Blog > Komentarze do wpisu
List do Pani Minister CZĘŚĆ 1

Minister Edukacji Narodowej

Pani Anna Zalewska

al. J. Ch. Szucha 25

00-918 Warszawa

 

Szanowna Pani Minister!

 

Piszę do Pani jako matka niepełnosprawnego dziecka. Syn ma obecnie 15 lat, od urodzenia ma stwierdzoną afazję. Nie wiem czy Pani Minister orientuje się co to za choroba? Tak w skrócie – afazja syna przewróciła do góry nogami moje plany i marzenia. Miałam mieć zdrowe dziecko, jednak okazało się, że Los chciał dla nas inaczej. Od 13 lat (czyli odkąd rehabilitujemy Grzesia) walczę o lepsze jutro dla mojego pierworodnego. Na początku była to walka o przedszkole, bo z dwóch został wyrzucany. Potem walczyliśmy o właściwą diagnozę, którą otrzymaliśmy dopiero w Lublinie, o terapeutów, o terapie, o pieniądze na nie. Słowem, od 13 lat o coś zawsze walczymy. Szanowna Pani Minister, był czas, że walczyliśmy o to, by nasze dziecko mogło pisać literami drukowanymi, a nie pisanymi w szkole. Wywalczyliśmy to dla Grzesia, do tej pory pisze tylko takimi.

 

Pani Minister, nie chcę tu pisać o innych dzieciach, bo nie znam wszystkich dzieci niepełnosprawnych w Polsce, nie znam ich problemów. Mogę się tylko domyślać, że są podobne do naszych – walka o postępy w terapii oraz ciągła walka o źródła ich finansowania. Chcę Pani napisać o Grzesiu.

 

Grzegorz od I klasy chodzi do szkoły rejonowej, uczy się w systemie nauczania indywidualnego, w oddzielnym pomieszczeniu. Kontakt ze swoją klasą miał od początku, wychowawczyni starała się przygotowywać dzieci na kontakt z Grzesiem i wytłumaczyć im co to jest afazja i jak syn może się zachowywać. Do końca VI klasy Grzegorz miał dobry kontakt ze swoją klasą, jak i z innymi dziećmi ze szkoły. Obecnie ma przedłużony etap edukacyjny i kolejny rok uczy się w VI klasie. Z dziećmi spotyka się na przerwach, ma lekcje wf-u z rówieśnikami. Jest w szkole lubiany i przede wszystkim tolerowany. Nikt go nie wytyka palcem, bo cała szkoła jest przyzwyczajona do jego obecności w placówce edukacyjnej.

 

Odkąd Grzegorz chodzi do szkoły, czyli od prawie 7 lat, prowadzę jego bloga - grzesiowy.blox.pl. Zapraszam do nas Pani Minister. Tam jest udokumentowane jakie postępy zrobił syn, na jakim obecnie jest etapie. Z naszego bloga korzystają inni, często rodzice na początku swojej drogi terapeutycznej, ale również studenci na zajęciach. Gdy zajrzy tam Pani to przekona się, że nie koloryzuję problemów syna. One naprawdę istnieją.

 

Obecnie czytam projekt ustawy, który zakłada, że Grzegorz będzie uczył się w domu, nie będzie miał prawa wchodzić do szkoły na lekcje, bo nikt z nim tych lekcji nie przeprowadzi. Pani Minister, zakładam, że Pani jak również sztab ludzie, którzy w Ministerstwie pracują, wiedzą co robią, są Państwo kompetentni w tym i ponoszą odpowiedzialność za ustawy. Ja jestem tylko matką, która zna swoje dziecko i tylko o nim mogę się wypowiadać.

 

Na stronie Ministerstwa można przeczytać, że „Coraz więcej polskich szkół jest dobrze przygotowanych do realizacji edukacji włączającej, rozumianej jako wspólna nauka dzieci niepełnosprawnych z ich rówieśnikami. Placówki te likwidują bariery, przygotowują nauczycieli do pracy z uczniami o różnych potrzebach edukacyjnych, zatrudniają dodatkową kadrę i dostosowują formy wsparcia uczniów w sposób elastyczny. Dobrym przykładem takich działań – także na szczeblu międzynarodowym – jest Zespół Szkół w Łajskach.” Pani Minister, czy nauczyciel mając 25 dzieci w klasie ( w tym mojego Grzesia), zdoła przeprowadzić lekcję np. z biologii, gdy moje dziecko nie potrafi robić samodzielnie notatek, a temat na pewno jest dla niego za trudny. Czy będzie w stanie co chwilę odpowiadać takiemu dziecku jak Grzegorz co to jest, dlaczego, a po co? Bo takie pytania się pojawiają i nauczyciele pracujący z dzieckiem afatycznym muszą na nie odpowiadać. I to nie raz czy dwa, ale czasem kilkanaście, zanim uczeń zapamięta. Te pytania to nie jest jego zła wola, po prostu afazja (która jest wynikiem niedotlenienia okołoporodowego) tak właśnie się obawia – kłopotami z pamięcią.

 

 

W tej samej informacji, na stronie MEN-u (https://men.gov.pl/ministerstwo/informacje/nauczanie-indywidualne-a-indywidualizacja-ksztalcenia-wyjasnienie-odnosnie-zmian-w-zakresie-ksztalcenia-dzieci-i-mlodziezy-ze-specjalnymi-potrzebami-edukacyjnymi.html) można przeczytać, iż „Nie można zastępować indywidualizacji kształcenia oraz odpowiednich dla dziecka form wsparcia nauczaniem indywidualnym. Dzieci, które wymagają wsparcia w nauce, mają mieć zapewnioną pomoc ze strony szkoły – indywidualizację kształcenia, dostosowanie wymagań edukacyjnych, różne formy pomocy psychologiczno-pedagogicznej np. zajęcia dydaktyczno-wyrównawcze czy klasy terapeutyczne”. Szanowna Pani Minister, może Pani nie wie, ale moje dziecko ma stworzony dla siebie przez nauczycieli Indywidualny Program Edukacyjno-Terapeutyczny. Wymagania w stosunku do niego zostały obniżone maksymalnie, nauczyciele wręcz „stają na głowie”, by przekazać wiedzę mojemu synowi. Na lekcjach jest wprowadzany komputer (gdy trzeba było pokazać życie mrówek), spacery po szkole (gdy uczyli się liczyć do 30) oraz po otoczeniu szkolnym (gdy trzeba zobaczyc jak jesienią zmieniają się drzewa). Grzegorz dopiero teraz zaczyna czytać, ale nie aż tak, by chłonąc książki jak jego rówieśnicy. On wiedzę czerpie z bajek i filmów na YouTube. Pani Minister, jak wyobraża sobie Pani naukę np. języka angielskiego Grzesia w klasie, gdy cała klasa uczy się czasu przeszłego, a on, od 6 lat, uczy się kolorów po angielsku i prawie je już pamięta? Albo lekcję języka polskiego, gdy pani zada tekst do przeczytania, a Grzegorz nie będzie umiał go przeczytać. Czy w takiej klasie Grzegorz się odnajdzie, wątpię. Co prawda po swoich lekcjach miałby np. zajęcia rewalidacyjne. Podejrzewam jednak, że po 5 lekcjach w klasie, na dodatkowych zajęciach już by nie współpracował.

 

Uczeń ma funkcjonować w społeczności szkolnej. Jeśli stan zdrowia dziecka mu na to pozwala, powinien on uczyć się ze swoimi rówieśnikami. Nauczyciel powinien dostosować metody pracy z uczniem do jego indywidualnych potrzeb, zaś szkoła zapewnić kompleksowe wsparcie. Na tym polega edukacja włączająca i MEN do tego dąży. Mamy narzędzia do tego, aby tego typu edukacja odbywała się w każdej szkole i będziemy je doskonalić. Jednocześnie musimy usuwać wszystkie bariery, które taką edukację utrudniają.” (https://men.gov.pl/ministerstwo/informacje/wyjasnienia-men-dotyczace-uwag-odnosnie-organizacji-nauczania-indywidualnego.html). Pani Minister, proszę mi powiedzieć jako matce, jak mam rozumieć ten tekst. Grzegorz jest dzieckiem zdrowym, nie ma połamanych nóg, biega, jeździ na rowerze – on ma TYLKO afazję. Wg tego co czytam powyżej, afazja według Ministerstwa to nie jest choroba, która upoważnia i pozwala dziecku na bycie w szkole na lekcji sam na sam z nauczycielem. Tej choroby nie da się wyleczyć. Nie można zrobić operacji mózgu i złączyć ładnie wszystkich neuronów, które się popsuły. Po prostu się nie da. Nie tak dawno czytałam, że Ministerstwo Edukacji Narodowej chce ukrócić proceder nauczania indywidualnego w szkołach, bo niektórzy traktują je jako dodatkowe korepetycję. Otóż Pani Minister, proszę mi wierzyć, że tak to nie działa. Grzegorz, oprócz lekcji w szkole, ma mnóstwo pracy w domu ze mną, pracuje też z paniami logopedkami i sztabem innych specjalistów. Jeżeli traktowałabym te zajęcia w szkole jako korepetycję, pewnie w domu nie ruszyłabym palcem by szkolić syna. Bo po co? W szkole ma zajęcia! Powinno wystarczyć!!!

 

Szanowna Pani Minister, jeszcze raz się zapytam – jak chce Pani usunąć bariery, które przeszkadzają w edukacji Grzegorza? Jeżeli zna Pani sposób na rekonstrukcję mózgu, proszę o sygnał. Od razu się do tego zastosuję. Od 13 lat, dzień w dzień Grzegorz pracuje z różnymi ludźmi nad poprawą swojej mowy, zrozumieniem tekstu pisanego, nauki dodawania i odejmowania w zakresie 20, a potem 100. Nikt do tej pory nie znalazł tabletki na chorobę Grzesia, na afazję. Ale jeżeli w Ministerstwie chcą Państwo usunąć wszystkie bariery, proszę pomyśleć też o Grzesiu. Jego bariera tkwi głęboko w głowie. Nie da jej się naprawić przy pomocy pstryknięcia palcami – no chyba, że o czymś nie wiem.

 

I teraz dochodzimy do sedna moich rozważań „Warto wyjaśnić, czym jest nauczanie indywidualne. Organizuje się je wyłącznie dla dzieci i młodzieży, którym stan zdrowia uniemożliwia lub znacznie utrudnia uczęszczanie do szkoły. Organizuje się je na czas określony – do chwili, aż stan zdrowia ucznia poprawi się i będzie mógł on uczęszczać do szkoły. Jeśli stan zdrowia niepełnosprawnego ucznia uniemożliwia lub znacznie utrudnia mu chodzenie do szkoły, uczeń ten obejmowany będzie indywidualnym nauczaniem w domu rodzinnym” Rozumiem, że według Państwa, Grzegorz jako dziecko afatyczne, nie nadaje się do uczenia na dotychczasowych zasadach – jego choroba utrudnia mu uczęszczanie do szkoły. Chociaż nie, Grzegorz do szkoły uczęszczać może (w końcu afazja to nie jest połamana noga), nie może uczęszczać tylko na lekcję, gdy chcemy (my-rodzice i Państwo – jako Ministerstwo ), by coś z tej lekcji konstruktywnego wyniósł. Zatem jak to jest Pani Minister, gdzie jest w tym projekcie rozporządzenia moje dziecko?

 

Szanowna Pani Minister, zakładam, że działa Pani z dobrych pobudek, że nie chce Pani pozamykać dzieci w domu lub w szkołach specjalnych, że chce Pani, by dzieci niepełnosprawne integrowały się ze społeczeństwem, a społeczeństwo nie pokazywało palcami tych dzieci. Zakładam też, że nie boi się Pani, że moje dziecko np. zarazi afazją Krzysia czy Basię. Proszę mi wierzyć, afazja to nie trąd, tym się nie da zarazić. Chociaż z tego, co pamiętam to nawet Jezus nie bał się trędowatych i ich uzdrawiał (Mk, 1, 40-45). Z historii też pamiętamy, iż był już jeden taki "człowiek", który ludzie niepełnosprawnych zamykał…..wiemy też jak to się skończyło.

 



Pani Minister, proszę pamiętać, że cały czas zakładam, iż Pani jak również Pani współpracownicy maja dobre intencję tworząc takie prawo. Nie robią przecież Państwo tego na kolanie, mają Państwo doświadczenie w tym zakresie i wszelkie kompetencję.

sobota, 13 maja 2017, ja-olsztyn32

Polecane wpisy

1% małe zdjęcie