RSS
wtorek, 31 sierpnia 2010
Każdy ma takiego Anioła na jakiego zasłużył-ja mam najlepszego!!!!!
Gdy miałem 6 lat Rodzice zaczęli się zastanawiać nad moją edukacją szkolną. Wyszli z założenia, że jako dziecko z orzeczeniem o niepełnosprawności jestem osobą niepełnosprawną - a to wcale nie jest takie oczywiste. Zanim Wam jednak to wszystko opowiem przedstawię pokrótce sytuację edukacyjną dzieci z Olsztyna. W Olsztynie mamy kilka szkół (tzn. mamy ich dużo, ale teraz chodzi o ich rodzaje). Przede wszystkim szkoły rejonowe, do której chodzą dzieci z rejonów. Są szkoły prywatne, specjalne i nauczanie domowe.

Jestem sobie dzieckiem niepełnosprawnym. Mamy w Olsztynie wielką szkołę właśnie dla takich dzieci jak ja - czyli niepełnosprawnych (szkoła integracyjna). Wybiera się moja Rodzicielka do Poradni Psychologiczno-Pedagogicznej i się pyta jakie dokumenty złożyć , żeby mnie przyjęli do w/w szkoły. Pani patrzy w moją kartotekę i informuję moją Mamę, że ta szkoła mi się nie należy, ponieważ ja nie jestem dzieckiem niepełnosprawnym w ujęciu przepisów oświatowych. Wg tychże przepisów mój brak mowy i kłopoty z dogadaniem się nawet z własną rodziną nie jest przeszkodą, bym udał się od 1 września 2010 roku do szkoły rejonowej, do klasy masowej liczącej 26 i więcej dzieciaków (dobrze, że Mama załatwiła mi odroczenie obowiązku szkolnego). Gdyby wzrok mógł zabijać to wszystkie panie w Poradni już by były martwe.....ale Mama się nie poddała i powiedziała, że mnie do masówki nie puści bez osoby wspomagającej (nie wiem czy dobrze zrobiła, bo może powinienem iść na głęboką wodę, byc pośmiewiskiem całej klasy, może to by mnie nauczyło, że życie nie jest lekkie - no niestety, nie mam okazji by to sprawdzić).

No to się zaczęło. Zaczęła pielgrzymowanie i pisanie różnych pism.  Najpierw do Poradni ( w końcu to oni są podobno władni) z pytaniami, jak sobie wyobrażają moje funkcjonowanie w szkole, kto mi pomoże jak nie będę czegoś rozumiał. Poradnia odpowiedziała, że to nie leży w ich kompetencji, tylko dyrektora szkoły. W między czasie Mama dowiedziała się od pani dyrektor z Poradni, że szkoda, że mam taki wysoki poziom inteligencji, bo inaczej mógłbym zostać w szkole specjalnej i nie byłoby problemu.

Rodzice poszli za ciosem - napisali do mojej szkoły rejonowej pismo  z podobnymi pytaniami. Pani Dyrektor odpowiedziała, że nie mają warunków, możliwości ani pieniędzy by zapewnić mi np. nauczyciela wspomagającego. Pieniądze trzyma ratusz - tam trzeba uderzyć. Rodzice napisali pismo do Prezydenta Miasta Olsztyna. Odpowiedź przyszła , że oni co prawda pieniądze mają, ale w końcu nie są specjalistami i nie wiedzą jakim ja chorym (lub nie) Dzieckiem jestem - to najlepiej wiedzą ......w Poradni Psychologiczno - Pedagogicznej.

Podsumowując - jestem dzieckiem niepełnosprawnym, mogę jeździć za darmo autobusami, moja rodzina mnie nie rozumie, idę do szkoły masowej!

Rodzice napisali pismo do Kuratorium. Odpowiedzieli, że sprawę skierowali do Poradni  Psychologiczno-Pedagogicznej.

Po wielu próbach znalezienia odpowiedniej szkoły rodzice w końcu postanowili, że będą mnie uczyć sami w domu. Mama poszła po raz kolejny do Poradni z pytaniem jakie dokumenty złożyć, by mnie uczyć w domu. "Ale jak to w domu, nie ma takiej możliwości i przepisów , dziecko musi chodzić do szkoły, musi się rozwijać społecznie, ma pani tyle pieniędzy, żeby zatrudnić nauczycieli do każdego przedmiotu" ( nauczanie domowe polega na tym, że to rodzice uczą dzieci). Mama stwierdziła - ok, nie chcą, może i lepiej, niech mam kontakt z kolegami. Po miesiacu pani dyrektor z Poradni sama Mamie to zaproponowała.

Podsumowując - jestem dzieckiem niepełnosprawnym, mogę jeżdzić za darmo autobusami, moja rodzina mnie nie rozumie, idę do szkoły masowej!

Jak już wspomniałem na początku mamy jeszcze w Olsztynie szkoły prywatne, ale nie wiedzieć czemu Mama nie wierzy w prywatną edukację dzieciaków z problemami (czyżby dlatego, że już się nacięła na prywatne przedszkole?).

W Zespole Placówek Edukacyjnych, do których uczęszczałem jako przedszkolak, jest też szkoła podstawowa i gimnazjum. Klasy są 4 - osobowe, jest przeszkolona kadra,  słowem extra. Problem polega na tym, że przyjmują tam dzieci autystyczne i ze sprzężeniem (tzn. muszą mieć jakieś 2 niepełnosprawności).

Rodzice byli trochę zmęczeni obecną sytuacją, nadal nie było wiadomo do jakiej szkoły pójdę i czy będę miał tam dobrą opiekę. W końcu postanowili - jeżeli nie można zapewnić mi bezpieczeństwa na terenie szkoły (nad mówimy o masówce, bo do integracyjnej na dzień dobry mnie nie przyjęli - w końcu nie jestem dzieckiem niepełnosprawnym) to ja do szkoły po prostu nie pójdę i poinformowali o tym wszystkich. Oczywiście, za brak należytej edukacji płaci się odpowiednie kary - około 5.000 zł w pierwszym miesiacu,ale Rodzice byli zdesperowani.

6 maja na stronie Ministerstwa Edukacji Narodowej (http://www.men.gov.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=1249%3Awyjanienie-w-sprawie-ksztacenia-dzieci-z-afazj&catid=29%3Apozostae-wydarzenia-edukacyjne&Itemid=53) ukazała się informacja, że dzieciaki takie jak ja są osobami niepełnosprawnymi i należy im się nauczanie specjalne. Szkoda tylko, że ta informacja ukazała się tak późno. Teraz już oficjalnie mogłem  ubiegać się o przyjęcie mnie do szkoły integracyjnej. A wiecie co powiedziała moja Mama - NIE! Nie zrobiła tego, ponieważ jest złośliwa tylko dlatego, że od ponad roku przyzwyczajała mnie do mojej masówki. Co jakiś czas odwiedzaliśmy moją przyszłą szkołę, zobaczyłem jak wyglądają szatnie, klasy i przerwy. Na początku nie lubiłem tam chodzić - było dla mnie za głośno - ale z czasem się przyzwyczaiłem (tzn. po roku). Gdy już w końcu zacząłem uważać moją szkołę za MOJĄ to nagle chcą mi to zabrać. Dlatego Mama się nie zgodziła na szkołę integracyjną.

No widzicie, ja tu gadu gadu, a miałem pisać o swoim Aniele. W domu zajmuje się mną głównie Mama, natomiast w szkole będę pod skrzydłami Pani Mai. Gdy Ją pierwszy raz zobaczyłem od razu rzuciłem się Jej na szyję. Pani Maja będzie miała ze mną lekcję 1 na 1 (bo w końcu stanęło na tym, że mam nauczanie indywidualne, Rodzice dopieli swego i do klasy bez osoby wspomagającej mnie nie puścili), a na lekcje mniej skomplikowane będę chodził do klasy, by integrować się z dziećmi. Już nie mogę się doczekać 1 września i spotkania z Panią Mają.

 

Podsumowując - jestem dzieckiem niepełnosprawnym, któremu trafili się Rodzice dążący do tego, bym był w życiu szczęśliwy.

 

Grześ

 

ps.Tutaj zamieszczę wyjaśnienie Ministerstwa Edukacji Narodowej z dnia 6.05.2010 roku w sprawie kształcenia dzieci z afazją


Drukuj
W związku z artykułem na temat kształcenia dzieci z afazją (Dzieci, które mówią po elficku) opublikowanym w tygodniku „Newsweek" z 9 maja 2010 r., pragnę wyjaśnić rodzicom i opiekunom dzieci dotkniętych afazją, że w przypadku, gdy u dziecka rozpoznano afazję dziecięcą typu ruchowego (ekspresyjnego), której skutkiem są zaburzenia motoryki mowy, to nie logopeda, ale zespół orzekający, który działa w publicznej poradni psychologiczno-pedagogicznej, może wydać orzeczenie o potrzebie kształcenia specjalnego ze względu na „niepełnosprawność ruchową".
Tak kwalifikują wymienione wyżej zaburzenia specjaliści (np. Pracownia Logopedii Akademii Pedagogiki Specjalnej w Warszawie) i taką podstawę daje rozporządzenie Ministra Edukacji Narodowej w sprawie warunków organizowania kształcenia, wychowania i opieki dla dzieci i młodzieży niepełnosprawnych oraz niedostosowanych społecznie w specjalnych przedszkolach, szkołach i oddziałach oraz ośrodkach. Zgodnie z zawartymi w nim przepisami oraz przepisami rozporządzenia Ministra Edukacji Narodowej w sprawie warunków organizowania kształcenia, wychowania i opieki dla dzieci i młodzieży niepełnosprawnych oraz niedostosowanych społecznie w przedszkolach, szkołach i oddziałach ogólnodostępnych lub integracyjnych, dla tych dzieci organizuje się przedszkola specjalne, oddziały specjalne w przedszkolach ogólnodostępnych, szkoły specjalne oraz oddziały specjalne w szkołach ogólnodostępnych, a także przedszkola i szkoły ogólnodostępne z oddziałami integracyjnymi, przedszkola i szkoły integracyjne.

Niestety, taka informacja, z przyczyn niezależnych od Ministerstwa Edukacji Narodowej, nie znalazła się w artykule. Jego autorka zadała - poprzez zespół prasowy MEN - pytanie o możliwość wydawania przez logopedę orzeczenia uprawniającego do przyjęcia do klas integracyjnych. Pytanie sugerowało zupełnie inny kontekst przygotowywanego artykułu, przez co udzielona odpowiedź dotyczyła wyłącznie braku możliwości wydawania takiego orzeczenia przez logopedę. Orzeczenia o potrzebie kształcenia specjalnego zgodnie z przepisami oświatowymi wydają bowiem nie logopedzi, lecz zespoły orzekające działające w publicznych poradniach psychologiczno-pedagogicznych.

Grzegorz Żurawski

rzecznik prasowy ministra edukacji narodowej

Tagi: szkoła
04:04, ja-olsztyn32
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 26 sierpnia 2010
Książka do książki i zbierze się niezła sumka na rehabilitację

Mam swoje osobiste konto charytatywne na Allegro. Mama wystawia na nim różne rzeczy z nadzieją, że ktos to kupi i dzięki temu zbierze pieniądze na moją rehabilitację. Przez pierwsze pół roku niewiele sie na tym moim koncie działo, ale Mama się nie poddawała i wystawiala rzeczy nadal. A wczoraj miło się zdziwiła. Ponieważ miała chwilę wolnego czasu - spałem godzine dłużej niz zwykle, podliczyła ile tych pieniędzy udało się zebrać od stycznia. I wyszło 1072,60 zł. Kto by się spodziewał, że za książke za 5 zl i za maskotki za 1 zł uda się zebrać tak pokaźną kwotę. Bo może dla Was to niewiele, jednak dla mnie 1072, 60 zł to mozliwośc uczestniczenia 21x w zajęciach SI lub 17x w zajęciach z biofeedbacku, to szansa wykupienia leków zapisanych przez alergologa lub psychiatrę czy zakup pomocy logopedycznych.

Najważniejszą rzeczą jest to, że te pieniądze nie trafiają od razu na konto Mamy (kto by zauważył wpływ 9,50 zł na swoim koncie?) lecz na specjalne konto Fundacji. Gdy zbierze się odpowiednia sumka, Mama wysyła faktury do Fundacji, a ta (po ich przeanalizowaniu) wysyla pieniadze na Jej konto. Dzięki temu wiadomo, że pieniądze idą na moją rehabilitację a nie np. na zapłatę za jedzenie.

W tym miejscu chciałbym serdecznie podziękować Wszystkim, którzy już dołożyli swój grosik (jak widać-całkiem niezły) do mojej rehabilitacji, a całą  resztę zapraszam na moją aukcję (może znajdziecie coś ciekawego dla siebie).

 

Grześ

Tagi: allegro
01:53, ja-olsztyn32
Link Dodaj komentarz »
środa, 25 sierpnia 2010
Statystycznie rzecz ujmując - łatwiej trafić 6 w totka niż znaleźć logopedę w Olsztynie!!!
Po kilku nieudanych konsultacjach z logopedami, trafiłem do Pani Dorotki. Miała ze mną ciężki orzech do zgryzienia. Ja Jej nie słuchałem, biegałem, krzyczałem - ogólnie wszystko mnie interesowało tylko nie zajęcia z Panią Dorotką. Ale Mama słuchała i małymi kroczkami wprowadzała zalecenia logopedyczne do mojego codziennego życia. No i z czasem przełamałem się. Teraz już z przyjemnością wchodzę sam na zajęcia, ćwiczę, jestem chwalony i czuję się w gabinecie jak u siebie w domu. 

Grześ

wtorek, 24 sierpnia 2010
Siłą woli prowadzę auto!!!!!

Czy uwierzyliście w ten tytuł? NIE? Zaraz Wam udowodnię, że to prawda.
Jak juz Wam kiedys pisałem chodzilem do przedszkola, w którym byli specjalnie przeszkoleni nauczyciele do różnych form rewalidacji dzieci. Była m.in. pani psycholog, która miała ze mną zajęcia z biofeedbacku. Polegało to na tym, że siadałem sobie przed komputerem, miałem podłączone kabelki do głowy i kierowałem robotem. Myślicie, że Mama od razu uwierzyła w efekty? Niestety, na początku byla to dla niej czarna magia, uważała, że lepiej mnie uczyć przy biurku niż marnować czas na zajęcia z czary-mary. Ale zajęcia były finansowane przez PEFRON, były w przedszkolu podczas moich zajęć, więc chodziłem. Niestety, chodzenie na zajęcia nie było regularne, a to ja bylem chory, a to pani nie było, a to było wyjście do filharmonii - słowem, moje spotkania z nowoczesną techniką komputerową były strasznie nieregularne.
Mama postanowiła zapewnić mi regularną stymulację z biofeedbacku. Złosila mnie do Fundacji POLSAT, a ta pomogła. Dostałem pieniądze na wakacyjną przygodę ze słuchi-awkami (bo tak to nazywam:).  Zanim Wam opowiem jak jest fajnie, przeczytajcie trochę teorii:
Jest to metoda neuropsychoterapii instrumentalnej oparta na połączeniu elektroencefalograficznego badania mierzącego aktywność mózgu - EEG z biofeedback - biologicznym sprzężeniem zwrotnym. To nowoczesna i w pełni bezpieczna metoda treningu umysłu, nazywana również  "Jogą Zachodu". Za jej pomocą, trenująca osoba, może zobaczyć jak w danej chwili pracuje jej mózg oraz uczy się odpowiednio kierować jego aktywnością, tak aby pracował efektywniej, przy równoczesnym wewnętrznym wyciszeniu i relaksacji. Sama metoda była  rozwinięta i szeroko stosowana w ośrodku  szkolenia NASA do doskonalenia zdolności psychicznych astronautów i pilotów. Dziś, EEG Biofeedback jest wykorzystywany w wielu placówkach medycznych na świecie.
Dzięki specjalnemu programowi komputerowemu, linie różnych częstotliwości fal mózgowych naszego wykresu EEG, możemy obserwować na swoim monitorze,przetworzone na zrozumiałą formę gry wideo.
Jedyny sposób, w jaki możemy wpłynąć na jej przebieg (zainicjować ruch, dostać punkty) to odpowiednia praca naszego mózgu. Osiągane w grze efekty, mają swoje odbicie w rodzajach fal pojawiających się na monitorze terapeuty. Inne pojawiają się podczas koncentracji i gdy
intensywnie rozmyślamy, inne podczas stanu relaksu a jeszcze inne w silnym stresie.
informacja ze strony biofeedbackeeg.com/main.html?src=%2F5522.)
W przedszkolu, do którego chodziłem byli specjaliści do różnych form rewalidacji dzieci, m.in. pani psycholog, która miała ze mną zajęcia z biofeedbacku. Polegało to na tym, że siadałem przed komputerem, miałem podłączone kabelki do głowy i kierowałem robotem. Pierwsze moje zajęcia finansował PFRON, kolejne Fundacji Polsat, która przekazała pieniądze na wakacyjną przygodę ze słuchawkami.
Zajęcia ze mną ma Pan Sławek. Mama mówi, że to czarodziej - co powie to ja robię, a wieczorem to idę szybciej spać, bo wiem o porannym treningu. Zabawa tez jest extra - mogę prowadzić auto na wyścigu i zdobywać dużo punktów za bezkolizyjną jazdę, mogę byc robotem, motylem, wędkarzem, który łowi rybki z czerwonym ogonkiem, potrafię nawet ułożyc bardzo skomplikowaną kostkę na dłoni - i to wszystko za pomocą myśli.
Mama zaczęła powoli wierzyć w magię komputera. A uwierzyła już zupełnie, gdy przez 2 miesiące wakacji zrobiłem OGROMNE  postępy w mowie (najlepszym dowodem na to jest mój dialog z Prababcią - zaczęła mnie rozumieć!). Postanowiła, że będziemy chodzić na te zajęcia, dopóki starczy sił, czasu, ochoty i pieniędzy:). Ja tam się z tego cieszę, bo nie dość, że jest tam tak fajnie, to po zajęciach dostaję jeszcze super extra naklejki - nikt nie powiedział, że rehabilitacja musi być nudna, moja jest bardzo ciekawa. Grześ.

 biofeedback w przedszkolupatrzę i ćwiczePolsat

Kim był Pan Tomatis?

Tomatis to był bardzo mądry facet. Wymyślil sobie, że jak dzieci będą słuchały muzyki poważnej to np. szybciej zaczną mówić. To tak mniej więcej to wygląda ze strony laika, a teraz trochę teorii.
Metoda Tomatisa jest to metoda treningu słuchowego przeprowadzonego za pomocą urządzenia zwanego elektronicznym uchem. Składają się na nią sesje słuchania materiału dźwiękowego oraz konsultacje dodatkowe wraz z oceną audio- psycho- fonologiczną.
Nasz narząd słuchu pozwala na komunikowanie się z otoczeniem i to, co słyszymy, wpływa na kształtowanie się naszego głosu, mowy i języka (np. dziecko niesłyszące nie jest w stanie samodzielnie nauczyć się mówić jest odcięte od świata dźwięków i jego komunikacja ze światem jest w ten sposób ograniczona). Okazuje się, że sposób działania narządu słuchu ma również wpływ na przyswajanie sobie umiejętności czytania, pisania, a nawet na postawę ciała, koordynację ruchów i stany emocjonalne.
Tomatis uważał ponadto, iż ucho ludzkie jest pewnego rodzaju dynamem dostarczającym energii naszemu mózgowi. Słuchanie pewnego rodzaju dźwięków działa pobudzająco na mózg, przygotowując go do innego rodzaju aktywności. Tomatis uważał, iż szczególnie korzystne dla naszego organizmu są dźwięki zawierające w swoim widmie dużo składowych o wysokiej częstotliwości. Taką cechę mają pewne rodzaje muzyki, np. muzyka Mozarta lub chorały gregoriańskie. Są one wykorzystywane w terapii Metodą Tomatisa.
Metoda ma zastosowanie u osób, u których stwierdza się zaburzenia uwagi słuchowej. Osoby z zaburzeniami uwagi słuchowej wydają się czasem puszczać informacje mimo uszu trzeba im np. kilkakrotnie powtarzać pytania lub polecenia. Osoby takie są zwykle podejrzewane o niedosłuch. Często jednak ich narząd słuchu nie jest uszkodzony. Zaburzona jest u nich natomiast uwaga słuchowa. Źródło zaburzeń uwagi słuchowej może leżeć już we wczesnym dzieciństwie. Powstaniu tego typu zaburzeń mogą sprzyjać np. częste zapalenia uszu lub przewlekłe zapalenie uszu (gdy dziecko przez jakiś czas jest częściowo odcięte od pewnej ilości dźwięków otoczenia). Ważną przyczyną zaburzeń uwagi słuchowej mogą być silne przeżycia, urazy emocjonalne na każdym etapie rozwoju. Tomatis uważał, że w pewnym sensie uwaga słuchowa jest chęcią do komunikowania się jednostki z otaczającym światem.
Terapia ta polega na słuchaniu odpowiednio przygotowanego materiału dźwiękowego przez specjalne słuchawki, gdzie dźwięki podawane są drogą powietrzną oraz kostną. Program stymulacji obejmuje zazwyczaj od 30 do 60 seansów przeprowadzanych w 3 sesjach. Jeden seans to 120 min.
(teoria ze strony http://lubliniec.idn.org.pl/zosienka/pedagog/tomatis.html)
Chodzenie na słuchawki zacząłem 2 lata temu w przedszkolu. Załapałem się na zajęcia do Pani Marty. Początkowo to było bardzo męczące, zwłaszcza siedzenie w tych słuchawkach 2 godziny non stop. Ale z czasem przyzwyczaiłem się nawet do tego. Po pierwszej sesji byłem tak nadwrażliwy na dźwięki, że moja Mama stwierdziła, że na pewno to mi zaszkodzilo. Zresztą Mama była wyjątkową sceptyczką jeżeli chodzi o te zajęcia. Od kiedy to słuchanie muzyki pomaga w mowie? Ale ja byłem zadowolony - mogłem robić co chcę podczas zajęć, bawić się klockami, ukladać puzzle albo samoloty, moglem nawet spać, ale kto by spał jak dopiero wstał?
Przeszedłem kilka różnych etapów zajęć z Panią Martą, w pewnym momencie mogłem nawet mówić do mikrofonu. Fajne uczucie, niestety nie umiem tego opisać, to po prostu trzeba przeżyć. (przy okazji muszę Wam zdradzić tajemnicę - zawsze miałem czerwone słuchawki, czerwony to mój ulubiony kolor!)
Na tych zajęciach zawarłem też nowe przyjeźnie (głównie z Panią Martą:), spotykałem kolegów z innych grup przedszkolnych i razem robiliśmy bałagan w sali. To były fajne czasy.
Podobno musze powtórzyć te zajęcia, gdzieś za rok. Niestety, juz nie z Panią Martą. Doszły mnie słuchy, że była za dobra na te zajęcia i w "nagrodę" została przeniesiona do pracy z gimnazjalistami. Mam nadzieję, że sobie tam poradzi... to jest jedyna Osoba za którą tesknię, gdy myślę o przedszkolu.
Serdecznie pozdrawiam Panią Martę. Grześ.
ps. Mama uwierzyła, że te zajęcia pomogły - podobno lepiej słyszę i mówię! (a mojej Mamie to trzeba wierzyć!!!!!)

 

mówie

Moje Allegro

Mama założyła mi konto charytatywne na Allegro.pl. Dzięki temu mam szansę zebrać trochę pieniędzy na niekończacą się rehabilitację. Mama wystawiła na niej głównie książki, podobno niektóre są starsze nawet od Mamy (ale czy to jest możliwe?:). Jeżeli chcecie sprawdzić to serdecznie zapraszam na moją stronę:
allegro.pl/show_user_auctions.php?uid=15602590&order=bd&change_view=1/html
Mama mnie prosiła,bym w tym imieniu zaapelował do Was o pomoc - jeżeli macie jakieś fanty, które moglibyście podarować na moją aukcję to z przyjemnością je przyjmę. Każdy dar spowoduje, że szybciej zacznę mówić (a może nawet przeklinać - tego najbardzoej pragnąłby mój Dziadek:).
Ja osobiście dziękuję Fundacji Dzieciom "Zdążyć z Pomocą", której jestem podopiecznym oraz Allego.pl - dzięki nim mam możliwość żyć normalnie.

logo Fundacji         ALLEGRO

Tagi: allegro
00:48, ja-olsztyn32
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 23 sierpnia 2010
Moja dogoterapia

Dogoterapia to najbardziej naturalny sposób “przemycenia” trudnych, czasem żmudnych ćwiczeń wspomagających rehabilitację z pomocą odpowiednio wybranych i przygotowanych psów. Dzieci nie lubią wykonywać “suchych” gestów, za którymi nic się nie kryje. Pies daje możliwość wykonania ćwiczeń w naturalny sposób i okazania uczuć.
Podczas zajęć wykonuje się wiele rodzajów ćwiczeń i zabaw, które mają służyć podstawowemu celowi dogoterapii, wszechstronnemu rozwojowi podopiecznego. Dogoterapia oddziałuje na sferę emocjonalną przez przełamanie bariery niepewności przed kontaktem z psem, akceptowanie obecności psa w bliskim otoczeniu, eliminowanie agresji i autoagresji u dziecka, kształtowanie pozytywnych emocji dziecka, rozwój empatii i poprawę samooceny.
(ze strony http://www.dogoterapia.com/Dogoterapia/Dogoterapia.html)
Moja dogoterapia zaczęła się w przedszkolu. Tam 2x w ciągu roku odwiedził nas piesek - troche to za malo na prawdziwą terapię,ale podobno lepsze to niż nic. Piesek był spokojny i najważniejsze,że przeżył atak wściekłych 6-latków:)
W te wakacje mialam prawdziwą dogoterapię. Najpierw sąsiedzi zostawili mi na 2 dni pieska - Ambę. Wychodziłem z nią na spacer, karmiłem, nalewałem wody do miski, uczyłem szczutek - podaj łapę i siad. A jaki dumny chodziłem po podwórku ze smyczą. Tylko mnie się Amba słuchała. Na spacery zarabieraliśmy też Mamę, ale tylko dlatego, żeby robila nam ładne zdjęcia -  w sumie to bym sobie poradził sam.Bo nie wiem czy wiecie, ale ja już jestem DUŻY.
Kolejną bardzo ciekawą dogoterapię miałem na działce u mojej Babci znajomych. Są tam dwa pieski - Pati i Dżina. W zeszłym roku to ja się ich jeszcze bałem, bo to jednak duże psy, ale teraz to juz urosłem i pieski mi nie straszne. Jak przyjedżam na działke to zawsze coś mam dla panienek. (Kiedyś chciałem im kupic 5 kg pokarmu, ale nie wiem czemu Mama się nie zgodziła). Zawsze staram się byc miły dla piesków, pogłaszczę je (mają takie śmieszne futerko), powiem, żeby usiadły, dały łapę. I one się mnie słuchają.
Bardzo bym chciał takiego pieska w domu, niestety Mama jest nieugięta - mówi coś, że mam astmę i alergię na wszystko, ale ona chyba nie chce po prostu się zgodzić na takiego fajnego psiaka. Obiecała, że zabierze mnie kiedyś na taką prawdziwą dogoterapię - jak tylko znajdzie czas i fundusze. Trzymam Ją za słowo! Grześ

przedszkolaki i piesGrześ i pies Pati i Dzina

niedziela, 22 sierpnia 2010
Dlaczego tak bardzo lubię Integrację Sensoryczną?!

Integracja sensoryczna oznacza, że wszystkie wrażenia zmysłowe zostają zebrane w jedną całość. Percepcja/postrzeganie jest to odbiór bodźców pochodzących ze środowiska, jak również z własnego ciała, ich przewodzenie do mózgu oraz przetwarzanie. Bodźce odbierane są przez siedem układów zmysłowych i przewodzone do mózgu, w którym zachodzi przetwarzanie informacji. Układ nerwowy człowieka odbiera i rejestruje bodźce płynące ze zmysłów:

  • dotyku skóry, określanego jako zmysł czucia powierzchniowego, związanego z odbieraniem bodźców dotykowych
  • równowagi zlokalizowanego w błędniku ucha wewnętrznego, określanego też jako układ przedsionkowy
  • czucia i ułożenia mięśni, ścięgien oraz stawów, określanego również jako zmysł czucia głębokiego lub układ proprioceptywny
  • smaku, którego receptorami są brodawki smakowe leżące na języku, zwany także czuciem smaku
  • wzroku
  • słuchu zlokalizowanego w ślimaku ucha wewnętrznego
  • węchu zlokalizowanego w nosie, zwanego również zmysłem powonienia.

Zmysły podstawowe dla integracji sensorycznej (dotyk, równowaga oraz czucie ciała) mają zasadnicze znaczenie w naszym codziennym funkcjonowaniu. Ich dobre zintegrowanie jest podstawą optymalnego rozwoju i działania pozostałych wszystkich wyższych zmysłów i umiejętności. Należą do nich na przykład: wzrok, słuch, mowa, umiejętność chodzenia oraz zdolność wykonywania precyzyjnych czynności, jak malowanie, pisanie.
Jeśli doświadczenia dziecka w odbiorze i przetwarzaniu bodźców płynących ze zmysłów podstawowych są złe lub niepełne, to nie jest ono w stanie nauczyć się złożonych czynności, takich jak czytanie lub pisanie, i opanowanie ich sprawia mu ogromne trudności. Dziecko potrzebuje siedmiu - ośmiu lat doświadczeń, na które składają się ruch, poznawanie otoczenia i własne działanie. Tworzą onepodstawę jego rozwoju intelektualnego, osobowościowego i społecznego. Tylko przez własne aktywne i różnorodne działania dziecko uczy się rozumieć otoczenie
to tyle ze strony http://www.integracjasensoryczna.pl/integracja/integracjaSI.html
a teraz opiszę Wam jak ja to odbieram:)
Na zajęcia z SI chodzę do Reholandii (http://www.reholandia.olsztyn.pl/2/aktualnosci) od ponad 4 lat. Początki jak zawsze były trudne. Nie chciałem współpracować, bawić się, nawet butów ściągnąć - wszystko mnie denerwowało:hałasy, głaskanie, bujanie, istna katorga. Ale z czasem bylo coraz lepiej (jeżeli piszę z czasem tzn. że trwało to 2 lata). Po tym jak rehabilitantka w końcu przekonała mnie, że fajnie jest ćwiczyć bez butów i skarpetek okazalo się, że wyjście na plażę wcale nie musi oznaczać chodzenia w sandałkach,a piasek jest w sumie bardzo przyjemny; moje prace plastyczne wiele zyskały na wyglądzie, gdy zamist pędzla zacząłem uzywać rączek. Nie przeszkadza mi już tak bardzo hałas dochodzący z sali obok - pomimo tego potrafię się nieźle skupić.
Podobno zajęcia z Integracji Sensorycznej to ciężka praca,ale ja tego nie czuję. Z moja obecną rehabilitantką Sabiną moge robic wszystko i ona się mnie słucha. Jeżeli mam ochotę na jakąs zabawę to ona się na to zgadza. (Podobno przemyca swoje pomysły, ale do tej pory tego nie zauważyłem.) Masuje mnie, pozwala chodzić po ławeczce bardzoooooooo wysoko, skakać z wysokości (nie to, co Mama), chodzić po drabinkach, odkurzać (gdy się nabrudzi - to lubię najbardziej). Często nie wiem kiedy minie mój czas na zabawę. To jest o niebo lepsza rehabilitacja niz np. siedzenie z Mamą przy stoliku. (tylko Jej nie mówcie, bo może byc Jej przykro). Grześ.

 

wysokościmasowanie

Mam już prawie 8 lat

Nazywam się Grześ, mieszkam w Olsztynie i mam juz prawie 8 lat. Postanowiłem opisać Wam moją historię, historię trudnej nauki-próby nauczenia mnie mowy. Ale od początku....

podczas zajęć w przedszkolu

Urodziłem się we wspaniałej rodzinie,gdzie od razu podbiłem serca wszystkich. Odkąd tylko pamiętam skrzętnie to wykorzystywałem. Przez pierwsze trzy lata byłem tylko z Mamą, potem miałem iść do przedszkola - plan był wspanialy, niestety, pojawiły się problemy...
W wieku 3 lat pierwszy raz przekroczyłem mury placówki przedszkolnej, z której zostałem wyrzucony po 3 godzinach. Podobno nie nadawałem się, ponieważ nie mówiłem tak jak rówieśnicy. Rodzice byli zrozpaczeni, ale ja nie- w końcu miałem cały rok na zabawę tylko z Mamą.
W tym czasie zaczęły się próby znalezienia powodu mojego braku mowy. I kolejne konsultacje - psycholog, logopeda, psychiatra, neurolog, genetyk i mnóstwo innych. Badanie słuchu, rezonans magnetyczny, badania genetyczne - zanim ktokolwiek postawił jakąś diagnozę minęły 3 lata. Tak w skrócie - okazało się, że nie mam połączenia w mózgu między neuronami - jakieś 1,5 cm. I przez te 1,5 cm od 5 lat codzinnie się rehabilituję.
W wieku 4 lat trafiłem do prywatnego przedszkola. Rodzice wyszłi z założenia, że w prywatnym przedszkolu to na pewno się lepiej mną zajmą. Niestety, pomylili się. Wylecialem z niego po 3 tygodniach. Pani dyrektor po obejrzeniu filmu fabularnego stwierdziła, że mam autyzm. I chociaż miała przedstawiane dowody, że tak nie jest, uparła się. W sumie dobrze, że nie oglądała filmu o seryjnych mordercach, bo dzisiaj mógłbym odsiadywać jakiś wyrok:)
Ostatnią placówką do której trafiłem byl Zespół Placówek Edukacyjnych w Olsztynie, gdzie spokojnie zakończyłem edukację 2 miesiące temu. Przedszkole jest specjalnie przygotowane do pracy z dziećmi niepełnosprawnymi, posiada specjalnie przeszkoloną kadrę i sprzęt rehabilitacyjny. Teoretycznie powinieniem tylko być rehabilitowany w przeszkolu, ale niestety moja Mama codziennie gdzieś ze mną jeździła - jak nie Integracja Sensoryczna, to logopeda, jak nie logopeda to jakieś konsultacje, a jak juz od tego był spokój to pracowała ze mną w domu. Musicie sami przyznać, że latwo z tą moją Mamą to nie mam.
A teraz....od 1 września idę do szkoły, zostałem uczniem, o czym niedługo Wam napiszę
pozdrawiam Grześ

04:59, ja-olsztyn32
Link Dodaj komentarz »
1% małe zdjęcie