gra na działce

 

Czy ta gra ma wady? Niestety ma. Podobno jest droga (ja się nie znam na pieniądzach, a poza tym to prezent to nie wiem ile kosztował :), z czasem drewienko brudzi się od trawy (ale czy to takie istotne?) oraz nie można grać w domu w te grę (tego nawet nie próbujcie!!!!!). Jednak zalet jest więcej!!!!!

 

 

 

 

(*)(*()(*)(*)(*)(*)(*)(*)

 

 

 Mirosław Reszko

 

6 października 2014 zmarł Pan Mirosław Reszko. Był nie tylko Żołnierzem AK, Honorowym Prezesem Zarządu Okręgu Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej, był przede wszystkim Przyjacielem całej mojej Rodzinki. Dziś odbędzie się Ostatnie Pożegnanie Pana Mirka....będziemy za Tobą tęsknić.

 

Grześ z rodzinką

 

 

 

czwartek, 09 października 2014
Moja ciężka praca w IV klasie

Witajcie Kochani!

Dzisiaj chciałem Wam pokazać jak ciężko pracowałem w IV klasie....oto moje szkolne zapiski :)

zeszyt IV klasa

zeszyt IV klasa zeszyt IV klasa

zeszyt IV klasa zeszyt IV klasa

zeszyt IV klasa

zeszyt IV klasa zeszyt IV klasa

zeszyt IV klasa zeszyt IV klasa

zeszyt IV klasa zeszyt IV klasa

zeszyt IV klasa zeszyt IV klasa

zeszyt IV klasa

zeszyt IV klasa zeszyt IV klasa

zeszyt IV klasa 

zeszyt IV klasa zeszyt IV klasa

zeszyt IV klasa

zeszyt IV klasa

zeszyt IV klasa

zeszyt IV klasa zeszyt IV klasa

zeszyt IV klasa zeszyt IV klasa

zeszyt IV klasa zeszyt IV klasa

zeszyt IV klasa

zeszyt IV klasa zeszyt IV klasa

zeszyt IV klasa zeszyt IV klasa

zeszyt IV klasa zeszyt IV klasa

zeszyt IV klasa zeszyt IV klasa

zeszyt IV klasa zeszyt IV klasa

zeszyt IV klasa zeszyt IV klasa

zeszyt IV klasa

zeszyt IV klasa zeszyt IV klasa

zeszyt IV klasa

zeszyt IV klasa

zeszyt IV klasa zeszyt IV klasa

zeszyt IV klasa

zeszyt IV klasa

 

 Tak oto wyglądała moja praca w szkole.....za jakiś czas pokażę Wam pracę z V klasy (ale na razie trzeba zacząć chodzić do szkoły - CHOROBO SIO!!!!!!)

 

 

pozdrawiam

Grześ - uczeń (tymczasowo zagrypowany)

 

 

 

Tagi: szkoła
06:06, ja-olsztyn32
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 05 października 2014
"Lokomotywa" i inne środki transportu

Kochani!

 

Z lekkim poślizgiem, ale już jest...oto nasz pierwszy wpis w ramach międzyblogowej Przygody z Książką.


Przygody z ksiazka



Na dzień dzisiejszy przygotowałem "Lokomotywę" Juliana Tuwina. To jest wierszyk, który moja mama zna na pamięć (sprytna kobieta), a ja znowu go odkrywałem. Muszę się Wam przyznać, że niezbyt lubię książki, wolę gry w komputerze. Co innego moja mama, woli książki niż moje gry. Już Wam kiedyś wspominałem, że nie rozumiem kobiet. Nadal tak uważam. 

Na początku musiałem wierszyk przeczytać. Łatwo nie było. Słowa niektóre były mi nieznane, a dłuuuuuuuuuuuuuugość wierszyka przerażała. Poza tym to nic, że przeczytałem wers, musiałem jeszcze mamie na jakieś głupie pytania odpowiadać. "A gdzie stoi lokomotywa?", "Kto to jest palacz?", "A z czego są zrobione te wagony?" - mówię Wam, przekichane. Po co ta moja matka pytała jak wierszyk zna?! Przeczytałem połowę wierszyka i powiedziałem, że mnie buzia boli. I wiecie co, uwierzyła......ufff, jak fajnie :)

A oto dowód, że czytałem !!!!!

 

Lokomotywa Lokomotywa

Lokomotywa lOKOMOTYWA

LOKOMOTYWA

 

 

"Lokomotywa" okazała się bardzo ciekawym i interesującym wierszem. I właśnie do tego wierszyka namalowałem ilustrację. Oczywiście była to lokomotywa i pociągi.

 

LOKOMOTYWA LOKOMOTYWA

LOKOMOTYWA

 

Któregoś dnia mama zabrała nas na dworzec w Olsztynie. Najpierw kupiliśmy bilet w kasie, musieliśmy dokładnie powiedzieć pani w kasie dokąd chcemy jechać, kiedy i w jakiej klasie. Bo nie wiem czy wiecie, ale pociągi mają 1 i 2 klasę. (To ja chyba nie mogę jechać, bo ja chodzę do 5. klasy).

A potem poszliśmy oglądać pociągi. Na dworcu trzeba zachować ostrożność, nie można biegać, popychać się i szaleć. To może być niebezpieczne.

Na dworcu widzieliśmy pociąg, który przyjechał, pasażerów wychodzących z pociągu jak i do niego wchodzących, pana, który sprawdzał koła oraz pana zawiadowcę. Razem z mamą sprawdziliśmy rozkład jazdy pociągów oraz zegarek na dworcu (dobrze działał!). Słyszeliśmy jak pani przez megafon informowała pasażerów o odjeździe pociągu oraz o spóźnieniu kolejnego o 10 minut (za 10 minut powtórzyła komunikat :) ).

Na dworcu było fajnie, poznaliśmy z Kubą parę nowych słówek i dworcowy savoir-vivre. 

 

dworzec dworzec

dworzec dworzec

dworzec dworzec

 

 

Przy tak zwanej okazji dowiedziałem się, że pociąg to środek transportu. Ale nie tylko pociągi można tak nazwać. Do tej samej rodziny należy samolot, helikopter, łódka, łódź podwodna, statek, autobus, taxi i nawet metro. 

O wszelakich środkach transportu pisałem zdania. Musiałem np. wybrać ze zdjęć przedstawiających środki transportu miejskiego te, które jeżdżą po Olsztynie i Warszawie. Z Olsztynem nie miałem problemu, napisałem że w Olsztynie jeżdżą autobusy i taksówki. (Za rok napiszę, że jeszcze tramwaje po naszym mieście się poruszają.)

Gorzej było ze stolicą. Napisałem to, co wiedziałem, a potem dowiedziałem się, że z metrem to tak zupełnie nie jest tak jak mnie się wydawało. Słyszałem od Cioci, że metro ma jakieś problemy techniczne i przejazdy ostatnio tylko takowe się zdarzają. Ale uznajmy, że tak ogólnie napisałem - po Warszawie jeżdżą autobusy, taksówki, tramwaje oraz metro.

 

 SRODKI TRANSPORTU sropdki transportu

 

srodki komunikacji

 

Czy Wy wiecie jak można podzielić pojazdy szynowe? Ja nie wiedziałem, ale teraz już wiem. Sami zerknijcie i zobaczcie czy Wasza wiedza jest pełna :).

 

srodki transportu

 

Mama każdą okazję wykorzystuje, by uczyć mnie pisać. Lekko nie jest, ale co ja mogę. Jak mus to mus. Na szczęście te wyrazy znałem, więc pisanie poszło stosunkowo łatwo.

 

srodki transportu

 

 

Kolorowanie to nie jest to, za czym przepadam. Toć nie każdy musi być malarzem, prawda. Ale mama nie daje za wygraną i kolorować każe. Pewnie myśli, że sobie rękę ćwiczę lub ćwiczę koncentrację. Mam wrażenie, że przeczytała ten krótki wpis "Jako rodzic naszym zadaniem jest to, aby dziecko odpowiednio spędzało swój czas wolny. Nasza pociecha nie powinna oglądać długo telewizji, ponieważ wywołuje to w dziecku złe emocje. Wspaniałym sposobem na wypełnienie wolnego czasu naszego maleństwa są kolorowanki. Dlaczego? – Ponieważ każde dziecko uwielbia malować, a do tego kolorowania jest nieodzownym elementem do prawidłowego rozwoju naszego dziecka. Powinniśmy więc zaproponować kolorowanie naszym dzieciom. Dzięki temu będą one pobudzały do pracy swoją wyobraźnię, uczyły się rozróżniać kolory, a także przyporządkowywania odpowiednich kolorów do rzeczy. Wszystkie te aspekty zapewniają kolorowanki, nadmierne oglądanie telewizji nie przynosi takich efektów. A więc to jak dobrze będzie wypełniać swój czas wolny dziecko zależy tylko i wyłącznie rodzica. Kolorowanki niewątpliwie są skutecznym sposobem na wypełnienie wolnego czasu naszego dziecka. Jeżeli zależy tobie na prawidłowym rozwoju dziecka, to zaproponuj dziecku kolorowanie obrazków." (http://www.tuptamy.pl/wady-i-zalety-kolorowanek/)

 

srodki transportu

srodki transportu

srodki transportu rakieta

 

Mama kiedyś znalazła obrazki narysowane na kółeczkach. Zadanie polegało na tym, by na pustej kartce narysować ten sam obrazek. Wydaje się Wam, że to proste zadanie. NIE!!!! Trzeba policzyć kropki i mocno się skoncentrować. A, i jeszcze nie można wychodzić za linię, bo się słyszy za chwilę "staraj się!". No, ale udało się .....

 

ciezarowka łodka

 

 

 

Oczywiście Kuba też uczestniczył w naszych warsztatach. Jednak z powodu jego choroby i złego samopoczucia nie miał siły na ciągłą pracę. Ale wierszyka wysłuchał i nawet pomalował lokomotywy - jak umiał.

 

 lokomotywa lokomotywa

 

 

Kuba bardzo lubi klocki Lego, zarówno Duplo jak i te moje, malutkie. Któregoś dnia ułożył pociąg z  klocków. Był bardzo kolorowy, a każdy wagon wiózł innego zwierzaka. Zabawa była przednia, dopóki nie było stłuczki i wszystkie klocki się nie rozsypały :).

 

duplo duplo

duplo duplo

duplo duplo

duplo duplo

duplo

 

duplo

 

A teraz małe a propos :) Gdybyście się zastanawiali co kupić młodemu człowiekowi na wszelakie okazje to polecam klocki Lego. Zresztą nie tylko ja. Znalazłem taki oto wpis opisujący zalety tych klocków. Klocki Lego przede wszystkim uczą kreatywności i rozwijają wyobraźnię. Na pudełkach zestawów sprzed kilku lat drukowane były alternatywne propozycje tego, jak można wykorzystać dane klocki. Zachęcało to do samodzielnego odkrywania ich możliwości. Nie da się też ukryć, że Lego pokazuje dzieciom, jak cierpliwie i z dbałością o szczegóły stworzyć coś od początku do końca. W czasach, gdy przez rozwinięte technologie chcemy wszystkiego gotowego, od razu i na talerzu, to naprawdę cenne doświadczenie. (http://natemat.pl/53159,55-lat-klockow-lego-zobacz-klockowe-zagadki-stworzone-z-tej-okazji-dorota-zawadzka-lego-nigdy-sie-nie-nudzi). Wpis nie jest sponsorowany przez Lego, piszę, żeby nie było :)))

 

 

A już tak na koniec chciałem Wam pokazać niektóre środki transportu, które spotkaliśmy podczas naszych wojaży wszelakich.....

 

srodki transportu srodki transportu

srodki transportucsrodki transportu

srodki transportu srodki transportusrodki transportu srodki transportu

 

Kochani, dziękuję, że dotarliście do końca tego wpisu. Następny wpis dotyczący książek ukaże się 14 października.......

 

pozdrawiam

Grześ - czytelnik

środa, 01 października 2014
U nas rządzi choroba :(

Witajcie Kochani!

choroba

 

Z powodu choroby Kuby dzisiaj wpis o książkach się nie ukaże. Obiecuję, że w najbliższej przyszłości napiszę co i jak.

Trzymajcie kciuki za pozbycie się zarazy z naszego domku

 

Wasz Grześ

 

zdjęcie pochodzi ze strony http://dzieci.pl/kat,1024251,title,Czy-choroby-hartuja,wid,12723821,wiadomosc.html

1% małe zdjęcie