RSS
poniedziałek, 28 października 2013
Eksperyment rządzia

Witajcie Kochani!

Po raz drugi zapraszam Was do mojego/naszego warsztatu. Tym razem będziemy z Kubą eksperymentować. 

Na początku zastanówmy się co to jest eksperyment? Otóż eksperyment jest wtedy, kiedy mama sobie coś wymyśli a ja z Kubą mamy sprawdzić czy aby na pewno ma rację. Zazwyczaj okazuje się, że jednak nie....ale ciiiiiiii, bo jeszcze mama przeczyta i będzie jej przykro.

 

NIE TAKA COLA STRASZNA JAK JĄ MALUJĄ

Mama postanowiła przy okazji eksperymentowania postanowiła pokazać nam, że wszelakie napoje gazowane są złe i fuj. Padło akurat na Colę, bo podobno mama słyszała od pani nauczycielki, że wyśmielicie rozpuszcza zęby mleczne. A jak rozpuści to będzie znak, że naprawdę jest niedobra i nie można jej pić.

Eksperyment polegać miał na tym, że wsadzamy zęba mlecznego do jakiegoś naczynia, zalewany Colą, czekamy 24 godziny i zęba nie ma. No to zaczęliśmy - z moim osobistym zębęm, który akurat mi wypadł.

zab cola

cola z zebem

 

Następnego dnia chciałem zajrzeć do eksperymentu, ale jakoś się nie zeszło. Słyszałem potem tylko ciche rozmowy rodziców, którzy mówili, że Cola NIE ROZPUŚCIŁA zęba, ale wierzyć mi się nie chciało. W końcu pani w szkole mówiła, że rozpuszcza to rozpuszcza.....chyba by nas nie okłamała?

 

Zajrzeliśmy po tygodniu. Az strach było patrzeć. Sami zerknijcie.

plesn

Na górze pojawiło się coś białego, to podobno jest pleśń. Byłem pewny, że w środku zęba już dawno nie ma, a jednak okazało się, że......

zab

 

ząb przeżył kąpiel w Coli, nie rozpuścił się. 

WNIOSKI:

Cola nie rozpuszcza zęba czyli jest zdrowa :) (mama zakładała, że jest niezdrowa bo rozpuszcza). Nie wiem tylko czemu mama nadal nie zgadza się z moim tokiem rozumowania i zabrania pić Colę. (PS. Eksperyment nie jest finansowany przez Coca-Colę)

 

SÓL SIĘ ZMIENIA

Mama, gdy była mała to w szkole robiła ten eksperyment. Do szklanki, słoika nalewało się ciepłej wody, wsypywało sól, mieszało się do momentu aż przestanie się rozpuszczać, kładło się na słoik ołówek z nitką i po jakimś czasie na nitce pojawiały się kryształki. Niby prosty eksperyment, który miał nam coś pokazać. Mówię nam, bo Kuba też był bardzo ciekawy wyników. (Po jakimś czasie okazało się, że tata też robił ten eksperyment w szkole. A byłem pewny, że tylko u mamy on był. Ale potem okazało się, że rodzice chodzili do tej samej podstawówki, ale się wtedy nie znali :)

Zaopatrzyliśmy się z mamą w słoiki, nalaliśmy wrzątku, wsypywaliśmy sól. Nawet mogłem mieszać, tylko bardzo ostrożnie, bo to było strasznie gorące. Zaczepiliśmy nawet nitki w sposób właściwy (oto dokumentacja zdjęciowa) i........

sol sol

sol sol

 

No i własnie nic. Nic się nie stało. Jak postawiliśmy te słoiki tak stały, na nitkach żadne kryształki soli się nie pojawiły. A zatem 

 

WNIOSEK

Nasza sól była za mało słona!

 

KISIEL

 

A żebyście widzieli mamę jaka była zła na te eksperymenty. Żaden jej nie podpasował, więc postanowiła wziąć sprawy w swoje ręce. Zabrała nas z Kubą do kuchni i zaczęła mówić, że jak ona była mała to nie było takich kisielków, które się robi w ciągu minuty (słyszałem już, że komputerów nie było i telefony były na kablu, ale jak żyć bez kisielków, jak żyć....co chwilę mnie ta przeszłość zaskakuje). Moja prababcia robiła mojej mamie kisielek z mąki ziemniaczanej. Zapytacie się jak? Na pewno. Też się zapytałem, bo nie wiedziałem. 

Otóż bierze się mąkę, zalewa zimną wodą, a potem wrzątkiem. Można podobno jeszcze gotować, ale my poznaliśmy sposób bezpieczniejszy.

Jak już poznaliśmy przepis to oczywiście musieliśmy go wypróbować, bo po doświadczeniach z Colą od dziś wierzę jak zobaczę. Do wielkiego garnka nasypałem mąkę, zalałem zimną wodą, a potem mama dolała wrzątku.

maka maka

Kuba miesza mieszanie

klejace sie para

mieszanie mieszanie

 

Gdy mieszałem w tym wielgaśnim garze z kisielkiem to na początku był on jak klej. Taki ciągnący się. Dopiero potem, gdy mama po raz drugi dolała dwa litry wody - kisielek zmienił się prawie w przezroczystą substancję.

Po wymieszaniu odstawiliśmy garnek z kisielkiem do ostygnięcia i poszliśmy do łazienki na cd eksperymentu. Kuba dostał cały stos różnych rzeczy, a ja miałem zgadywać co będzie pływać a co zatonie.

do kapieli wanna

wanna wanna

 

Zazwyczaj dobrze zgadywałem. Okazało się, że to, co jest plastikowe to pływa, a wszystko metalowe idzie na dno. Niestety, w życiu nie jest tak łatwo. Mama przyniosła garnek z kisielkiem

 

 

CIĄG DALSZY JUTRO :)

 

 

 





 

sobota, 26 października 2013
Żyję i ...... mówię

Witajcie Kochani!

 

Wiem, że się wieki nie odzywałem, ale okazuje się, że doba jest wyjątkowa za krótka na wszystko. Ale już się poprawiam i piszę. A dziś wyjątkowo o tym co mówię. Oto kilka moich powiedzonek

 

  • Na dobry początek zagadka ..... co to jest lek kaktus ?

 

 

 

 

  • Rozmawiam z mamą, a właściwie to mama ciągle mówiła i mówiła i pytania zadawała. W końcu nie wytrzymałem i powiedziałem 

- Gosia, zamilcz!!!!!!

Zadziałało. Nastała cisza :)

  • Wracamy ze szkoły. Rozmowa z rodzicielką

- Grzesiu, z kim miałeś lekcję?

- Z Panią Elą. Nie było pana. Pan jest chory. Bierze leki. Całą noc.

  • Trwają przygotowania do zabawy

mama - Grzesiu, chodź do nas

ja - Spokojnie, wyłączę komputer

  • Wracamy ze szkoły, padało, wiało - jesień w pełni

- Jest okropna pogoda, ja mówię NIE!!!!!!! 

Chwilę później przestało padać :)

  • Patrzę na swoją matkę i stwierdzam

- Widzę biały włos, Ty jesteś stara.

  • Rozmowa z terapeutą

- Grzesiu, jesz kolację?

- Nie wiem.

Potem się mama musiała trochę tłumaczyć :))). Podobno kolację jadam.

  • - Gosia, mój żołądek chce popcornu.
  • Jak zwykle mama podczas spaceru zadaje mi mnóstwo pytań. Któregoś dnia pytała się mnie o liczbę sylab w poszczególnych wyrazach.

- Grzesiu, ile sylab ma wyraz samochód?

- 2

- ????????????????

- au-to

Mamę tak zamurowało, że do końca spaceru miałem spokój.

  • Często pomagam mojej mamie. Ostatnio razem z Kubą zeszliśmy sami do auta (mama szła za nami, ale nam nie przeszkadzała), wpakowałem Kubę do fotelika, zapiąłem w pasy bezpieczeństwa i stwierdziłem

JESTEM MĘŻCZYZNĄ!

  • Pasta do zębów ma smak ...... pasty do zębów
  • Jadę z mamą i Kubą autem. W oddali coś miga

- Widzę niebieski blask, co to?

- Policja w akcji

  • Wracamy ze szkoły, chciałem się pochwalić zdobytą wiedzą i mówię mamie

- To jest mój kciuk

  • Zagadki a'la mama

- Jaki kolor ma zima?

- Biały

- Wiosna?

- Zielony

- Lato ?

- Żółty

- Czemu żółty?

- Żółte jest słoneczko

- Jesień?

- Kolorowy

Grzes i Kuba

  • Czasem młodsze rodzeństwo to same kłopoty. Któregoś dnia Kuba zabrał mi jogurt. Więc wrzeszczę za nim.

- Hej, złodzieju jogurtów!!!!!!

Nie wiem czemu, ale mama mało się nie popłakała ze śmiechu. 

Jogurt odzyskałem!

  • Ubieram się do szkoły. Niestety, koszulkę włożyłam odwrotnie. Patrzę na siebie w lustrze i mówię

- Jestem bardzo roztrzepany!

  • Mama mi dała to, o co prosiłem

- Dziękuję, Ty jesteś bardzo miła

 

 

a teraz rozwiązanie zagadki

Co to jest lek kaktus?

 

 

 

 

 

 

aloes

 

 

 

pozdrawiam

Gaduła Grześ

 

 

PS. A jutro mama idzie na szkolenie. Dostała darmowe zaproszenie od Wydawnictwa WiR (http://www.wir-wydawnictwo.com/). Będzie się uczyła jak mnie uczyć czytać. Dziękuję w imieniu mamy.

06:11, ja-olsztyn32
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 10 października 2013
Gadośki wychodzą z ukrycia

Witajcie Kochani!

Dzisiaj chciałam Wam opowiedzieć o Gadośkach. To są takie podstępne stwory, które rodzą się w mojej głowie - zazwyczaj jak mam za dużo czasu dla siebie. A gdy już się tam urodzą to na gwałt chcą się pokazać światu. Że niby są takie mądre, piękne etc......no i wtedy siadam do maszyny i działam.

Bo właśnie Gadośki to wszelakie moje wytwory szyciowe - od kształtów poprzez Skarpeciaki do kocyków włącznie. Gadośki mają jeden punkt wspólny - Grześ. Bo z zasady mają zbierać pieniądze na niekończącą się jego rehabilitację. I dlatego właśnie grzecznie czekają w kolejce na wystawienie na Grzechutkowym Allegro. Gdy znajdę wolną chwilę to je wszystkie wystawię.

A jakie są Gadośki? Przede wszystkim grzeczne. Mają za zadanie pomagać dzieciakom w ich rozwoju. Są kolorowe i różnofakturowe. Niektóre mają tasiemki, inne kolorowe guziki. Większość jest lekkich, ale ostatnio pojawiły się ciężkie. Gadośki służą do rzucania, liczenia, mówienia i segregowania. Potrafią dać matce kilka minut świętego spokoju - i to jest w nich najlepsze :).

Powstało już bardzo wiele różnych tworów w naszej pracowni. Oto niektóre z nich:

Gadośki Gadośki

Gadośki Gadoski

Gadośki Gadośki

Gadośki Gadośki

Gadośki Gadośki

Gadośki

 

To tylko część Gadośków. Reszta na twardym dysku, a jeszcze więcej w głowie :)

Jak macie czas to wpadnijcie na Allegro, może coś Wam się spodoba

http://allegro.pl/listing/user/listing.php?us_id=15602590 zapraszam

 

A teraz lecę do zadań w Skarpeciakowni. Niedługo oficjalnie rusza Akcja Motyl a i prezent pod choinkę robię dla moich - to około 600 kwadratów do zszycia. Jest co robić :)

 

pozdrawiam

szyjąca Gosia

Tagi: Gadośki
03:46, ja-olsztyn32
Link Komentarze (2) »
piątek, 04 października 2013
Zmysłowe Piątki - smak

Witajcie Kochani!

 

Dziś chciałem Wam opowiedzieć o kolejnym wspaniałym zmyśle naszego organizmu. Dziś będzie o smaku czyli o języku. To właśnie dzięki niemu wiemy czy cos jest słone czy słodkie, a może gorzkie lub ostre. Ale nie samym językiem (zębami) człowiek je. Najpierw nos powącha i wyśle informacje do mózgu, a dopiero potem język posmakuje. O, jakie skomplikowane to nasze jedzenie jest.

Pamiętam, że jak się bardzo młodym człowieczkiem to wszystko się pcha do buzi. Podobno dlatego, że zęby rosną i dziąsła swędzą. Ale to chyba nie tylko dlatego. Maluch tak poznaje świat i przy okazji je smakuje. Pamiętam jak tak robił Kuba – wszystko było zaślinione.

kuba

Mama od wieków (czyli od 11 lat) tłumaczy mi, że do picia najlepsza jest woda. Nie wiem jak u Was, ale nasza woda nie ma smaku. Woda to woda. Lubię ją pić, ale bardziej preferuję soki. A najlepsze to są takie wyciskane samodzielnie. Zawsze jak jadę do babci na noc to takie sobie robimy.

sok

sok

sok

Nie wiem jak Wy, ale ja najbardziej to lubię jeść frytki i słodycze. Oczywiście mama twierdzi, że to są niezdrowe rzeczy i nie mogę ich jeść codziennie. Ale czasem, z okazji różnych okazji, mogę sobie pozwolić na ciacho lub lody. Pamiętam jednak o tym, by po słodyczach zęby myć. Bo muszę się Wam do czegoś przyznać – nie cierpię borowania.

lody

Pomimo tego, że z Kuba jesteśmy rodzeństwem nie lubimy tego samego do jedzenia. Ciekawe dlaczego? Czy to jest uzależnione od genów czy od przyzwyczajeń, a może od nosa? Koniecznie muszę zgłebić temat. I tak - ja wolę słodycze, Kuba - mięsko.

kurczak

Jednak nie tylko o nas chciałem Wam opowiedzieć, zwierzęta też mają swoje języki i wykorzystują je do różnych rzeczy. Niektóre zwierzęta wykorzystują języki do picia nektaru lub lizania swoich małych dzieci. Zobaczcie zresztą sami.... 

miś

mis

mis

jezyk

pies

pies

sarenka

 

Kochani! To tyle na dzisiaj. Mogłem Wam co prawda pokazać co jest kwaśne lub słodkie i jaka częśc języka czuje dany smak, ale o tym opowiem Wam kiedy indziej. Na dziś to tyle.....

 

Pozdrawiam zmysłowo

Grześ

 

16:08, ja-olsztyn32
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 03 października 2013
Działkowy Pomocnik

Witajcie Kochani!

Za oknem już przymrozki, czapka i szalik przywitały się ze światem, czas poszukać butów zimowych..... i własnie dlatego ja dziś mam dla Was letni wpis. Chciałem Wam pokazać jaki jestem Super Pomocnik i jak pomagałem sadzić krzaczki i kwiaty na babcinej działce.

kwiaty

Mój braciszek Kuba bardzo lubi borówkę amerykańską. I właśnie dlatego, gdy tylko zobaczyłem ją w sklepie to od razu kupiłem. Postanowiłem ją posadzic na działce, by Kuba mógł sobie skubać owoce prosto z krzaka.

Sadzenie wcale nie bylo łatwe. Ziemia okazała się bardzo twarda, ale poradziłem sobie (no dobra, mama trochę pomogła). Po wykopaniu dziury nasypałem na samo dno trochę takiej specjalnej kwaśnej ziemi, wsadziłem roślinkę, zakopałem i podlałem. I tak 14x ( w między czasie babcia załatwiła kwiaty od Sąsiadów - nie nudziłem się wtedy wcale :) . Powiem Wam, że lekko nie było, ale jaka satysfakcja. Bo ja z zasady lubię pomagać.

kopanie rosliny

rosliny 

 

Muszę się Wam pochwalić, bo nawet mama była w szoku. W szale sadzenia posadziłem też malinę. Dostałem zadanie, by ją podlać. Ale ile można stać i lać. Oto mój osobisty patent na podlewanie. A ja w wolnej chwili mogłem zająć się innymi sprawami - np. zabawą z bratem.

malina

 

Roślinki i kwiaty zostały posadzone. Teraz nie pozostaje nam nic innego jak czekać wiosny. A póki co czapki na głowę, rękawiczki na rączki i do szkoly/pracy marsz.

 

pozdrawiam

ogrodnik Grześ

07:05, ja-olsztyn32
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 01 października 2013
Jestem Uczniem IV klasy

Witajcie Kochani!

W końcu, po dłuuuuugiej drodze po olsztyńskich przychodniach, jestem uczniem. Mam juz wszystkie dokumenty i zaświadczenia i mogę oficjalnie chodzić do szkoły. Powiem Wam szczerze, że się cieszę. Ile można w domu siedzieć?

A w IV klasie łatwo nie jest. Doszły nowe przedmioty i nowi nauczyciele. W sumie mam 8 nauczycieli, którzy uczą mnie języka polskiego, matematyki, informatyki, przyrody, historii, języka angielskiego, plastyki, techniki, muzyki i wf-u. Wszystkie lekcje mam 1 na 1 z nauczycielem. 

A oto kilka zaleceń dotyczących mojej osoby z mojej Poradni:

  1. Indywidualne nauczanie w oddzielnym pomieszczeniu w szkole
  2. Stwarzanie sytuacji umożliwiających udział w wybranych zajęciach w grupie rówieśniczej.
  3. Ścisła współpraca środowiska rodzinnego i szkolengo, ujednolicenie metod pracy wychowawczej i prowadzonych zajęć.
  4. Kontunuowanie ćwiczeń w zakresie motoryki małej, grafomotoryki
  5. W procesie nauczania stoswać częste krótkie przerwy

Widziecie, teraz nie zostaje już mi nic innego jak tylko się uczyć. Zatem kończę ten wpis i lecę na 8 do szkoły. 

 

pozdrawiam

uczeń Grześ

Tagi: szkoła
06:59, ja-olsztyn32
Link Dodaj komentarz »
1% małe zdjęcie