RSS
poniedziałek, 24 lutego 2014
Junior - też człowiek ....

zatem dziś będzie o Kubie 

Witajcie Kochani!

Pretekst do napisania o Kubie pojawił się po obejrzeniu pewnego zdjęcia/plakatu. Ale o nim później. Najlepiej zacząć od początku.

Gdy byłam z Grzesiem na bilansie 2-latka pani doktor osłuchała go, obejrzała i stwierdziła, że wszystko ok. Matka w książeczce zdrowia ma napisane-dziecko zdrowe, zatem nie będzie szukać odpowiedzi na jakiekolwiek wątpliwości. Nie mówi - pewnie zacznie w przedszkolu, chłopcy tak mają etc. (Pewnie niektórzy z Was znają te wszystkie wymówki i tłumaczenia). Żyłam w błogiej nieświadomości dopóki nie poszłam z Grzesiem do przedszkola, żeby go zapisać. A pani dyrektor do Grzesia - jak masz na imię? gdzie mieszkasz? Grześ nic, a ja w szoku - to 2,5 latki mówią ?????

(Na swoje usprawiedliwienie mam jedynie to, że Grześ pierworodny, żadnych dzieciaków w rodzinie celem porównania,  a Internet był podłączony do telefonu stacjonarnego. I to nie było 30 lat temu tylko 9)

I potem zaczęły się te wszystkie pielgrzymki po lekarzach i terapeutach. 

A do naszej pani doktor straciłam już totalnie zaufanie, gdy poszłam na bilans 6-latka. Kartoteka Grzesia ledwo mieściła się w kopercie, a nasza doktórka pisze wszędzie "prawidłowo, prawidłowo". W pewnym momencie nie wytrzymałam i mówię 

-Ale on nie mówi !!!!!

-TAK? (przypominam, że papiery na stole) A ile ma lat?

-6 (wszak to bilans)

-OOOOOOOOOOOO, a już powiniem

 

BEZ KOMENATRZA

 

I dlatego już przy Kubie postanowiłam być mądrzejsza. Od urodzenia (a nawet wcześniej) był pod opieką terapeutów Grzesia. Od psychologa, neurologa poprzez logopedę a na terapeucie SI kończąc. Nie powiem, wykorzystywała Grzesiowych terapeutów ile wlezie. I w pewnym momencie okazało się, że Kuba mniej mówi niż rówieśnicy. No i zaczęło się. Najpierw wytyczne od Pani Dorotki (logopedki Grzesia) do pracy z Młodym, potem (miał 2,5 roku) Kuba dostał na stałe swoją Panią. Po prawie roku pracy z Panią Martynką Kuba uważa Ją za bardzo swoją.

 

Dwa słowa na dwa lata

 

I teraz właśnie będzie o tym plakacie, który znalazłam na Facebooku (https://www.facebook.com/groups/166881013364853/). Powiem jedno - takie plakaty powinny wisieć w każdej przychodni i w szpitalach. Może, gdyby wisiał wcześniej interweniowałabym w sprawie Grzesia i może obecnie bylibyśmy dalej w jego edukacji. Nie chcę za bardzo "gdybać", nie cofnę czasu. 

Chciałabym tylko powiedzieć wszystkim Mamusiom i Tatusiom, którzy mają maluchy przedPrzedszkolne. Jeżeli cokolwiek budzi Wasze niepokoje, chociaż raz porównaliście swoje Dziecko z dzieckiem sąsiadów/znajomych/z rodziny i stwierdziliście, że rozwija się inaczej - wpadnijcie do Specjalisty. To naprawdę nie boli. I to nie jest żaden wstyd. Czasem lepiej być ciut przewrażliwionym na punkcie swojego dziecka niż słuchać rad "życzliwych" (w przypadku opóźnionego rozwoju mowy - dajcie mu/jej czas, przyjdzie pora to się rozgada).

Nie będę Wam pisać, że ORM rzutuje na kontaktach z rówieśnikami, na edukację etc. Powiem Wam tylko jedno - przy Grzesiu nie mogłam się doczekać aż mi powie "KOCHAM CIĘ MAMUSIU"(powiedział mi to spontanicznie koło 8-9 roku życia), teraz z niecierpliwością czekam aż powie mi to Kuba. (Mam tylko nadzieję, że nie będę czekać aż tak długo.) Takie spontaniczne wyznania miłości rodzicielce pojawiają się w wieku przedszkolnym (lub wcześniej - trudno jest mi być w tych sprawach ekspertem), u moich takie wyznanie było/będzie okupowane ciężką pracą. Ale dla takiego wyznania - warto!

Jestem naprawdę szczęśliwa, że tak wcześnie trafiliśmy z Kubą pod skrzydła logopedy. Jesteśmy rok do przodu w porównaniu z Grzesiem - a rok u takich maluchów to bardzo DUŻO.

 

Mam nadzieję, że przekonałam Nieprzekonanych do wizyty u logopedy. POWODZENIA!

 

pozdrawiam

Gosia-matka

 

 

 

04:16, ja-olsztyn32
Link Komentarze (2) »
środa, 12 lutego 2014
Maszynoooooooooooo, wróc!

bo tęsknię..........

 

Witajcie Kochani!

Dziś nie będzie o Grzesiu ani nawet o Kubie, dziś będzie o moim ADHD szyciowym. Bo sytuacja wygląda tak - jak się uporam z całym moim majdanem i jeszcze nie śpię, to szyję. Pomysłów mam 1000 na minutę, gorzej z dobą - za krótka:). Niestety, maszyna ostatnio się popsuła i pojechała do Pana Naprawiacza. Więc nie pozostało mi nic innego jak tylko wymyślać - co będzie jak wróci :)

uszyj jasia

Na pierwszy ogień poszły Jaśki. Kiedyś pisałam, że zamierzam szyć. I uwierzcie mi - nauczyłam się. Co prawda kilka sztuk poszło w kosz, ale już umiem. W tak zwanym międzyczasie okazało się, że Wojewódzki Specjalistyczny Szpital Dziecięcy w Olsztynie też chciałby Jaśki. Zatem postanowiłam - szyję dla naszych. I już nawet kilka poszewek do Szpitala powędrowało. Jednak Szpital ma dużo łózek (265) i duże poduchy (60x70 cm). Nie poddałam się i jeden jasiek dziennie starałam się szyć (póki maszyna nie odmówiła posłuszeństwa).

I wtedy zadzwoniła była terapeutka Grzesia z przedszkola. Może byśmy uszyli Jaśki? Mamy pomieszczenie, prąd - może udałoby się spotkać i coś dobrego zrobić dla dzieciaków? Nie trzeba mnie namawiać. Pomysł podchwyciłam, zaraziłam już kilka szyciowych Ciotek z Olsztyna do pomocy i będziemy szyć. Wstępnie szyjemy w połowie marca-na początku kwietnia w Piramidzie Rozwoju (https://www.facebook.com/PiramidaRozwoju). 

Pojawił się jednak problem - materiały. Potrzebujemy ich dużo, bo Szpital duży i potrzeby wielkie. I w tym miejscu zwracam się do Was z prośbą. Jeżeli posiadacie w domu niepotrzebną pościel dziecięcą, która tylko zajmuje miejsce i moglibyście ją nam podarować - to się polecamy. Może być bawełna, kora, flanela - najważniejsze, żeby była kolorowa, bo dzieciaczkom trzeba rozjaśnić pobyt w szpitalu. 

Jeżeli chcielibyście podarować pościel na Jaśki to oto mój adres

Gosia Gadomska

Pomorska 17/12

10-699 Olsztyn

 

Mamy dla Mamy

Grześ ma dużo szalonych (w pozytywnym znaczeniu tego słowa) Ciotek. Jest wśród nich Ciocia Bernadetka. No i Ciocia zaprosiła mnie na wydarzenie polegające na pomocy młodym Mamom z Afryki. Grzecznie zaproszenie przyjęłam, bo nie wypada odmawiać :) i zaczęłam myśleć - jak pomóc. Ubranek po Kubie już dawno nie mam, ale mam maszynę, zatem......uszyję. Na pierwszy ogień idą spodenki dla maluszków. Będą kolorowe (żeby nie powiedzieć tęczowe :), polarkowe i na gumkę. Takie są plany - trzymajcie kciuki, by się udało.

 

Nasiona dla Afryki

W to samo miejsce, gdzie wyślę portasy dla dzieciaczków, można wysłać nasiona. Na stronie https://www.facebook.com/events/210489302490387/ można przeczytać

Mpanshya to wioska w Zambii, położona około 200 km na wschód od stolicy kraju - Lusaki. W tym położonym głęboko w buszu miejscu Zgromadzenie Sióstr Boromeuszek Mikołowskich prowadzi swoją misję, w której oprócz szpitala i hospicjum działa także przedszkole. Siostry robią wszystko aby usamodzielnić swoich małych podopiecznych (a przez nich także ich rodziców), dlatego założyły ogródek przedszkolny, w którym uczą dzieci siać i opiekować się roślinami. Nasiona w Zambii są bardzo drogie, dlatego prosimy o pomoc w ich zakupie. Preferowane są nasiona: marchwi, cebuli, pomidora, słonecznika (duże ziarna), kapusty, kalarepy, ogórków, papryki, fasoli, buraków i kalafiora.

Jak nie skorzystać z okazji, jedno pakowanie, jedna paczka, jedna opłata pocztowa. I w tym miejscu chciałam Was też zaprosić do tej akcji. Czasem mała rzecz bardzo pomaga Innym. (Gdybyście kupili nasiona i nie chcieli ich sami wysyłać to możecie je wysłać do mnie, wrzucę do spodenkowej paczki.)

 

To tyle u mnie ..... się dzieje :)

 

Gosia-matka z wszelakim ADHD

 

PS. Właśnie przyszła informacja, że do 16.00 powinnam mieć maszynę do szycia. HURRA!!!!!

 

zdjęcia pochodzą ze stron

https://www.facebook.com/groups/375744642526126

https://www.facebook.com/groups/698322493534059

https://www.facebook.com/events/210489302490387

08:00, ja-olsztyn32
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 09 lutego 2014
Nikt Cię tak skutecznie nie wkopie jak własne dziecko......

Witajcie Kochani!

A było to tak. Urodziłam się.....18-lat temu:). Z tej okazji zaprosiłam Dziadków Chłopaków na obiadek i deserek. Dziadkowie zaproszenie przyjęli, zatem ja do kuchni. Zupa, II danie, deser - takie typowe urodzinowe menu. I o ile z dwoma pierwszymi dam sobie radę, to z deserem jest kłopot. Piekarnik się popsuł wieki temu, podobno nie warto naprawiać, więc z ciasta nici. Ale od czego jest cukiernia.

 

korona

 

Poszłam z moimi mężczyznami na spacer do pobliskiej cukierni i proszę o jakieś ciasto, które mogłabym sama upiec w domu. Tłumaczę, że Gości mam, muszą uwierzyć, że piekłam. Pani stwierdziła, że nie uwierzą. Uwierzą, uwierzą - ostatnio też uwierzyli. Zadowolona z siebie kupiłam i powędrowaliśmy do domu.

A w domku ciasto zostało pokrojone i ślicznie ułożone na talerzyku. Prawie uwierzyłam, że takie dobra ciasta piekę :).

Po obiadku ciasto zostało podane. Jakie smaczne, sama piekłaś? No pewnie, jak ostatnio :). To chyba poproszę o przepis.

I nagle Grześ, ni z gruszki ni z pietruszki, się odezwał.

To nie jest ciasto pieczone. To ciasto ze sklepu. Z cukierni.

To mnie kochany Synek wkopał! Już miałam opinię super gospodyni, a tu .... cała prawdą całą dobę. 

I jeszcze na mnie nakrzyczał, że nie wolno oszukiwać!!!!

 

Tak to jest jak się tłumaczy dziecku, że nie wolno kłamać. 

No cóż, następnym razem....pójdę do cukierni bez Grzesia, Kuba mnie nie wkopie:)

 

całuski i uważajcie co przy dzieciakach mówicie

Gosia-wkopana matka

 

zdjęcie pochodzi ze strony http://bibliotekanr9.blogspot.com/2011_02_01_archive.html

piątek, 07 lutego 2014
Prezenty dostaję!!!!

Witajcie!

Wczoraj dostałem super paczkę. A w niej była PALETA. To kolejny fajny pomysł z Wydawnictwa  EPIDEIXIS. Oprócz Pus-ów, piramidy edukacyjnej, Klocków Dienesa mają też Paletę. Mama (z tego co mi wiadomo) chorowała na tą pomoc już parę lat. (Swoją drogą nie wiem jak można chorować na punkcie pomocy edukacyjnych, co innego na punkcie zabawek. Nigdy nie zrozumiem kobiet.)

Zatem dostałem paczkę z Wydawnictwa, a tam.....

PALETA paleta

paleta paleta

paleta paleta

paleta 

 

Zgadnijcie Kochani, kto się bawił PALETĄ. Oczywiście Kuba. A to wszystko dlatego, że przesyłce były karty dla przedszkolaków. Kuba siedzi i myśli. I powiem Wam w tajemnicy, że nieźle mu idzie. W końcu to mój Braciszek.

paleta paleta

 

A na koniec chciałem Wam pokazać to, co się mamie najbardziej podoba. W PALECIE można samemu tworzyć plansze - coś czuję, że łatwo nie będzie :).

paleta

 

Jeszcze raz chciałem podziękować Wydawnictwu w imieniu swoim i Kuby za tak cudowny prezent. Niedługo napiszę jak mi/nam idzie nauka/zabawa z PALETĄ.

 

całuski

Grześ


09:01, ja-olsztyn32
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 03 lutego 2014
PUSy na plusy

Witajcie Kochani!

Dzisiaj chciałem Wam opisać kolejną fajną pozycję, którą mam w domu i z której często korzystam podczas nauki. Dziś opowiem Wam o PUSach.

PUSy to plastikowe pudełko z cyferkami oraz przeróżne książeczki. W książeczkach można znaleźć różne zadania - od najłatwiejszych dla przedszkolaków poprzez trudniejsze dla uczniów klas młodszych aż po super trudne dla najstarszych. Zadanie polega na tym by ułożyć tak plastikowe klocki, by po odwróceniu ich w pudełeczku obrazek zgadzał się z obrazkiem w książce.

Trochę zakręciłem, ale już Wam pokazuję zdjęcia. Może one rozjaśnią cały obraz PUSowy.

PUSy pusy

Nie jest to wcale takie trudne, chociaż mama na początku miała problemy z opanowaniem zasad. Ale już jest lepiej - trochę pomogłem mamie i już wszystko wiem. Bo ja lubię pomagać :)

PUS

 

PUSami bawię się już parę lat. Piszę bawię się, bo nie można tego nauką nazwać. Nauka to robienie szlaczków, czytanie, liczenie, a to zabawa. Najfajniejsze, że mama traktuje to jako naukę, więc nie mówcie jej, że tak nie jest :).

pusy PUSy

Oczywiście nie mam tylko kilka pozycji, ale bardzo dużo. Co prawda nie wszystkie (wyszło chyba 120 książeczek), ale coś czuję, że mama pójdzie niedługo na zakupy.

PUSy PUSy

pusy pusy

Kochani, książeczki tanie nie są, zwłaszcza gdyby chciało się kupić cały zestaw od razu. Ale gdybyście zbierali książeczki sukcesywnie, to nie jest aż tak ciężko. 

Niektóre książeczki, które mam są już za łatwe dla mnie, niektóre - za trudne. Ale działam na tych dla mnie odpowiednich i jest super!!!!

 

pusy

Jednak wszystko co fajne kiedyś się kończy. Nawet zabawa z PUSami. Żebym wiedział kiedy koniec mama daje mi swoją "Gadośkę na święty spokój". Pomaga mi ona zorientować się w całokształcie nauki. Ale o tym matczynym wytworze opowiem Wam kiedy indziej.

 

Podsumowując - jeżeli dysponujecie gotówką i PUSów nie macie w domku to polecam. Na pewno będziecie zadowoleni z zakupu. To jest o niebo lepsza zabawa/nauka niż czytanie książeczek czy pisania literek. Coś o tym wiem, uwierzcie mi na słowo.

pozdrawiam PUSowo

Wasz Grześ

1% małe zdjęcie