Blog > Komentarze do wpisu
Trzeba być PRZECIĘTNYM !!!!!

Witajcie!

I znowu polityka wkrada się na bloga Grzesia, chociaż powinna logopedia w każdym możliwym wydaniu. A to wszystko za sprawą dzisiejszej akcji w stolicy 

 

protest

 

Dzisiaj w Warszawie, rodzice dzieci niepełnosprawnych okażą swój sprzeciw przeciwko pomysłom obecnego rządu. Czy coś to da? Czy Pani Minister stwierdzi - o rzeczywiście, rodzice mają rację, nie brniemy dalej w ten nonsens. Trochę się zapędziliśmy, ale spoko - wycofujemy projekt i będzie jak dawniej. Czy Ktoś z Was wierzy, że tak będzie?

 

MEN

 

Ministerstwo Edukacji Narodowej informuje zdesperowanych Rodziców, że nauczanie indywidualne nie jest dla dzieci niepełnosprawnych. Dzieci niepełnosprawne trafiają do klasy, gdzie się integrują z dziećmi, słuchają nauczycieli, robią notatki, a potem....mają dodatkowe zajęcia wspomagające ich rozwój.

I tu zaczynają się schody. Bo Grzegorz sam nie zrobi notatek, nie wysłucha ze zrozumieniem, nie wychwyci ważnych informacji z potoku słów nauczyciele. Grzegorz rozwija się we własnym tempie, robi postępy, ale nie aż takie, żeby mógł pójść do klasy.

Choroba Grzesia to nie jest grypa, to jest uszkodzenie mózgu przy porodzie. Niedotlenienie spowodowało niewielkie szkody, raptem nie ma połączenia między neuronami jakieś 1,5 cm. Ale te 1,5 cm to braki na połączeniu trzech płatów w mózgu. A to już powoduje wielkie szkody. Szkody w kojarzeniu, pisaniu, pamięci. Gdy dowiedziałam się o tym wszystkim, byłam szczęśliwa, że to TYLKO mowa, a nie np. ruch. Że moje dziecko chodzi, biega, wspina się tam gdzie potrzeba i gdzie nie trzeba, a nie jest przykuty do wózka. 

Ale okazuje się, że wózek byłby zbawieniem dla edukacji mojego dziecka. W Polsce są szkoły przygotowane dla takich dzieci, są robione podjazdy, udogodnienia w toaletach.....gorzej z podjazdami w mentalności polityków, tworzących prawo dla afatyków.

Bycie rodzicem dziecka niepełnosprawnego to ciągła walka - o terapię, o pieniądze na nią, o szkołę. My swego czasu walczyliśmy nawet o to, by Grzegorz mógł pisać drukowanymi literami, a nie pisanymi. Udało się, ale tylko dlatego, że Pani neurolog wydała odpowiednie zaświadczenie. Wychowawca nie chciała się zgodzić na takowe, bez odpowiedniej "podkładki". 1,5 miesiąca latania po wszystkich świętych dało rezultat. Grzegorz oficjalnie, jako drugoklasista, mógł pisać drukowanymi literami. WOW.

A teraz co - kolejna walka, kolejne schody. O to, żeby Grzegorz mógł chodzić do szkoły, miał kontakt z dziećmi (chociażby na przerwach), miał kontakt z pomocami szkolnymi (bo jakoś sobie nie wyobrażam, żeby nauczyciel chemii przywoził do nas wszystkie rozpuszczalniki i inne związki chemiczne, a nauczyciel w-fu piłki lekarskie i pachołki). Walka trwa, czy ją wygramy - pokaże przyszłość.

Ale tak abstrahując od wszystkiego - czy naprawdę rodzic musi o wszystko walczyć? Czy rodzic musi być specjalistą od prawa, ustaw, rozporządzeń ? Czy musi wiedzieć gdzie pójść, by dostać dany dokument? Marzy mi się świat, w którym rodzic chorego dziecka idzie do pediatry i ten mówi "Proszę iść do urzędu A, tam dostanie pani kwitek X. Dzięki temu kwitkowi dostanie pani terapię dla dziecka, pomoc odpowiednich terapeutów jak również pomoc dla pani - jeżeli sobie pani nie poradzi w którymś momencie z chorobą pociechy".

Świat idealny gdzieś istnieje, tylko dlaczego nie u nas?

Póki co, dziś w stolicy, Rodzice walczą o lepsze jutro dla swoich dzieci. Jestem z nimi, chociaż w domu. A ja, ze swej strony, póki sił mi starczy i zdrowia, będę walczyła o Grzesia, o jego edukację, dobry start w życie i o to, by w tym życiu był szczęśliwy. I żaden minister mi w tej walce nie przeszkodzi.

 

pozdrawiam

 

Gosia - matka

środa, 10 maja 2017, ja-olsztyn32

Polecane wpisy

1% małe zdjęcie